poniedziałek, 24 grudnia 2012

czwartek, 13 grudnia 2012

glut w domu

Uwaga! Gluty wpływają na pracę mózgu dziecka. Oto dowody:
Wyjaśnienia: Brendon i Wlu są wyimaginowanymi przyjaciółmi Zu, którzy mieszkają z nami i nam towarzyszą, jedzą z nami śniadanie, ubierają się i tak dalej. Czasami Zu zamienia się we Wlu i wtedy trzeba do niej właśnie tak się zwracać. Gdyby nie fakt, że sama w dzieciństwie byłam posądzana o schizofrenię;-) i uchodziłam za gadająca do siebie non stop outsiderkę, to pewnie bym się niepokoiła.Ale jakoże wyrosłam na "jako takich" ludzi, to wiem, że jako tak z tego się wychodzi. No coś tam na psychice zostaje;-)
A oto Wlu przyłapana na gorącym uczynku.
PS. dodam, że w te szmaty Wlu sama się przyodziewa i to nawet wtedy jak gluty jej aż tak bardzo na głowę nie padają;-)

środa, 12 grudnia 2012

zima jest piękna

a nie? Idziesz sobie wolnym kroczkiem, balansując na zalodzonych chodnikach, co by publicznie się nie obalić i żeby cię nie oskarżyli, że pijesz i to  w biały dzień, nie daj Boże z dzieckiem. Mróz siarczysty rzeźbi mapę średniowiecznej europy na twoich policzkach, palce leciutko przmarzają ci do rączki wózka, a na to wszystko prószy drobny śnieżek. Bajka można by rzec. Królowa śniegu, czy jakaś inna Gerda- to ty. Bohaterka, mistrzyni, siłaczka. Bo dzięki zimie, wiesz matko, że jesteś warta wszystkich medali i wiesz, że to ty jesteś tą płcią, która da sobie radę ze wszystkim. Dzięki zimie ćwiczysz swoją cierpliwość. Trenujesz ją kilka razy dziennie, chcąc wyjść z domu. Bo najpierw musisz ubrać dziecko A, potem dziecko Z. w międzyczasie dziecko A. już  zapocone, więc się drze, dziecko Z cudownie nie chce włożyć rękawiczek, a wcześnie przechodzisz całą batalię o to, że na mróz nie może iść w sukience baletnicy(!), więc też się drze. Ale ty ćwiczysz swoją zimową cierpliwość i wszystkie jogi świata mogą ci skoczyć, bo ty nie możesz eksplodować i przeklinać na głos. Więc klniesz sobie tą swoją mantrę pod nosem i po ubraniu dzieci wkładasz na siebie czapki, szaliki, rękawiczki i buty, które tak naprawdę nie są ci potrzebne, bo leje się z ciebie jak z cebra.
Ale to jest determinacja, żeby wyjść do zimowych ludzi, żeby cieszyć się lepiąc bałwana i tryskać radością tarzają się w śniegu i robiąc anioły vel. anielice.  Właśnie jesteś królową determinacji, bo bez niej cały dzień siedziałabyś w domu w ufajdanym szlafroku.
Już jesteś na dworze w tej zimowej scenerii. I siłaczko jedyna, ciągniesz te sanie, a na nich ponad 20 kilo żywej wagi. I podążasz przez śniegi Kilimandżaro, i targasz te sanki przez przejścia dla pieszych (odgarnięte) i chodniki miejscami czarne, i ciągniesz z mozołem... uf, jak gorąco.
I nagle zerkasz na sanie, a tu zamarzłe gluty, ale ty mistrzyni organizacji szukasz w torebce między marchewką na nos, a węglami na oczy chusteczki higienicznej. I co nie ma? Zapomniałaś. No trudno, jeszcze nikt nie umarł z powodu tego, że gluty wytarł w rękaw kurtki, a w domu przecież masz pralkę, jako sława w dziedzinie organizacji ogarniesz każdą dodatkową ilość prania. Więc gińcie gluty w rękawie.
Spacerujecie sobie radośnie, a ty rozmyślasz w wolnej zimowej chwili, kiedy w końcu prezydent zaprosi cię na te honorowe wręczanie medali, orderów czy innych błyskotek w kategorii za zasługi dla ojczyzny w matkowaniu zimową porą;-)

czwartek, 6 grudnia 2012

wizyta starszego pana

 W tym miejscu był mały problem, bo Antkowi przypadła go gustu broda i zrobiło się groźnie, gdy zaczął za nią ciągnąć i groziła demaskacją Mikołaja. A tu skończył by się fun;-)


B ył, dał i poszedł. Podobno przyjdzie za rok. No chyba, że się rozmyśli...
PS. zwróćcie jeszcze uwagę na lansiarskie okulary mikołaja, jakby uciekł prosto  z tropików. Ich brak groził by już pełnym wyśmianiem i rozpoznaniem, a tak to można było zobaczyć lekkie speszenie Zuzy, co rzadko się zdarza. Nie trwało zbyt długo, ale zawsze.