wtorek, 28 grudnia 2010

rozgrzewka

minęły nasze objedzone święta. Było świątecznie, jak co roku, a teraz przyszedł casz na ćwiczenia przed Sylwestrem, który chyba będzie dla Zuzy prawdziwym żywiołem i będzie się czuła jak ryba w wodzie (sic!). Bo tańce to druga natura Opuncji. Narazie ćwiczy z "mało świątecznym" świątecznym Mikołajem. Mamę głowa boli, ale czego się nie zrobi dla swojej jedynej córki. Do zakochania jedno parcie;-)A oto tańczący obiekt mojej miłości:

czwartek, 23 grudnia 2010

Opuncja w wielkim mieście

cierpiąca

chyba raczej matka, bo córce ospa służy. Nic nie jest w stanie zespuc jej dobrego humoru, który odziedziczyła....no właśnie nie wiem po kim ( jest koncepcja, że po babci Heli). Zazdroszczę jej, naprawdę jako matka i kobieta.

wtorek, 21 grudnia 2010

o!spa

i bynajmniej nie ma miejsca ani czasu na masaże czy kapiele błotne. Są za to krosty, biała maść i drapanie,którego być nie powinno. Jest pierwsza żłobkowa choroba Zuzy, a przy okazji tradycyjne gyrpowe przedświąteczne zachorowanie mamy, czyli tradycji stała się zadość. Jedyne co mnie zaskakuje to fakt, że ja umieram, a Zuza pomimo krost, temperatury i czterech zębów wychodzących naraz jest niezniszczalna. Spanie w dzień- jakby nie istniało, spanie w nocy- też sobie odpuszcza. Dziś walczyliśmy z tatą 3 godziny od 23 do 2. I owszem przyznaję przeklnęłam, ale już po porstu nie dawałam rady. Czułam każdy mięsięn swojego ciała, telepało mną, a Opuncja przez trzy godziny non stop krzyczała "się bawić się" i "kapcie". Czekam aż nasza o!spa przjedzie do historii;-)

niedziela, 12 grudnia 2010

hilfe!!!

W tym roku swiąt nie będzie ani prezentów nie będzie ani niczego nie będzie. Wybralismy się dzis na zakupy. I niestety ,ale to bylo moje ostatnie "wybranie się". Planowalam, że pojadę sama, a maly szkodnik i trochę większy też zostaną w domu. I pójdzie szybko, gladko i w miarę bezbolesnie, bo z ajkims tam bólem się liczylam. Niestety, szkodniki pojechaly z emną, że niby tak bardzo chca i w ogóle. Więc w swojej naiwnoci pozwlolilam im. Och jakże tego żalowalam. Bo szkodnik mniejszy standardowo ciągle wolal "chodzić, chodzić",a szkodnik większy zabijal entuzjazm każdego mojego pomyslu na prezenty. A do tego tlum obijających się ludzi spowodował, że moja tolernacja na katusze swiątecznych zakupów wyczerpala sie po...10 minutach.
Zebralam sily. Walczylam. Aż tu nagle w tym samyam centrum wyladowala rodzina innych znajomych szkodnikow. Tradycyjnie duże szkodniki gdzies się zmyly, a my zostalysmy z malymi ryczącymi i walczącymi o jendego balonika szkodnikami, dwoma wózkami, siatami, kurtkami, zadaniem kupeinia preznetow dla calych rodzin i jeszcze nie wiadomo kogo, tlumem ludzi wokół i z glodnymi sobą.
Bylo ciężko. Przyznaję nie nadaję się. Wymiękam, zero skupienia. Swiat w tym roku nie będzie, albo będą jak się skończą i znikną te dzikie chordy, a ja do sklepu pojadę sama, a wszystkie szkodniki będą sobie smacznie spać.

