środa, 28 października 2009

U rodzin na nogach




Kiedy goście poszli już do domu i zrobiło się cicho, mama zaczęła się zastanawiać, ile jeszcze urodzin przed nią i jak te różniły się od poprzednich- czyli jak tu u mamy zrobiło się raczej nostalgicznie- aż tu nagle tata;-) ( też zresztą jak to on, nagle i natychmiast) zawołał mamę. Oczywiście po nawoływaniu mama myślała, że Pączek co najmniej spadł z okna i biega po podwórku, ale na szczęście okazało się, że sprawa jest mniej poważna,aczkolwiek ważna. Otóż Pączek sam podniósł się w łóżeczku i stanął. Oczywiście radość przy tym była ogromna, uśmiech od ucha do ucha i ten dźwięk, który umie zrobić tylko mama, a Pączek go cudownie naśladuje. Tak więc droga do samodzielności Pączka staje się coraz krótsza, chociaż z drugiej strony coraz bardziej niebezpieczna. Poprzez swoje dziwne figury służące jak najwyższemu podniesieniu się najlepiej do pionu Pączek czasami, naprawdę czasami, uderza głową w podłogę, ale leciutko. strach jednak jest.najlepiej sprawdziłyby się kołdry na podłodze. Następnym razem tata projektant musi to uwzględnić;-)Dziś tylko tyle, czyli bez polotu i głębszej analizy. Sukces jest: Pączek wstał, a mama przeżyła swój kolejny rok w szczęściu i czeka na to, co przyniesie jej następny, czyli do następnych urodzin u innych rodzin;-)

poniedziałek, 26 października 2009

o! pamięci




Kiedy podczas pierwszych wizyt wszyscy przychodzili i mówili: Ja już nie pamiętam, kiedy mój/moja taki mały był- nie wierzyłam, jak można zapomnieć, że przecież zawsze się pamięta. A jednak, jak to zwykle bywa dopiero na własnej skórze przekonałam się, po raz kolejny zresztą na tej samej, że chyba ci wszyscy mieli rację. Pamięta się uczucie, ale nie pamięta się wyglądu, tej małej wielkości. Dzisiaj znalazłam te zdjęcia i rzeczywiście zdałam sobie sprawę, że jeszcze paru innych rzeczy nie pamiętam, a szkoda. Także tych swoich, nie mnie jako mamy, bo teraz to już tylko jestem mamą i chyba muszę po mału nad tym pracować, żeby znowu może być bardziej sobą z wcześniej niż tylko mamą.Ale coś już takiego jest w tej funkcji, że przestawia się na inny trochę tor i niby dalej jestem Kasia vel. kate tylko procentowo to nie wiem jakby to określić, czyli ile jest mamy, a ile Kasi. Dobrze by było chyba 50/50, ale czy tak jest to...nie pamiętam. Będę jednak pracować nad zachowaniem zdrowej równowagi. Muszę o tym pamiętać.

piątek, 23 października 2009

myszkę widziałam ostatnia


zamieszkała z nami mała, wyliniała, trochę chyba wygłodniała. nikt jej w sumie nie zapraszał, ale kiedy już przybyła ciężko ją wyrzucić, przecież zima. Gości naszych też poznała, więc już chyba bardziej śmiała. Mieszka sobie gdzieś w kominku, korzystając z jesiennego wypoczynku. gdybyś jednak, moja droga, powędrować gdzieś chciała, to ja bardzo ciebie proszę, zrób to wtedy, kiedy mama będzie smacznie spała. Bo pomimo twego uroku wędruj sobie gdzieś po zmroku;-)

wtorek, 20 października 2009

You?Here?funny meeting!



