wtorek, 30 sierpnia 2011

Młoda

moje macierzyństwo przechodzi w stan krytyczny. Bo dziecko przerosło matkę i ojca i jeszcze parę innych osób. Ogólnie chodzi o to, że doszliśmy do momentu, gdzie młoda (bo tak ja będziemy teraz już nazywać) weszła w stan manipulowania. To znaczy wcześniej też to robiła, ale albo my bylismy czujniejsi, albo  ona jeszcze nie na tyle sprytna, aby osiągnąc takie mistrzostwa, jakma to miejsce teraz. A jangorszy jest jej uśmiech i to "prszoę cię bardzo, kochana mamusiu", "tak bardzo cię kocham". I ten nasz brak powagi. Bo poprostu się nie da. Wymiękamy, odpadamy.
Przykład. Choćby taki- wiele osób chciałoby mieć zdjęcie z młodą. W tym ja- jej mama, takie na pamiątkę. Czy to coś złego? Ale młoda nie chce mieć zdjęcia  z nikim, ani z mamą, ani z tatą, ani nawet z soba samą. Było prośby, były groźby, były nawet delikatne sugestie cielesne, ale nic to. Młoda nie popuszcza, bo u niej, ni to po mamie,ni to po tacie, nie to nie. Jestem matką młodej bestii. ( Ale mądrzejsi ode mnie mówią, że z tego się wyrasta, oby w miarę szybko).

Dobrze, że przynajmniej jedna z nas chciała mieć zdjęcie z ta dryga, bo inaczej zmarnowały by się zupełnie takie ładne jachty;-)

piątek, 19 sierpnia 2011

dzień 25

Czyli dzieci w kąpieli. Małe i duże i te jeszcze większe (tym ostatnim nikt nie chciał robić dokumentacji;-)). A Opuncja docenia tutaj wannę, kórej tak jej brak w domu. Potrafi się w niej kąpać całymi dniami. Kąp sie dziecko kąp, bo został ci tylko jeden dzień. A miał być ostatni, ale mama się zagapiła i nasz "plane" odlatuje dzień później. No cóż potrzebny mi kubeł zimnej wody, jak już o wodzie mowa;-)

środa, 17 sierpnia 2011

dzień 21,22...

i każdy kolejny. Mijają dość podobnie. Czyli Zuza rules. Plac zabaw i "queen of this castle". Radość Opuncji na widok zjeżdżalni jest mega orzeźwiająca.





czwartek, 11 sierpnia 2011

dzień 18

leje. od samego rana do samego wieczora. niech stracę- dla taty Zuzi;-)
 bo się jakoś tak deszczowo zrobiło...

środa, 10 sierpnia 2011

dzień 16

zoo. Małpy, żyrafy, lwy, foki, konie, kozy i...mnóstwo, mnóstwo dzieci i tyle samo bezradnych rodziców. Wśród krzyków i ryków na widok kolejnej kolorowej karuzeli i następnego, ohydnego, dmuchanego zamku odbywaja się sceny iście z piekła rodem. I tak z miłego, teoretycznie, wyjścia do zoo, robi się dramatyczna walka o przetrwanie, aby wyjść z twarzą, albo niejendokrotnie w ogóle cało. Nie ukrywam też momentami znalazłam się wśród tych rodziców, którzy musieli walczyć o swoja godność i oto, aby się nie poddać i nie ulec kolejnej ślizgawce i zamkowi. Momentami się udawało, choc i tak było nerwowo.




wtorek, 9 sierpnia 2011

jeszcze dzień 14

video
Po prostu szał!
Ten krótki filmik oddaje doskonale natury naszych dzieci. Dziecko S. opanowane, w roli tego zabawiającego. Dziecko z. po prostu głupawka, tarzająca sie po ziemii, dzicz.  Podobno każdy ma to, na co sobie zasłuzył;-))

niedziela, 7 sierpnia 2011

dzień 14

wizyta pierwsza, ale mamy nadzieję, że nieostatnia. miły dzień. dziecko z. wypadło w ratingu jako to niezdyscyplinowane, ale mama dziecka s., pocieszyła, że z tego sie wyrasta. i tego pozytywnego akcentu się trzymajmy. Największą furorę robił jednak Gines i ewentualnie masaż Zuzy na włosach Sophie (o dziwo przeciwko tej zabawie Sophie nie miała nic przeciwko).No i oczywiście kulki, gdzie aparat nie nadążał ani za jednym, ani za drugim dzieckiem;-)







wtorek, 2 sierpnia 2011

dzień 9

powróciła szkocka pogoda, więc spacer był kontrolowany, że niby wśród roślin, ale jednak pod dachem. Dzieci nawet w miarę spacyfikowane. Rośliny przywiędłe;-)
Ponadto z obserwacji doszło do mnie, że najczęstszym pytaniem zadawanym w macierzyństwie jest pytanie: ale o co ci chodzi?Natomiast dzieci zazwyczaj je olewają i ewentualnie w starszym wieku robią minę, która oznacza mniej więcej to samo, czyli zignoruj i krzycz dalej.
To na tyle z przemyśleń,a z doniosłych zdarzeń warto jeszcze odnotować, że Zuza śpi już drugąż noc bez butelki. Wczoraj usypianie trwało diwe godziny, dziś był progres do jednej godziny, więc oby tak dalej. Wzięłam do zadanie na swoje barki, choć nie jest łatwo. Wymiękam momenatmi. Tym bardziej, że Zuza wczoraj w nocy obudziła się z krzykiem, choć obiedzała, że tego nie zrobi, jak zwykle kłamała;-), że nie che mleczka, ale....pączusia!!!Godzina była 1.02 w nocy!!!Ale jako matka idealna (!) miałam jednego nieojedzonego na spacerze pączka i kryzys został zażegnany. Idę spać z drżącym secem, czy dziecko się dzis obudzi i czego sobie ewentualnie zażyczy.
A wy zobaczcie sobie nas w Botanic Gardens (jedyne które się nadawały, bo uśmiechać nikt się nie chciał)