środa, 28 marca 2012

bez wyjścia

dzieci są mistrzami wprowadzania swoich rodziców w sytuację bez wyjścia. Są specjalistami od zakłopotania i  konsternacji, w jakich znajdują się ich rodzice z powodu ich na wczesnym etapie tylko zachowania, a potem i zachowania i słów.

Żłobek. Odbieram Zuzę. Wśród wszystkich pań tam pracujących jedna jest wyjątkowa. Jest meganatypatyczna, przynajmniej  w pierwszym wrażeniu. Drżę na jej widok. Jest starsza, dość solidnej postury i utyka na jedna nogę.
Ubieram Zuzie buty. Wychodzi owa pani z sali. Zuza krzyczy:(zanosząc się przy tym śmiechem i wskazując palcem, chyba bo juz nawet ze wstydu dokładnie nie widziałam): Patrz, widzisz jakie ona ma śmieszne włosy, patrz jak ona wygląda śmiesznie w tych włosach , patrz jakie zrobiła sobie śmieszne włosy hahahhah.

Delikatnie stukałam ją w nogę, bo akurat ubierałyśmy buty i mówiłam po cichu, bo sama nie wiedziałam jak lepiej zareagować: Zuzi, przestań, nie wolno tak. Każdy ma jakieś włosy! ( To ostatnie to serio głupie, ale nie wiedziałam, co mówić) Słusznie czy nie było mi wstyd i chciałam wejść pod tą ławkę, pod którą kucałam, tylko że jestem aktualnie słoniem to i tak bym się nie zmieściła pewnie;-)
Była tam jeszcze inna mama, która też chowała wzrok i tamowała śmiech. Rzeczona pani słyszała na pewno, nic nie powiedziała, nie wiem czy patrzyła, bo ja nie ośmieliłam się podnieść oczu. Jutro Zuza odczuje jej miłość. No jakoś będzie musiała dać sobie radę.

zrobiłam to