środa, 30 czerwca 2010

zapowiedź

tego, co będzie jak się wyśpię i coś wymyślę. A była podróż, wesele, dużo wody, pies i ogon ( bo zuzia już wie, że każdy Bob, czyli pies, ma ogon, a lala oko), ciocie, kuzynka i wojna o zabawki, pyszne spaghetti bolognese, wizyta na st.pauli z 16 miesięczną zuzą ...i dużo słońca.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

taksówka i strach

Wątki tego weekendu są dwa, a ponieważ moje lenistwo osiąga fazę kulminacyjną i już dawno przekroczyło stan alarmowy, nie będę się poświęcać i pisać dwóch postów, tym bardziej, że moje jedyne, jak do tej pory, dziecko, też ma chyba fazę kulminacyjną, ale złego humoru i wymuszania na mnie wszystkiego, więc dwa wątki będą w jednym poście. Co więcej postaram się znaleźć wspólny mianownik.
Przyznaję nie chciało mi się iść na kolejna imprezę architektów, na której będą mówić A) o architekturze b) o architekturze i swojej pracy w biurze C) o architekturze i pracy w innym biurze;-)Ale ostatecznie dałam się przekonać i poszłam. Postanowiłam się znieczulić- już na miejscu dla jasności- i okazało się że jest super. Naprawdę mi się podobało, okazało się nawet, że były cztery osoby razem ze mną, które nie mówią o architekturze, co więcej nasz wspólny apel o zakaz tematów zaczynających się na "a" podziałał i takim to o to prostym sposobem mówiliśmy o "kwasach i zasadach", i o tym, że są takie miejsca w Polsce, ba nawet na Śląsku, w których na wszystko mówi się " taksówka". a no i jeszcze, że blog mamy jest fajny, bo są na nim "takie zdania złożone";-)Dziękujemy ci Kubo, razem z Zuzą of course, za te zdania, bo dla nas to naprawdę komplement, staramy się je składać jak najbardziej się da. a no i jeszcze sie okazało, że poprzez blog wyszło, że tata Adam klei pierogi, a są tacy którzy jeszcze ani jednego pieroga w swoim życiu nie ulepili dla kogoś;-) Tak więc wrażenia są takie, że taksówka po nas przyjechała i do taksówka nas zabrała;-)))
Wątek drugi to - przestraszona mama. Pierwszy raz ją taką widziałam i muszę przyznać, że nie podoba mi się to. Bo moja mama nie może się bać. Nie i już. Ja się mogę bać, tata może się bać, sistra może się bać, ale nie mama i Adam. Oni nigdy nie mogą się bać. Droga mamo, wiem, że teraz tego nie przeczytasz, ale kiedyś jak to przeczytasz, to chcę ci powiedzieć, że nie możesz się bać, bo nie ma czego, z każdej opresji wychodzimy ogromną ręką. Pamiętasz, przecież zawsze się śmiejemy, że "my na katar nie chorujemy". Nie możemy psuć naszych statystyk i zacząć się bać. To nie przystoi! Raz, dwa, trzy i po bólu. A tak poza tym to jak ja przeżyję bez fachowej opieki dla zuzi. Fakt czasami się buntuję, że już mam dość, ale teraz widzę, że nie ma się gdzie podziać, nie ma gdzie iść, z kim się poprzekomarzać i komu Zuzę podrzucić zupę zjeść;-)Ale tak właśnie widać miało być- muszę gotować zupę sama;-)buuuu i ćwiczyć swoją cierpliwość z opieką nad Zuzą bez pomocy mamy....A ty mamo się nie bój, bo nie ma czego...to tylko blaszka i do tego nie pierwsza w rękach tego lekarza, więc szybko cię poskłada i będziesz jak " nowiutkie zdanie wielokrotnie złożone" ( to w ramach odnalezienia wspólnego mianownika tych dwóch wątków, średnie , ale nic innego nie przychodzi mi do głowy;-))