poznał tata mamę i chodzili ze sobą lata całe. To do szkoły, to na dworze, za ręce się nie trzymali o żadnej porze. Mama ściemniała, że z psem biegała, a naprawdę za tatą szalała. Tak mijały lata całe, aż w końcu dnia pewnego październikowego, trzeba było pokroić torta ślubnego. Od dnia tego mama nazwisko swoje zmieniła, choć za swoim bardzo tęskniła. Z miłości jednak do taty szanownego dziś jest żoną Radzimskiego;-)

piątek, 16 października 2009

ziemniaki

tak sobie dzisiaj przypomniałam, jak dopiero co musiałam obierać ziemniaki po przyjściu ze szkoły. Bez większej chęci, ale trzeba to było robić szybko, zanim mama przyjdzie z pracy, żeby nie krzyczała i żeby ogólnie mniej hałasu było. Zawsze przy tym jeszcze trochę krwi się polało;-), bo z siostrą bój był o to, kto dziś obiera, a kto obierał wczoraj, czyli to nie jego kolej. A dziś tak sobie zdałam sprawę, że sama mam takiego pomocnika i ani się obejrzę, a będę wracać z pracy i sprawdzać, czy ziemniaki obrane;-)Nie mogę w to uwierzyć, jakoś to do mnie jeszcze nie bardzo dociera, ale fakt jest taki, że za niedługo ziemniaki będą obierać się same;-) no prawie same. I sama nie wiem czy wolałam jak sama je w pośpiechu obierałam, zawsze przenosząc sobie kosz na śmieci i nożyk przed telewizor, żeby móc oglądać. Mama oczywiście nie wiedziała, tak jak jeszcze paru innych rzeczy, o których dowiedziała się znacznie później albo dopiero się dowie;-))Ciekawe, czego ja się będę dowiadywać i kiedy? W ogóle nie sięgam tak daleko swoją wyobraźnia,a el to może być szybciej niż się mi wydaje;-)



Zuza i próba dostępu do ziemniaków;-)

czwartek, 15 października 2009

ja i mój miś;-)


proszę Państwa oto miś, miś jest dresem trochę dziś.

za czym tęsknią mamy

za płaskim brzuchem, za zakupami bez pospiechu, za niewycieraniem podłogi co pięć minut ( bo komuś coś się ulało), za praniem nie codziennie, za wstawaniem, o tej o której się chce, za wyjściem z domu, które zajmuje dwie minuty, anie 20 minut ( co najmniej przy całkowitym spoceniu i braku niespodzianki w pieluszce), za nocą bez pobudek co dwie godziny ( w ogóle o co chodzi, wcześniej Pączek spał cała noc, a teraz budzi się z zegarkiem w ręku co dwie godziny???)za czytaniem książek 9 bo tera zdarza się przysnąć nie wiadomo kiedy) za swobodnymi spotkaniami z koleżankami, a przede wszystkim za latem, bo wtedy dwie minuty Pączek wylansowany do wózka zapakowany i śmigałyśmy po parkach, lasach i chodnikach. I mamie się nie nudziło i nie stwarzała,a i Pączek był szczęśliwy, bo z ludźmi przebywał, a teraz wariuje, bo ile można patrzeć na mamę, szczególnie jak tak bardzo lubi się nowe twarze;) Tak więc zapraszamy wszystkich do odwiedzin, bo wtedy jest weselej i mniej marudniej!!!( i ze strony mamy i Pączka)
A to letni jeszcze Pączek na ostateczne pożegnanie z latem ( teraz trzeba kupić sanki;-))

poniedziałek, 12 października 2009

z nudy


wsadziła mama Opuncję do chusty i wybrała się na spacer po mieszkaniu. Ku wielkiemu zdziwieniu fakt włożenia Opuncji do chusty wprawił ją w wyśmienity nastrój. Dlaczego?
Przecież ani to pierwszy raz, ani ostatni. widać z nudów dziecko nawet z takiej błahej czynności się śmieje, ale było tak miło, że aż szkoda, że się skończyło;-)

....