planowanie przyszłości




chyba jednak będzie muzykiem. Raczej instrumenty perkusyjne, ale jednak taka muzyka to fajna sprawa. Decyzja podjęta wspólnie z tatą. Paleczki zapadły...
Koncert KReatywki zaliczony. Muzyczna sprawa

piątek, 10 grudnia 2010

incydent

Nasza córka jest agresywna. Mama zostala dzis poinformowana o zaskakującym zachowaniu swojej corki jedynej. Otóż Zuza przy obiedzie zaatakowala koleżankę. Chwycila ją za wlosy i uderzyla glowa w stól. Dzień wczesniej podobno , tak smao zresztą przy obiedzie, ciągnęla koleżankę za wlosy. Pytalam Zuzę czy to prawda, powiedziala, że tak "bila dziewczynkę"-cytowalam. Szczerze pwoiedziawszy nie wiem jak mam się zachować, torche mnie to bawi, ale z drugiej strony caly czas powtarzam, że nie wolno bić dzieci ani w ogóle nikogo. To co mnie ujmuje to spryt Zuzi. Nie stawia się na straszych, natomiast jeżeli tylko wyczuje, że kto jest od niej slabszy lub mniejszy ( no ale to rzadkosc;-)) przystępuje do ataku.
Spraw rozeszla się po kosciach, bo jakoże Zuza jest przytulanką od Pań to jedyne co robily to podbno chcialo im sie smiac i wspólnie stwierdzily, że nie da sobie w kaszę dmuchać. No to akurat się okaże, chociaż mam na nadzieję, że te przejawy agresji są chwilowe, a nawet bardzo chwilowe;-)

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Mikołaj ( z tych chudych)




a kto powiedzial, że musi byc gruby i usmiechnięty. Nasz byl z leksza wychudzony, torchę marudny i malo zorientowany w tym, co robi. Nasze inteligentne dzieci i tak się polapaly, więc kogo wlasciwie my chcielismy oszukac, chyba samych siebie, że tak super się bawimy udając, że wierzymy w Mikolaja.

piątek, 3 grudnia 2010

mama pociągowa

pijana szczęściem. I to jest godne odnotowania. Bo pomimo tego, że silnik znowu w naprawie, że śnieg sypie dzień i noc, że trzeba saneczkami zapylac, że śnieg w oczy wieje, że ślisko, że dziś nie było obiadu ani w ogóle nic nie było, bo czasu nie było- to nastała faza "moon", poziom endomorfin u mamy wnosił chyba dwieście ponad normę i nic nie było w stanie zepsuc mamie dnia. Więc ogólnie czad! Aby takich dni było więcej, że poziom taki wysoki!!!A zima u nas jest naprawdę piękna tego roku!!

środa, 1 grudnia 2010

dama


czyli walczymy ze spódniczkami, ale narazie jest 1- 0 dla Zuzi. Spódniczka musi być , okazjonalnie dodchodzi "czapka i szal" oczywicie z kolekcji mamy najlepiej. Kurtka jest niedopuszczalna.

przyjaciółki od pierwszego...dnia



Lączy je plec, cudowne matki, krecone wlosy, i dzien urodzin. Urodzily sie razem spedzily swoje pierwsze tygodnie życia na przeohydnej porodowce, gdzie ich mamy byly dla siebie wzajemnym wsparceim. Teraz nadal się spotykają i mam nadzieję, że tak zostanie, bo fajnie jest znac kogos przez cale swoje życie- doslownie.
PS. Zuzia byla nizsza okolo 5 cm, wiec nie jest zle, chyba;-)