środa, 16 czerwca 2010

5 minut - update

Kiedyś już pisałam, o tym jak relatywnie można odbierać każde 5 minut swojego życia. I jak wyglądają moje pięciominutówki. Dziś bohaterem nadal jest 5 minut, tylko tym razem z innej perspektywy- mianowicie było to 5 minut bez mojego mówienia "nie wolno" i kontrolowania, co dokładnie robi Zuza. Efekt był porażający! Moje odczucia też, bo najpierw myślałam"jesus, nie chce mi się tego wszystkiego układać", za chwilę pojawiła się myśl "adam nas zlinczuje za to, że jego rysunki, dokumenty są na podłodze, na szczęście nie potargane", ale później pojawiło się" Zuza się nudzi, coś robić musi, przynajmniej była cicho i nie ciągnęła mnie za rękę, że mam się z nią bawić,więc super!". Mój dzień polega głównie na układaniu tego, co zuza narozwala, po to, żeby znowu mogła to rozwalić. Uroczo!Opanowałam sztukę chowania, składania na miejsce kilku rzeczy naraz, po drodze. Zawsze wtedy czuję się jak pani bibliotekarka, która musi odłożyć na miejsce książki przyniesione przez czytelników. Najważniejsze to znaleźć we wszystkim jakiś sens,a w moim układaniu sens jest bardzo głęboki, a nawet za głęboki, bo coś mi się zdaję, że mało go rozumiem, ale wiem, że jest;-)Mija 5 minut idę składać...się do łóżka;-)



piątek, 11 czerwca 2010

odzież wierzchnia

Okazało się, że szczęście jest tak blisko. I to zarówno szczęście mamy, która ma spokój, nawet do pół godziny, oraz Zuzy, która beztrosko biega. Kluczem do bram spokoju, ups maiło być szczęścia, jest body i brak pampersa. Dzięki, że dotarły do nas tropikalne upały, bo w końcu w naszym ceglanym megawypasionym;-) mieszkaniu jest ciepło i po pierwsze dziecko może biegać w body,a po drugie mama zaczęła obiecywaną od dawna akcję- koniec pampersów, początek nocnika, czyli witaj świecie wielkich kobiet. I przyznam szczerze nie widzę tego, nie wiem jak się do tego zabrać i chyba będę musiała wysłuchać, choć przyznaję niechętnie, porad babci, a może w ogóle oddam jej Zuzię na jakiś czas i wróci już sikająca do nocnika.??? Tak czy siak body jest, nocnik jest, i nawet czasami jest siku w nocniku;-) A mama ma swoje wymarzone upały...czyli "prawie"czadzik...

niedziela, 6 czerwca 2010

VIP

Są ludzie, z którymi po prostu wypada mieć zdjęcie i nosić je w portfelu za plastikową szybką, aby w każdej chwili móc na nie spojrzeć bądź pokazać znajomym i zabłysnąć, choć na krótką chwilę. Taką osobą bez wątpienia jest ZUZA. Zdjęcie z naszą Opuncją to prawdziwy zaszczyt i czasami, jako jej opiekunowie, zgadzamy się na to, aby ten czy tamten pstryknął sobie fotę i nosił ja w rzeczonym już portfelu. Nie ukrywamy czasami bywa to uciążliwe, ale że ten Pan był większy, a i że babcia należy, podobnie jak Zuza zresztą, do grupy osób VIP czyli very impatient person, to pomimo naszego rozleniwienia pierwszym od dłuższego czasu słońcem, podnieśliśmy się, użyczyli Zuzy, żeby Pan mógł sobie zrobić zdjęcie z babcią i wnuczką. Mamy nadzieję, że Panu będzie miło każdego dnia, gdy sięgając do portfela zobaczy naszą Opuncję...bo nam jest co dzień bez sięgania do portfela ( bo szczerze powiedziawszy nie ma tam po co sięgać;-))

środa, 2 czerwca 2010

Sklejka

niespiesznym krokiem staramy się wrócić. Jest trudno. Coś mamę rozbiło i się poobijała, a momentami to nawet miała wrażenie, że całkiem rozsypała na drobny mak. A niestety brak u nas Kopciuszka i ciężko z tym zbieraniem "makowej mamy". Ale powolutku sklejam się i jest szansa, że uda mi się znowu stanąć na nogi.
Rozproszenie polega między innymi na braku umiejętności skupienia uwagi, zerowej tolerancji dla jakiekolwiek oporu (niestety zuzia tego nie zrozumiała, a starałam się mówić wyraźnie, widać nie dość), zaniku wszystkich pomysłów. Ciśnienie rośnie, więc jest szansa na korzystny biometr, a to jest zawsze dobry znak. Wchodzimy z powrotem w pierwszą fazę...nie żebym się cieszyła;-) Czasami lubię być rozbita, ale na krótko i nie za bardzo...