poniedziałek, 27 lutego 2017

ta ostatnia niedziela

przypomniała mi, że niemowlaki oprócz tego, że jedzą, śpią i duuużo wydalają, to jeszcze marudzą. Wczorajsze przesilenie ze strony najmłodszej córki vel. Pyśki doprowadziło mnie nawet do pierwszych w tym rozdaniu łez. Pyśka nie miała ochoty na nic, no prawie na nic, bo chętnie nosiła się na rękach, co odbiło się znacząco na bólu moich pleców, które wieczorem odmówiły już jakiejkolwiek współpracy. Druga rzecz, która sprawiała Pyśce przyjemność, a właściwie dwie rzeczy to - cyce. I może i bym się na to zgodziła, gdyby nie fakt, że do ogarnięcia mam jeszcze dwa pozostałe szkodniki i samą siebie, z ssącym żołądkiem, a chętnych do usługiwała nie widać. Wierzę, bo tylko wiara mi pozostała, że był to jednostkowy incydent, który nie powtórzy się co najmniej przez najbliższe dwa tygodnie. Póki co dziś wszystko narazie wróciło do niemowlęcej sielanki. I tak ma być. 

poniedziałek, 20 lutego 2017

starsza

najstarsze dziecko niepostrzeżenie, w mgnieniu oka kończy dziś 8 lat. Kiedy to minęło? Nie wiem. Dopiero przebierałam jej pieluchę, wybierałam sukieneczki, przypinając kolorowe spinki, delektowałam się śpiącą córką, wpatrywałam się jak śpi. A dziś? Codziennie rano prowadzę batalię, żeby wstała do szkoły, żeby jednak ubrała spodnie i że opaska niekoniecznie jej pasuje. Po południu walczę dalej, żeby odrobiła zadanie, żeby wyniosła talerz do zmywarki, żeby nie przezywała brata. A do tego przez cały dzień razem z ojcem krzyczymy, prosimy, żeby przestała już śpiewać lub przynajmniej robiła to ciszej ( myśleliśmy nawet o plastrach na buzię;-))Problemy  odparzonej pupy zamieniły się na problemy z miłością do Marcina i podkradaniem reszty z zakupów. Czasy się zmieniają. I wcale nie jest łatwiej. Jedno póki co jest niezmienne miłość do playmobili i to jest nadzieja, że nasza Zu jeszcze jest mała, choć nieuchronnie coraz starsza. Droga Zu- pogody na każdy dzień- mama i tata. 

środa, 8 lutego 2017

tydzień w matrixie

i jak? Teraz to pytanie zastąpiło - już?dzieje się coś? I jedno i drugie tak samo trudne do odpowiedzi. Bo jak jest? Jakby wszystko działo się gdzieś obok, jakby nic nie dało się zrobić, jakby najprostsze czynności wydawały się nie do zrobienia. Tak się czuję. Niby wszystko ogarniamy, niby posuwany się do przodu, ale na jakiejś takiej adrenalinie, że nie potrafię powiedzieć, co działo się przed chwilą. A może to dlatego, że przed chwilą działo się aż tyle. Kiedyś miałam chomika i ten chomik miał karuzelę, w której biegał, a teraz ja siedzę w tej karuzeli. I co chwilę przekładam, zamiatam, nalewam, wycieram, rozlewam, przesuwam i setki innych - am. Do tego wszystkiego obok karuzelki biegają małe chomiki, które uwielbiają robić sobie na złość, a pozytywne uczucia miedzy nimi pojawiają się tak samo szybko i znienacka jak znikają. Poza tym zaczynam się irytować na instytucje państwowe ( które uważam za wybawienie- czasami), do których uczęszczają, bo cały czas utrudniają mi wyjście z matrixu. Codziennie pełno zadania, co chwilę jakieś testy, dyktanda, ćwiczenie nut, zbieranie pustych słoików, szukanie kolorowych włóczek, potrzebne są też " sztuczne oczy" do przyklejania, bale przebierańców, wierszyki na dzień babci... I jako, że sama jestem częścią tego systemu, to rozumiem intencje, rozumiem potrzebę, ale siedząc po drugiej stronie, po prostu mam dość i zdarza mi się przeklnąć koleżanki po fachu za kolejne butelki po actimelu.  Tak więc kręcę się w tym swoim matrixie szukając drzwiczek do wyjścia. Z każdym okrążeniem nabieram wprawy i idziemy coraz lepiej. Ba, wydaje mi się, że widzę nawet światełko w tunelu. Wracam do siebie- pomału, ale z nadzieją.

niedziela, 5 lutego 2017

mój wkład w hr

HR w ostatnich latach staje się siłą. W zakładach pracy, jak grzyby po deszczu, rosną działy zajmujące się rekrutacją nowych pracownikow. Podążając tym tropem i ja postanowiłam wnieść swój wkład  w tę dziedzinę. I tak oto 1 lutego przed południem zostałam mamą swojej prywatnej HR, która będzie nowym " pracownikiem " w naszym gnieździe. O akcji pisać nie będę, bo było szybko i klasycznie boleśnie, ale warto. To co było inne niż poprzednio to wszystko to, co wydarzyło się po. Bo byłam wyraźnie traktowana jak "weteranka". Omijały mnie wszystkie wykłady lekarzy, położnych, pielęgniarek- bo pani już wszystko wie, a na sali byłam swoistą ekspertką, do której wszyscy zwracali się o poradę. Czułam się dość dziwnie w tej roli, bo nie czuję się chyba dość komfortowo w tej sytuacji. Choć z drugiej strony widząc lęk i strach w oczach koleżanek z sali, czułam ulgę, że przynajmniej ręce nie trzęsą mi się aż tak bardzo, bo drobne dreszcze są zawsze. A oto nasza Halinka- kolejna myślicielka do kolekcji