wtorek, 16 listopada 2010

listo(s)padowo

czyli spadowo, przede wszytskim. Mama juz spadla na samo dno swoich możliwych den ( w ogóle istnieje takie slowo). Kupila sobie ciasto, żeby jakos na slodko przelknąć tą nadal nieprzetrawioną niedzielną mysl luta, "że nie ma przyjazni między kobietami, że może między kobietą i mężczyzna,chociaż czy bez podtekstow seksualnych to on nie wie". Ale oczywiscie mnie oszukali i sprzedali stare ciasto,w każdym bądź razie niswieże. Do tego wszystkiego dochodzę do wnisoku, że z dzieckime nie da się już pracować tyle co wczesniej. Tym bardziej, że czlowiek też jakis starszy. W związku z czym nie chce mi się wychodzic na kolejne zajęcia. Po kolejne mój nowy super zarąbisty komp-prezent nie chce pisać literki ł, pojawiają się jakies dziwne znaczki, które muszę usuwać i nie chce mi się tego robić. Zrobilam to tylko raz, żeby wam zadmeonstrować. Także kryzys jak stąd do nieba albo nie wiem, gdzie tam jeszcze na szczęscie Zuza poszla spac, choć krzyczala oczywiscie "nie"!!Ale że mataka ostatnio nerwowa to nie ma zlituj, wlozyla do lóżeczka i Zuza zasnęla jak susel, moral czasami nie wrato sluchac "nie!!" albo kobiety od najmlodszych lat mówią co innego, a robią co innego.
Zastanawiam się czy jest jeszcze cos, co powoduje, że spadam w otchlanie rowu marjańskiego. A no jest trzeba rano wstac, ubrac sie, zrobic sniadanie, potem niewymyslny obiad, bo pomyslow juz nie mam, potem trzeba isc do pracy, a w miedzyczasie trzeba....jesus. A na to wszytsko [rzychodzi jeszcze ta kolatajaca sie ciagle mysl o braku przyjazni miedzykobietami, a juz tym bardziej matakami i reszta swiata. Wykluczenie, ktore nastapilo, troche mnie przeraza, noa le skoro zuza daje sobie radę w żlobku to jej mama też musi być dzielna. Dam znać kiedy wyjdę na powierzchnię!

czwartek, 11 listopada 2010

prywatna niepodległość



jakos nie umiemy swiętować za Pańswto i dla Państwa. Storzylysmy soja prywatną, domową wersję flagi i w takim niedokładnym i raczej bylejakim klimacie uplywa nam ten dzisiejszy patrityczny dzień.

poniedziałek, 8 listopada 2010

wesoło, weselej, najweselej






jakże wesołe jest życie mamy. W przerwie między jedną pracą a drugą ma chwilę na wymarzone odmóżdżenie. W towarzystwie swojej córki i jej instrumentów. Ot, taka radosna muzyczna zabawa. Zadanie na dziś, Zuzia chowa się pod parasol, który płaczem wymusiła, aby zabrać z samochodu ( potem w samochodzie był płacz, że nie ma parasola, bo parasol przecież wcześniej był wypłakany, żeby zabrać do domu;-)), kiedy mam gra na bębenku, czyli symuluje deszczyk. Prawda, ze rozwijające. Ileż mama się nauczyła. Zawsze o tym marzyła;-)Już nie mogę się doczekać jutrzejszej przerwy;-)

niedziela, 7 listopada 2010

bez silnika

Kończy się mój tydzień z odciętym dopływem paliwa. Było wymagająco, Zuzę widzielismy wieczroami. Pewnego dnia nawet obrazila się za to na tatę i żadnego usmiechu nie bylo, a tata dwoił się i troił, ale opór byl na calym froncie. Nic, zero, zupełnie. Ale te spacery chciane lub nie daly mi dużo do mylslenia. Otóż zdalam sobie sprawę, jak wiele tracę mysli, które pojawialy się tak niespodziewanie z samego rana, kedy tak sibie szlam i szlam i szlam. Ile cenny pomyslow, a ile twarzy kandydatow na radnych trace przez to, że jadę, a nie idę. A tak dzień byl jakis milszy, jak się tacy ze slupow, drzew, lamp od samego rana do mnie usmiechali.
To byla mysl warta zapisania. Akurat na bloga.

poniedziałek, 1 listopada 2010

przemijanie



tak jakby to było wczoraj, tak dokładnie, pamiętam, jak dopiero co sama ubierałam buty od mamy. Potajemnie, żeby nie widziała. Pamiętam też rozpacz, że mama nie nosi szpilek. Tak bardzo chciałam je wtedy włożyć. Dzisiejsze pokolenie jest jakoś bardziej rozgarnięte. Wcześniej zaczyna wkładać mamy buty. Szpilek nadal nie noszę, więc już rozumiem ból Zuzy, która będzie rozpaczać, że nie może chodzić na wysokich obcasach.
Czas przemija, trzeba palić świeczki. I może zacząć nosić szpilki, żeby kolejne pokolenie nie rosło w traumie;-)

