środa, 28 lipca 2010

młodości

bezcenne

jest późno, padasz z nóg, Pączek nie chce spać. Aż tu nagle zza drzwi wychodzi....


Poległam.
PS. sama się tak wystylizowała. Chyba, żeby zwrócić na siebie swoja uwagę, bo przyjęliśmy z tatą taktykę" olewać, to może zaśnie". I udało się jej. Trudno było nie zwrócić uwagi.

niedziela, 25 lipca 2010

Jestem mamą

dwójki wspaniałych dzieci! I cieszę się, że rodzić musiałam tylko jedno.
A i mam jeszcze dwa żółwie;-)One bawią się w akwarium, narazie;-)

piątek, 23 lipca 2010

inspiracje wprost z patelni


Miałam taką piękną złotą myśl, ale przez to pilnowanie ziemniaków, żeby były złote, zapomniałam, co chciałam powiedzieć. Chyba tylko tyle, że potrzebuję ratunku, natychmiast, bo nawet upiekłam ciasto. Nie podoba mi się to!!!!To oznacza, że coraz bardziej przepadam od ludzi i wpadam gdzieś między "mamy", które są takie przewidywalne!!!Nie chcę!!!

środa, 21 lipca 2010

se my umarły

najpierw w domu. Z nudów i ze zmęczenia sobą nawzajem. Chwilami mam wrażenie, że ja nie mogę patrzyć na Pączka, a Pączek na mnie. Potem poszłyśmy na chwilę na dwór, ale tutaj przyszło kolejne rozczarowanie. Bo najpierw zaatakowała nas Pani z psem, która zaczęła mówić o...zgrozo...o pogodzie, że gorąco, że duszno i że w ogóle trzeba jakoś żyć, a się nie da. A ja musiałam się tylko uśmiechać, no bo postanowiłam przecież, że koniec gadania o tym, że za ciepło, za zimno, za deszczowo czy jak tam jeszcze inaczej. Następnie mama postanowiła, że może humor jej poprawią nowe japonki ( kolejne addiction), więc łamiąc swoje następne postanowienie poszła z Zuzą do jednego tylko sklepu, co i tak okazało się zbyt dużym wyczynem. Nie było czasu na rozglądanie, a o przymierzaniu to już w ogóle można zapomnieć. Pierwsze lepsze japonki wzięte i wyszłyśmy. Przymierzyłam tylko jednego, na szczęście w domu się okazało, że drugi ok.
Kolej na lody, które się roztopiły zanim doszłyśmy do pierwszego skrzyżowania. Dalej było totalne znudzenie Zuzy, ryk, płacz i zdzieranie gumki i kucyka z głowy. Oczywiście się nie poddawałam i milion razy zakładałam tą gumkę. Przy milion pierwszym razie poddałam się.
Podziwiałyśmy zabrzańskie mieszczaństwo i furorę tabliczek z imionami przy wózkach, które znakomicie oddają lokalny koloryt, że niby tak śmiesznie,a naprawdę strasznie!Ale z drugiej strony można się dowiedzieć, jakie imiona są teraz modne. Dziś naliczyłyśmy 4 Nikole, chyba popularne! A zabrzańskie mieszczaństwo podziwiało nas, a najbardziej to ryczącą Opuncję. Jedno takie mieszczaństwo podeszło nawet do Opuncji i rzekło: Czemu płaczesz? Nie płakej!
I zadziałało! A tera se my umarły, bo się nam nudzi w tym górniczym heimacie, szczególnie, że nasz tata durś w robocie siedzi;-)

niedziela, 18 lipca 2010

Arbuzzo

czy Abruzzo (rejon we Włoszech) jedna woda. Przypomniały mi się wakacje spędzane we Włoszech i arbuz, którym się wtedy obżeraliśmy. Tak właśnie tak, bo to nie było jedzenie, to nie było nawet pochłanianie, to było zwyczajne obżarstwo. Ale jakie fantastyczne! To jedne z naszych najlepszych wakacji z tatą Adamem- tak przynajmniej nam się wydaje;-)Pobudzona tym wspomnieniem, poszłam do kuchni i poświęciłam swoje cenne lenistwo i nakroiłam rodzinie swojej i arbuza i melona. A że z tatą jesteśmy fanami tego wodnego owocu, już od kilku tygodni robimy podchody, aby i Zuza poczuła tę moc arbuzowej wody. Bezskutecznie jak do dziś wieczora. Bo o to nagle sama podeszła powiedziała " abuz" i tak już została wciągnięta. Nie wypluła! Przychodziła po kolejne dokładki i pochłaniała razem z nami. Teraz mamy pewność, że do nas pasuje. Aż nam się milej zrobiło słysząc cały czas " abuz" i widząc otwierającą się paszczę Pączka. Arbuzzzo....normalnie



