niedziela, 3 października 2010

trąbka, precel i...buta






trąbka- bo byliśmy w mieście, gdzie grał taki jeden, nie zacytuję tutaj taty, w każdym bądź razie powiedzmy, że pan, który na niej (tej trąbce) grał. Standard.
Precle też tradycyjnie były, ale my nie jadamy i nie przepadamy, ale słyszeliśmy jak się inny Pan, bo nie ten sam co grał na trąbce, skarżył, że stare i się sypią.
A buta to dlatego, że tata cały czas głosił przemowę, gdzie myślą przewodnią była jakaś"buta", którą on w sobie ma i woli Śląsk, i jego potencjał. A woli za to, że trzeba się nachodzić, żeby coś znaleźć, że nic nie jest podane na tacy. A żeby zrozumieć tą naszą śląską sztukę to trzeba dłużej, a czasami nawet bardzo długo pomyśleć, ale sens jest zawsze, tylko taki bardziej minimalistyczny. A że my wolimy białe ściany, to nam się jednak bardziej nasz, wspomniany tu już kiedyś, heihmat podoba . Dla ścisłości mama to rożnie ma z tym białym, czasami lubi jakąś tam paprotkę czy tynk strukturalny;-)

5 komentarzy:

  1. OMG...co za angielszczyzna!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. ale że zdjęcia angielskie czy wpis nieczytelny czy o co common?;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia jak najbardziej w krakowskim stylu zrobione aleee wpis jakąś angielszczyzną napisany hahah :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. poprawiłam trochę może być?

    OdpowiedzUsuń