wtorek, 29 marca 2016

złotouści

Antek jak na prawdziwego faceta przystało boi się wszelkiego typu owadów. Dziś też typowo jak na wiosnę przystało w naszym domu pojawił się mol. Antek w ryk i wola: sybko mamo za mną leci koszmar! Zabij ten koszmar! Aaaaaa ( oczywiście miał na myśli komara). Zuzę z kolei wzięło na wspomnienia i mówi : wiesz u Kostka na urodzinach był taki jeden super chłopak . Normalnie brunet , taki dżolero i taki zabawny . Ja : tak?? Zuza: no, opluł mnie.  I odpływa w miłości. To są nowoczesne sposoby na uwodzenie.

niedziela, 27 marca 2016

uwolnić kury

jeżeli jesteście już pełni, czyli czujecie, że przybyło wam ze 2-3 kilo lub ewentualnie nic nie czujecie ( w sensie wagi i siebie też), bo cały dzień biegaliście między kuchnią, a dużym pokojem, a w międzyczasie jeszcze zerkaliście do pisklaków, czy dalej żyją, choć akurat to dało się usłyszeć, to znaczy, że święta są w pełni, a świat dalej gna do przodu I wszystko jest w jak najlepszym porządku. no prawie jak najlepszym, bo używam końcówek rodzaju męskoosbowego, choć mam nieodparte wrażenie, że powinny to być tylko końcówki niemęskoosbowe, bo jakoś tak mi się zdaje, że koguty odpoczywają więcej w święta i na co dzień. Ale chciałam być poprawna "politycznie". Całe to przygotowywanie wyjątkowo"kurzych świąt" ( w sensie konsumpcyjnym) było bardzo odległe  w tym roku ode mnie i bez większego entuzjazmu. Przez cały czas przyświecała mi jedna myśl, że w obliczu sporu o chów kur klatkowych i wolnych, ja zdecydowanie czuję się kurą wolnowybiegową i całe to klatkowe przygotowywanie i zamykanie mnie  w jakiś konwenansach i ramach  bardzo mnie  w tym roku męczyło. I tak jak nie bardzo wyobrażam sobie wyjeżdżanie na święta Bożego Narodzenie, tak kolejne "kurze święta" jestem w stanie spędzić jak najdalej od swojego kurnika. Po prostu mi się nie chciało i uważam, że wszystkie kury powinny być uwolnione. Bo po co sprzątanie, po co gotowanie, jak i tak po pięciu minutach od posprzątania wszystko wygląda tak jak przed nim, a w zupie zawsze jest za mało soli.
Jedyne co ratuje moje posępne przemyślenia to to, że mój kurnik jest zawsze ostatecznie bardzo wesoły i w tym względzie mnie nie zawodzi.Wesołych kurników i Wam życzę i uwolnienia kur na kolejne święta;-))

fotostory

dowód na "nieistnienie" sprzątania


głupawka  w kurniku, czyli jak każdy mam i ja "sesja koszyk + bukszpan"




środa, 9 marca 2016

jajko mądrzejsze od kury

Wracamy do domu. Opowiadam swoje przygody: Dziś pisałam jakieś słowo na tablicy, które zaczynało się od literki "f", napisałam  drukowanymi, na co dzieci zapytały mnie,  jak się pisze "f" pisane, bo one tak muszą pisać. I normalnie nie wiedziałam.
Na co  z tylnego siedzenia wybucha coś na kształt: "Phyyyyy, hahha"( taki odgłos świńskiego prychnięcia ) ale wstyd. Nie wie jak się pisze "f" pisane.Wróć do szkoły podstawowej . hahahahah (głośne i długie)

Tak to była moja własna, rodzona córka, krew z krwi, kość z kości, sarkazm z sarkazmu....i tak dalej.

W chwili obecnej siedzimy na pozabiegowym l4 i Zu z nudów chce oglądać bajki, a ja wprowadzam swoje srogie limity czasowe.Jako argumentu używam między innymi uzależnienia od bajek, wyprania umysłu i okularów. Osobiście cierpię na zimowo-przedwiosenną chandrę, więc zamiast czytać, zamiast się rozwijać, zamiast jakkolwiek działać katuję się programami informacyjnymi. Córka przychodzi bierze pilot, wyłącza.
Ja: ej, no co ty.
Zu: no wiesz?
Ja: co wiem?
Zu: no chyba nie chcesz się "użeleźnić" (dotyka się głowę) ani mieć no wiesz- o-ku-la- rów (poprawia swoje na nosie).
 No nie chcę. Więc piszę do was tego posta, żeby nie oglądać newsów i się nie "użeleźnić".

mój stan umysłu, a raczej chęć w nim bycia



piątek, 4 marca 2016

migdałowe ucho

poszłyśmy z ZU na założenie drenów do uszów, a wyszłyśmy z drenem, parantezą czyli nacięciem błony bębenkowej oraz z adenotomią ( jak ja uwielbiam łacinę;-)), czyli z wyciętym trzecim migdałem. Migdała pozbyłyśmy się z zaskoczenia, bo przez półtora roku leczenia u laryngologa jego temat się nie pojawiał. Owszem była cały czas mowa o asymetrycznym migdale lewym, ale okazało się, że lewy duży, ale może jeszcze być, a trzeci się pojawił w trakcie drenażu , więc przy okazji i go wycięli. ZU doświadczyła swojej pierwszej narkozy. Nie powiem, żeby obyło się bez ataków paniki, ale jakoś się udało z jednym tylko uszczerbkiem w postaci zerwanej żyły przy zakładaniu welflonu, z powodu napinania się i wrzeszczenia. Poza tym były łzy, lekkie wyrywanie przy ubieraniu piżamy i czepka na salę ooeracyjną. No i jeszcze po wybudzeniu ma córka darła się tak głośno, że słyszałam ją aż na drugim końcu korytarza za drzwiami bloku operacyjnego. Ja natomiast doświadczyłam uroczego kempingu prawie na ziemi i prawie pod łóżkiem, bo cieżko było nam mamom zmieścić się w sali z naszymi dziećmi, więc spałyśmy prawie pod ich łóżkami, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i miejmy nadzieję, że ewentualna powtórka dopiero za rok. Zostało nam też jakieś wędzidełko do podcięcia, ale narazie pauzuje, jest też plan, aby teraz ojciec dzieci udał się na" biwak".