poniedziałek, 25 października 2010

syntax

1. Pierwsze zdanie: tatuś przyszedł. Zabrzmiało prawie jak Mickiewicz i jego sławetny powrót ojca. Interpretację pozostawiam na wolne od myśli po południe. Teraz jestem zajęta.
2. Pierwszy wulgaryzm. Adam odpala auto "happy tree friends", czyli mama i Zuza zapięte pasami, a tu nagle z tyłu z fotelika słychać " kuwa mać, kuwa mać" Dokładnie tak, dwa razy i bez "r". I to by było na tyle, spojrzeliśmy po sobie, nie zareagowaliśmy, żeby nie utwierdzać Pączka w przekonaniu, że nie można czyli na złość trzeba. Może się nie powtórzy. dochodzenie było, że od kogo. winny: Adam of course, wszyscy pozostali mówią, ale bez "mać";-)

środa, 20 października 2010

piękna katastrofa

czyli o tym jak układa się życie (kolejny rok)pomiędzy mamą, która na wszystko reaguje"jesus" i tatą odpowiadającym na każde polecenie " nie, bo nie". Jest śmiesznie, groźnie, niebezpiecznie, momentami pięknie. Podobno pierwsze lata "po" są średnie, a bywa że ciężkie, bo się dociera, wyciera, a nawet przeciera. Potem już jest tylko z górki, byle nie na pazurki i bez trzymanki, bo też może być średnio. Najważniejsze,żeby katastrofa była piękna, a reszta jest życzeniem....
Też cię....;-)

piątek, 15 października 2010

zaskoczenie

to stan, który od paru dni ogarnia mnie całą. zakasuje mnie przede wszystkim Zuza, a dopiero potem ja.
Muszę przyznać, że przyśpieszenie, które dokonało się w rozwoju naszego dziecka w momencie ukończenia roku jest tak duze, że po prostu go nie ogarniam. Myślałam, że jej zaznajamianie z językiem będzie jakieś takie wolniejsze, ale tu nagle ni z gruszki ni z pietruszki Zuza zaczęła mówić, oczywiście nie pełnymi zdaniami zbyt dużo bym oczekiwała, ale tempo w jakim wzbogacał się jej słownik było przeogromne. Dziś jest już całkiem komunikatywnym dzieckiem, z którym można spokojnie porozmawiać, zadawać pytania i oczekiwać nawet w miarę sensownych jednosłownych, czasami dwu, odpowiedzi.
Przyznaję nie doceniałam jej.
Mama, bo któż by inny, dał dziecku w sobotę do zabawy klucze- taty, żeby nie było, że mamy. Dziecko gdzieś z kluczami chodziło, aż je gdzieś wsadziło. Szukaliśmy z tatą 3 dni, aż spasowaliśmy. Po trzech dniach. Dziecko zaczęło krzyczeć, że znowu chce klucze. Oczywiście mama powiedziała: " Żadnych kluczy dopóki nie odnajdą się tamte! Dziecko wyszło z pokoju, po pięciu sekundach wróciło z kluczami (tymi zagubionymi) w ręku i śmiało się matce perfidnie w twarz!!!Nie podejrzewałam, że pamięta, o które klucze chodzi i , że wie gdzie je schowała. My nadal nie wiemy!!!
Dziś rano, ubieramy się do żłobka. Oczywiście standardowo powiedziałam dziecku, że jest damą. Po czym chciałam włożyć jej spodnie. I tu rozegrał się dramat. Zaczęła wierzgać nogami i krzyczeć "dama, dama" , zdzierać z siebie spodnie i kurczowo przykładając od siebie sukienkę. Mamo, przecież damy chodzą tylko w sukienkach, a nie w spodniach. Wyperswadowałam dziecku , że w spodniach też chodzą i z płaczem poszła dama w spodniach krzycząc "dama"!
A sobą jestem zaskoczona dlatego, że siedzę w domu ( trochę się rozchorowałam) i nie mogę wyjść z podziwu jak marnuję swój cenny czas na siedzenie przed komputerem!!!Odchodzę od wstrętnego pożeracza czasu!!!!

