sobota, 26 września 2009

rybowodnik






poszła dzisiaj Zuza na basen. Pierwszy raz. Trochę płaczu było, ale nie najgorzej, tak że polecenia zdyscyplinowany tata wykonywał, a pan instruktor powiedział, że Zuzy to są fajne dziewczyny. no i oczywiście miał rację. Wokół same chłopaki były, więc Zuza jako jedyna syrenka spisała się wyśmienicie i mama z tata mają nadzieję, że następnym razem będziemy już ćwiczyć kraula albo przynajmniej żabkę, a nie jakieś tam podskoki tylko;-)W końcu ma się te ambicje...

szkocja przyjechała na pawliczka


a mama tak sobie pomyślała, że fajny Zuz z tej jej Zuzki i może fajnie byłoby mieć też chłopaka;-)

czwartek, 24 września 2009

osiągi

kolejne nowe osiągi Zuzy. Ząb, którego nie pokażemy bo jest u góry schowany pod wargą ( trójka, wszyscy mówią, że dziwnie) i Zuza niechętnie go pokazuje, no chyba, że mama na siłę podnosi wargę, no ale do zdjęcia to średnio. Czekamy na kolejne i wtedy pokażemy.
Siedzenie. Zuza siedzi coraz pewniej sama nawet kilka minut dopóki jej się nie znudzi i nie chce wędrować dalej.



No i sukces Szczepana, choć częściowo związany z Zuzą. Smoczek, który został porwany, a następnie w wielkich trudach odnaleziony podobny w sklepie, bo inne się Zuzie średnio albo wcale podobają;-)

Ach i wiadomo już, że Szczepan będzie gryzł jednak Kostka, a nie Agatkę;-)Tak, że wszystkie zabobony związane z ciążą to bajka i nigdy w nie nie warto wierzyć, tak więc precz z czerwonymi wstążeczkami, zakazem noszenia korali i innymi bzdurami ( w tym kalendarz chiński;-))

przy okazji

przedstawiamy również ciocię Magdę vel. Megi, której jeszcze nie było:

No i rzecz niesłychana dziadek, który tańczy z babcią ( co prawda nie "swoją", ale to i tak postęp, bo dziadek generalnie ledwo chodzi, a tu proszę):

wesel-nie!!

no narazie się nie zapowiada. Ale to, co było minęło fantastycznie...Zuzia, mama i tata (który się odnalazł;-)) bawili się przednio;-)Było wzruszająco i czarująco. Ciekawe, że ludzie zawsze w takich monetach przypominają sobie o tym, jak sami coś takiego przeżywali, stają się bardziej ckliwi i dopiero wtedy rodzi się refleksja o życiu. Może codziennie powinniśmy obchodzić takie uroczystości, żeby nie zapominać o rzeczach najważniejszych. Tak więc dziś zapraszam na wesele Oli i Pawła:

Zuza wzbudziła furorę swoim góralskim strojem w pierwszej części imprezy, no bo jak na prawdziwą gwiazdę przystało stroje miała dwa. I uwaga przebierała j mama , dlatego że chciała, a nie dlatego, że się ulało ( chociaż przyznaję Zuza w tym dniu była na specjalnej mlecznej diecie;-)


poniedziałek, 14 września 2009

szukamy taty;-)


super mama i jeszcze lepsza córka szukają taty, który będzie sprzątał (przynajmniej za sobą) , czasami gotował, chodził na spacery, zajmował się córką i mamą czasami, miał trochę więcej czasu niż pół godzinny dziennie, rzadko oglądał Kubicę, organizował wycieczki. Tak z grubsza to tyle, może być inteligentny, dowcipny no i może empatyczny. Nasz tata się gdzieś zapodział, a bardzo potrzebujemy jakiegoś;-)