Jakoś się tak deszczowo zrobiło i nawet tata, który zawsze jest na tak zaczął się zastanawiać, co to będzie za parę lat. Bo teraz jest super, Pączek się cieszy, jest szczęśliwy i ogólnie niczego mu nie brakuje, tak przynajmniej się mamie i tacie wydaje;-) Ale tak sobie pomyśleliśmy, że za parę lat trzeba będzie Pączkowi powyjaśniać to i tamto, dlaczego jest tak, a nie inaczej. No i tak sie zastanawialiśmy z tatą, kiedy i jak to zrobimy. Kiedy powiemy, że Pączku drogi trochę różnisz się od koleżanek, ale i tak jesteś najlepsza, a może właśnie dlatego tak wyjątkowa. Tak sobie też pomyśleliśmy, że super by było, gdyby pamiętała te wszystkie dni, które są teraz, bo one na pewno by jej pomagały wtedy, gdy będzie padał deszcz. Bo pomimo naszych najlepszych starań, tak sobie myslę, że mogą być dni, kiedy myśli w głowie większego już Pączka będą biegały, goniły się i ciężko będzie je złapać, ale oczywiście my się bardzo postaramy, żeby je wszystkie wychwytać.
A i jeszcze jedno już się przyzwyczailiśmy do mamy i taty i nawet sami do siebie tak mówimy- przełomowe wydarzenie;-)

wtorek, 6 października 2009

genetyczna opuncja

seriale to fikcja i nikogo chyba nie trzeba przekonywać do tej tezy, a już zwłaszcza, kiedy ma się kontakt ze służbą zdrowia i porówna się ja do serialowych przychodni, cudownych, zawsze uprzejmych lekarzy, którzy żyją problemami pacjenta i są mu całkowicie oddani. Oczywiście wyjątki się zdarzają, choćby endokrynolog, która leczy Zuzę, ale ogólny obraz raczej odbiega od tego stworzonego prze świat, w którym wielu Polaków niestety żyje. I może dlatego tak boleśnie przeżywają każdą wizytę u lekarza. No bo gdyby szli z innym nastawieniem, że będą siedzieć, że będą czekać, że pani doktor w ogóle ich nie pozna chociaż przyszli już na wizytę po raz setny, no i że godziny przyjęć są godzinami orientacyjnymi. Tak żeby się pacjent orientował, że masz przyjść na 2 po południu, a nie na drugą w nocy. A to, że został przyjęty o 17 to przecież żadne przestępstwo, ogólna orientacja była.
Nasza szczęśliwa trójka też miała kolejną okazję spędzić uroczy dzień u lekarza. Przy czym my zawsze jesteśmy pozytywni, no mama może trochę mniej, ale tata zawsze, bo generalnie neguje wszystko, co mówi mama, więc skoro mama narzeka to tata mówi, że wszystko jest super. Opuncji też się podobało, bo wokół byli ludzie, więc ciągle coś nowego,a i na rękach mogła być noszona bezkarnie, bo przy ludziach oduczania od rąk nie ćwiczymy. Za głośno po prostu. Tak więc zaliczyliśmy dziś naszą panią endokrynolog, która powiedziała, że oprócz tego, że Pączek jej się bardzo podoba, to wszystko w porządku. Kontrola za pół roku. A potem mieliśmy wizytę, po raz pierwszy, u pani genetyk, która była zakonnicą w przebraniu. Dość oziębła, a że my wyedukowani jesteśmy na tematy kariotypów i chromosomów to mówić nam nie miała co. Pączkowi powtórzą badania genetyczne i tyle. no ale u pani genetyk byli studenci, którzy mieli okazję pobadać naszego dzidziusia, który miał dziś wyjątkowo dobry humor i nawet oziębła pani genetyk powiedziała studentom, że mają korzystać, bo rzadko się zdarza, że pacjent jest tak chętny do badania i wręcz śmieje się na głos, bo dziś Zuza miłą dzień "SSSSSSS" to znaczy, że śmiała się do łez, autentycznie, na dźwięk litery "ssssss". Do teraz nie wiemy, co w niej jest śmiesznego, no ale coś na pewno. Dzień przeminął cały i pomimo moich nadziei, ze w międzyczasie pójdziemy na spacer do parku koło szpitala, niestety cały dzień minął nam w poczekalni, ale nie było najgorzej, a dowodem może być fakt, że Zuza cały dzień nie spała tak się jej podobało ( widać czekanie do lekarza na orientacyjną godzinę może być przyjemne), że jest godzina 21,30, a Pączek nie ma najmniejszej ochoty spać, a wręcz przeciwnie rozwija swoje informatyczne talenty. Szkoda tylko, że na komputerze mamy, bo tata jej swojego nie daje. Ciekawe?

piątek, 2 października 2009