poniedziałek, 4 października 2010

u-mamiona

kiedy zuza przychodziła na świat wyobrażałam sobie jak to będzie cudnie, kiedy zacznie chodzić, mówić i będziemy wspólnie wymyślać różne zabawy na umilenie sobie czasu. Teraz Zuza chodzi, mówi, a ja właśnie odkryłam, że moje macierzyństwo się zmieniło. I właśnie doszło do mnie, że nie potrafię robić z siebie pajaca, bo tego wymagają od nas dzieci albo może raczej nam się wydaje, że one tego wymagają, przez 24 godziny na dobę. 10 godzin dziennie z przerwami to jak dla mnie czasami juz za wiele. Ponadto chyba brakuje mi kontaktu z takimi mamami, które nie żyją swoimi dziećmi tylko swoim życiem. Może jestem wyrodna,ale przyznaję wcale nie muszę biec na złamanie karku do domu po pracy tylko dlatego, że tam czeka na mnie Pączek. Owszem na weekend jej nie puszczę z babcią i dziadkiem, przynajmniej nie na ten, ale zdarza mi się po pracy jechać trochę naokoło, żeby pobyć sama z sobą. I to gorąco polecam.
Z kolei dla dzieci chodzących i mówiących nie polecam kupowania żadnych zabawek. Pozwólcie im otworzyć kuchenną szafkę i jest spokój na co najmniej pół godziny. Trzeba tylko wierzyć, że talerze to wytrzymają i od czasu do czasu zajrzeć, czy jeszcze nie widać szkła. Ja osobiście polecam garnki, co prawda jest trochę głośno, szczególnie gdy w pobliżu znajdzie się metalowa chochla, ale przynajmniej nie ma tego uporczywego chwytania za rękę i ciągnięcia w kierunku niekoniecznie zbieżnym z zamierzonym;-)
Mamy nie- histeryczki łączcie się!!!!
Tak sobie myślę, że na szkołach rodzenia pierwsze zajęcia powinny zaczynać się od pytania: czy jesteś gotowy zdziecinnieć? Jeżeli odpowiesz twierdząco to znaczy, że dorosłeś/dorosłaś do tego, żeby na nowo dorastać ze swoim dzieckiem. Jeżeli natomiast jeszcze nie czujesz, że z powrotem możesz robić babki, czytać bajki i grać na garnkach to jeszcze trochę się zestarzej, żeby lepiej ci się dziecinniało.
Kryterium gotowości do dziecinnienia jest chyba najsłuszniejszym w decydowaniu się na bycie mamą czy tatą. Bo tylko dziecinny rodzic ma dziecinne pomysły, które dzieci kochają najbardziej!!!!;-)))

niedziela, 3 października 2010

trąbka, precel i...buta






trąbka- bo byliśmy w mieście, gdzie grał taki jeden, nie zacytuję tutaj taty, w każdym bądź razie powiedzmy, że pan, który na niej (tej trąbce) grał. Standard.
Precle też tradycyjnie były, ale my nie jadamy i nie przepadamy, ale słyszeliśmy jak się inny Pan, bo nie ten sam co grał na trąbce, skarżył, że stare i się sypią.
A buta to dlatego, że tata cały czas głosił przemowę, gdzie myślą przewodnią była jakaś"buta", którą on w sobie ma i woli Śląsk, i jego potencjał. A woli za to, że trzeba się nachodzić, żeby coś znaleźć, że nic nie jest podane na tacy. A żeby zrozumieć tą naszą śląską sztukę to trzeba dłużej, a czasami nawet bardzo długo pomyśleć, ale sens jest zawsze, tylko taki bardziej minimalistyczny. A że my wolimy białe ściany, to nam się jednak bardziej nasz, wspomniany tu już kiedyś, heihmat podoba . Dla ścisłości mama to rożnie ma z tym białym, czasami lubi jakąś tam paprotkę czy tynk strukturalny;-)

podążaj za białym królikiem






czyli bardzo fajna wystawa, którą polecamy wszystkim mamom, tatom i dzieciom!