środa, 14 lipca 2010

POST-anowienie

Oto moje POST-anowienie na POŚCIE złożone wszem i wobec. Otóż postanawiam uroczyście przy kawie i czereśniach, że nie będę już mówić o pogodzie. Bo doszłam do smutnego wniosku, że biedna pogoda jest wyeksploatowana, a do tego wielce krzywdzona. Bo jak jest zimno to wszyscy mówią, że marzną, że trzeba grzać, zresztą sama tak mówiłam. Gdy pada deszcz marudziłam, że trzeba chodzić z parasolem, że jako mamie ciężko mi wyjść z domu, no bo z wózkiem, z parasolką, w gumiakach. Jak jest gorąco to znowu się narzeka, że upał, że nie ma czym oddychać, że się poci człowiek i że w tramwajach śmierdzi. To ja się pytam- kiedy jest dobrze? A poza tym zapewne pomijamy tyle ważnych tematów asekurancko zawsze zasłaniając się pogodą i po powiedzeniu sobie "dzień dobry" od razu przechodzimy do: "ale dziś gorąco", "ale dziś zimno", " i znowu pada". W związku z tym uroczyście postanawiam olać pogodę. Nie zwracać na nią uwagi i nie konwersować o niej, bo szkoda mi jej. Więc ostatni raz pozwalam sobie powiedzieć, że jest gorąco i ciężko się pcha wózek, ale i tak mi się podoba i wolę te upały niż cokolwiek innego, bo przynajmniej można pokazać swoje "mamine ciało", a i ubieranie siebie i dziecka zajmuje stosunkowo mniej i wyjście zajmuje nawet rekordowe pół godziny, ba do sklepu po bułki to nawet 5 minut, bo mama i dziecko idą w piżamach.
Moja szanowna pogodo zejdź mi z języka...

poniedziałek, 12 lipca 2010

uwaga na język

czyli Zuza w fazie powtarzania tego, co mówią inni w najbardziej nieoczekiwanych momentach. I tak na przykład udało się jej powtórzyć " o fuck", które nieumyślnie wypowiedziała ciocia na widok kupy, którą zrobił Kostek, a podobno była imponująca, ale mama odpuściła sobie podziwianie, jako że sowich kup, to znaczy zuzi kup, ma w nadmiarze, a nawet ponad nadmiar;-)Tak więc trzeba się mieć na baczności, żeby nie wyszło na jaw, że mamie się zdarzy przekląć czy powiedzieć kupa właśnie zamiast "kupka", ale jak już kiedyś pisałam wrodzona alergia do zdrobnień powoduje, że Zuzia dziś pierwszy raz zakomunikowała, że "kupa" i mama rach ciach nocnik podstawiła i udało się zrobić kupę do nocnika, co więcej dziś pół dnia chodził Pączek bez pampersa i udało się uniknąć mopa, czyli, że wszystkie siku i kupy były w nocniku. Bosko. Mam nadzieję, że mój optymizm nie jest przedwczesny, że tendencja do komunikowania "kupy" się utrzyma i że będą kolejne oszczędności w nadwyrężonym domowym budżecie, bo nie trzeba będzie kupować pampersów.
Z talentów Zuzy dodam jeszcze, że jej słownik rośnie imponująco, a ostatnim osiągnięciem jest "kasia" czyli w końcu jest nie tylko tata Adam, ale pojawiła się też mama Kasia. To by było na tyle atrakcji z dzisiejszego wakacyjnego dnia mamy z dzieckiem. Czy ja już kiedyś mówiłam, że "dzieci gorąco polecam", szczególnie w takie upały, gdzie samemu z sobą trudno wytrzymać, a tu jeszcze Pączek na rękach...bosko żyć nie umierać;-))

sobota, 3 lipca 2010

Hochzeit

czyli "byli my, zobaczyli my, niech wią, że nas stać i dobrze do domu wracać":-)


Ola

namnożyło się ich na ostatnim wyjeździe, bo była ciocia Ola i ciocia Ola;-)W sumie bez różnicy, jakieś tam Ola Zuzie wychodzi, choć muszę powiedzieć, że wczoraj na chwile wpadła kuzynka Agata, która nie katowała Zuzy tym ,żeby powiedziała Agata, a Zuzia po jej wyjściu powiedziała Agata;-) Więc może to jest jakiś system!

czwartek, 1 lipca 2010

Sofia

ani to stolica, ani tanie wino,a najprawdziwsza kuzynka Zuzy. Otóż nasza Opuncja zaczęła poznawanie swojej rodziny, co skłoniło mamę do refleksji na temat tego, jak dopiero co, przed chwilą, można powiedzieć, sama bawiła się ze swoimi kuzynkami i jak dotąd były to jedne z najcudowniejszych przeżyć mamy w życiu. Zuzy zabawa polegała głównie na zabieraniu zabawek, gdyż kuzynka jest starsza o 8 miesięcy, co skłoniło mamę do przemyśleń na temat tego, że ma "masakryczne "dziecko. Naprawdę. Siła z jaką wyrywała prawie wszystko i upór z jednej strony mi imponował, ale z drugiej strony przerażała. Ale popracujemy nad tym. Ponadto to imponujące jak szybko dzieci uczą się języków. Jak mówili mi o tym na studiach to nie wierzyłam ale teraz kiedy widziałam jak "onkle" stawał się "ujkiem" a "chodź" zamieniało się w "come" zmieniłam zdanie. Tak więc Zuza będzie miała obowiązkowe lekcje angielskiego, bo jakoś z kuzynką komunikować się będzie musiała, a po niemiecku to jakoś czarno widzę, bo poza "ja" i " nein" niewiele mama umie;-)




PS. jak widać w sytuacjach kryzysowych potrzebny był rozjemca.Najlepiej męski, to też nota bene fenomen,że działał lepiej niż mama- faceci!!!

jeszcze trochę wody

bo się mamie nie zmieściło...

wodolejstwo

zaczniemy od wody. Bo wodę można lać, tak jak słowa, czyli bez końca z pustego w próżne, tam i z powrotem, chociaż bardziej tam niż z powrotem, bo trudno zawrócić bieg rzeki. a w ogóle to wodę lać lubimy, słowa zresztą też, dlatego oblewamy was teraz zimną Zuzą prosto z kąpieli....