poszła mama na disco

Jednak się nie nadaję. Miałam nadzieję, myślałam, że może jednak, że może coś, że może zbieg okoliczności i inne sytuacje życiowe spowodują, że przełamię pewne bariery, że będzie inaczej niż dotychczas. Ale kiedy usłyszałam "Sexy beach" to zwątpiłam, a raczej zdałam sobie sprawę, że jednak jest tak samo i po prostu z dzieckiem czy bez nie jestem królową dyskotek. Żeby nie było, że mi smutno. Skąd. Zdałam sobie sprawę, że pewien typ ludzi nie powinien chodzić w pewne miejsca, ponieważ jest mu przykro. Po pierwsze dlatego, że "Sexy beach" go mało kręci, a po drugie dlatego, że wszystkich pozostałych kręci bardzo. Zawsze będąc w takich miejscach czuję się jak na targu tylko towar jakiś inny, czy świeższy to nie wiem, kwestia smaku;-) No i ja niekoniecznie mam ochotę być takim towarem, a tak między nami to nawet średnim jestem, bo dekolt za mały, zwykłe jeansy, a nie panterki, bo dla wszystkich niewtajemniczonych panterki to chyba hit tej jesieni, no i ogólnie jakoś tak brak szpilek też przeważył o tym niedopasowaniu. Ważne, że byli tacy, którym "Sexy beach" się podobało, bo tańczyli, wódkę pili. Dobrze jednak, że poszłam, bo zdałam sobie sprawę, że szukać szczęścia, które ostatnio gdzieś mi uciekło, więc trzeba trochę pogonić, muszę w innych miejscach. Tak więc lista została zmodyfikowana, a no i z wózkiem też tam kiepski dojazd;-)

środa, 9 września 2009

do Zuzi


Córko moja kochana, jak będziesz to kiedyś czytała, a ja już zadbam o to, chcę żebyś wiedziała, że jesteś najlepsza tylko...proszę nie budź się o 5 rano, ba mama twoja jedyna i najukochańsza jest wtedy niewyspana i zła. I wypija już 5 kawę, a oczy jej opadają i ciężkie jakieś takie są i staje się senna...A poza tym to uwielbiam jak się uśmiechasz i jak przymykasz oczy, kiedy daję ci buzi- jesteś małą fetyszystką i za to cię kocham.
a teraz do RESZTY;-)
czy macie jakieś pomysły jak jeszcze ciekawie można spędzać czas z półrocznym dzieckiem. Mile widziane pomysły w obrębie miasta Zabrze, bo generalnie jak sobie pomyślę, że znowu sama mam dreptać z wózkiem to jakoś tak dołowo się robi. Uważam , że mamy powinny mieć swoją partię, która zajmowałaby się organizacją zajęć tylko i wyłącznie dla nich, żeby tryskały energią, bo wtedy ich dzieci są szczęśliwe, a szczęśliwe społeczeństwo to najpierw szczęśliwe dzieciństwo;-) PS mogę zostać prezeską vel. prezesowa tej partii;-)

poniedziałek, 7 września 2009

z cyklu tanie zabawki

sunday morning


nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że dni są do siebie tak podobne. Codziennie jest rano, południe i wieczór. Codziennie robimy to samo. A kiedy jest się mamą, regularność ( dodam zachowań mamy, bo ja nadal nie potrafię wykryć tej super dużej regularności mojego Pączka) jest tak duża , że czasami aż przyprawia o zawrót głowy. Bo wszystko się kręci w kółko. W naszym kółku w niedzielę występuje też tata, który robi nam czasami niedzielne zdjęcia, głównie z rana, kiedy zarówno mama jak i córka są nieubrane, nieuczesane, i w ogóle mało wylansowane. No ale cóż, tak to już z ojcami, że robią to, co im się podoba i kiedy im się podoba, nie zwracając zbyt dużej uwagi na to, że inni obok woleliby może najpierw się ubrać. Ale te niedzielne poranki są tak fantastyczne, nawet jak krzyczę, że czekam cały tydzień, żeby znów móc powiedzieć:I'm easy like a Sunday morning.

