niedziela, 26 października 2014

łeb jak dynia

moje samodzielne- niedzielne wyjścia z dziećmi wyprowadzają mnie z równowagi na cały tydzień. starsze jest warte młodszego,a młodsze swoją upartością i miauczeniem potrafi wyprowadzić z równowagi z prędkością światła. Do tego oczywiście dochodzi rozdwojenie jaźni, bo nie wiem czy mam patrzeć w tył, w przód czy obok siebie, bo wszędzie są moje dzieci, a moja niezdarność przybiera wtedy na sile. Dziś skończyło się tylko na tym , że weszłam w psią kupę, wcześniej wszystkie chusteczki zużyłam na wytarcie nosa Antkowi, więc nakombinowaliśmy się, żeby pozbyć się niechcianego towarzysza. Zu skomentowała to ze swoja klasyczną szczerością: no trudno już nie będziesz damą. (Tak jakby wcześniej nią była, paprając się w wygrzebywaniu dyni, bo oczywiście zapał córki zakończył się na tym, że tam była).  A no i jeszcze ta chęć zrobienia pięknego zdjęcia. Tej sztuczki zrobić też nie umiem, bo kiedy jedno już obróci głowę w tą stronę, co trzeba, to drugie patrzy gdzie indziej, a jak to drugie się patrzy to pierwsze robi jakąś idiotyczną minę bądź pozę, po czym ja się denerwuję, klasycznie przeklinam pod nosem i oznajmiam : zdjęć nie będzie! Dziś zanim to padło, zrobiłam parę fotek, co by ojcu pokazać,więc podzielę się i z wami.









czwartek, 23 października 2014

cytaty z córki...i matki

Matka: co było dziś na obiad w przedszkolu? (czyli standardowe pytanie na dzień dobry po przedszkolu w celu nawiązania rozmowy z córką)
Zuza: Dziś był kotlet, ale taki mięsożerny, nie jajeczny!!!

(No jasne, kto bym jadł nie-mięsożerne kotlety)

Matka po powrocie z kina do taty: Musimy iśc na ten nowy film Pręgosz!!
Tata:????
 Matka: no tej od "Pręgów" . (i wtedy zapaliła się lampa , że to jest przecież Piekosz od "Pręgów", a nie żadna Pręgosz. Coś mi się połączyło, a w głowie chyba poprzestawiało)


poniedziałek, 20 października 2014

7 życzeń

ja swojego znalazłam. A 7 lat temu oficjalnie to ogłosiłam i zadeklarowałam chęć uczestnictwa w tej "grze". ILY

piątek, 17 października 2014

i jeszcze...uwielbiam swojego bloga!!!

na chwilowej fali puszczania smętów w tle i przeglądania swojego bloga wstecz orzekam: UWIELBIAM GO I CIESZĘ SIĘ, ŻE GO MAM.
smęt:

dopadła

mnie jesień. Zawroty, doły, upadki. Budzik dzwoni, a ja go wyłączam. Gorzej z naturalnym "budzikiem" Antkiem, który od kilku dni zsynchronizował się z moim dołowaniem i swój koncert zaczyna około 4-5 rano. Problemem jest albo: chęć na ciastko z kremem (o 5 rano), smoczek (wyrzucony definitywnie do kosza na śmieci tydzień temu), zabawa samolotem ( a nie helikopterem, który ma), mleczko (które potem okazuje się za ciepłe i całe ląduje w zlewie). I to jeszcze gdyby płakał to dałoby się to jakoś przetrwać, ale on po prostu wrzeszczy, aż się boję wychodzić na klatkę, bo sąsiedzi mnie zlinczują za te poranne pobudki.
czas zdecydowanie przyspieszyć: hurry up