środa, 2 września 2009

odpowiedź na kolację

Rzadko się zdarza, że mam czas na oglądanie telewizji, a zwłaszcza już tej porannej, jako że rano jest jednym z najgorętszych okresów mojej podzielonej na pięciominutowe odcinki doby. Bo rano jest przewijanie, zawijanie, jedzenie, zabawianie i ogólnie stawanie na głowie, oczywiście ze strony mamy, żeby zrobić wszystko, co niekoniecznie chce się robić, bo dalej chciałoby by się spać. Tak więc, obalając mity, między innymi w oczach taty Pączka, że jak to super i w ogóle "czadzik" jest siedzieć sobie w domu na tych nieustających wakacjach z Pączkiem, pragnę poinformować, że po dzisjeszym obejrzeniu 30 minut porannego programu telewizji publicznej moja frustracja sięgnęła zenitu, szczytu, nad którym nie ma już nic tylko pustka i ewentualnie kolejny odcinek programu " Pytanie na śniadanie". 30 minut wystarczyło mi,aby potwierdzić się w przekonaniu, że bycie mamą alienuje i odcina od świata innych, a mama, biedna nieboraczka staje się obca. No bo jak inaczej może czuć się mama, która rano, swój cudowny dzień zaczęła z Małgorzatą Foremniak, która opowiadała jak super było na wkacjach w Indiach, gdzie odbyła kurs odnowy biologicznej i duchowej, na którym to dowiedziała się, że pijąc herbatę powinna celebrować tę czynnośc i potraktować ją jako możlwiość przebywania tylko z sobą. No i jeszcze wie, że ma temeprament ognia w związku z czym nie powinna
jeść pomidorów...Od samego słuchania doktor Zosi jakoś tak mdliło, a jak jeszcze zacznie się to analizować to już w ogóle można nabawić się gorączki i bólu głowy. Potem taka mama idzie wśród ludzi i celebruje tę herbatę opowiadając przy tym jaki słiczek jadło dziś na śnaidanie jej dziecko, a reszta ma wrażenie, że przebywa z kosmitką.Co zrobić, żeby nie odfrunąć? Przede wszystkim nie włączać rano telewizora, nie słuchać żadnych pytań, a już tym bardziej do śniadania, a przede wszystkim mysleć, co zrobić, żeby być ciekawym, żeby tym, co robi się teraz zainteresować innych. Bo jestem przekonana, że macierzyństwem można zainteresować innych. Należy jednak chyba najpierw być ciekawą siebie i świata kobietą, a dopiero potem mamą, bo inaczej można stać się tylko mamą, która słucha pytań na śniadanie i nie daj Boże, odpowiedzi, które tam padają.

wtorek, 1 września 2009

nabita w butelkę



Że będzie pięknie, że mlecznie, że po sześciu miesiącach będzie już spać w nocy, że sama będzie siedzieć, że zabawi się dłużej, że wszystko bardziej regularne, i w ogóle, że cud miód...Cud jest, owszem, z miodem trochę gorzej, bo śpi różnie, chociaż nie najgorzej, mleko pije tak jak piła, ale zajada też inne rzeczy, bawi się wtedy, gdy ma humor, a długo zawsze z mamą, regularnie- nie wiem kto to wymyślił, że dzieci lubią regularność, chyba tylko taką, że na rękach regularnie trzeba je nosić;-)ale i tak nabita w nic nie jestem, bo Zuza nasza, zwana też Opuncją, jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, i zdolna jest bardzo, po mamie , no po tacie troszeczkę, i właśnie zaczyna fascynować się swoją butelką, towarzyszką jej najwierniejszą, co bardzo cieszy mamę, bo ma nadzieję, że sama będzie sobie ją trzymać, a dla wszystkich mam ułatwienie jest to bardzo duże. Tak, że odnotowujemy sukces, a raczej wstęp do niego i czekamy na dalsze jeszcze bardziej spektakularne.