czwartek, 26 listopada 2015

afera plecakowa

Kiedy ZU zaczynała szkołę nie martwiłam się zbytnio. O to, że nie da sobie rady, że będzie się bać. Ależ skąd. To co mnie niepokoiło to, że będziemy musieli się porządnie zdyscyplinować, żeby rano być na czas, aby odrabiać zadania, uczestniczyć w wielu wydarzeniach. Znając nasze ambicje zawodowe wiedziałam, że będzie to dla ojca i matki wyzwanie. Wrzesień, październik, ba prawie cały listopad przebiegły bez większej skuchy. Drobnostki były- brak zrobionego różańca, brak pokolorowanego zadania, brak książki. Ale ogólny bilans był dodatni i satysfakcjonujący. Aż do dziś. 7.40 ojciec i dzieci wychodzą- nadmienię, że godzina ich wyjścia z dnia na dzień staje się późniejsza, co źle wróży, ale do rzeczy. Wyszli. Godzina 8.02 telefon. Ojciec dzieci- a plecak Zuzi dałaś?? Matka- nie. Ojciec- no właśnie. Na szczęście mamy "wypaśne" auto i ojciec mógł powrócić do domu i zabrać rzeczony plecak. Aby wpisać się  w tradycyjne role gender cała wina oczywiście spadła na matkę- nieważne, że matka z plecakiem do szkoły nie chodzi- tylko córka dla jasności, nieważne, że to ojciec zawozi dzieci i in z nimi wychodzi, on przecież tylko kieruje autem, i tak za wszystko odpowiada matka. Nawet plecak na jej głowie. 

piątek, 20 listopada 2015

Dubaj na miarę moich możliwości

Tu zdjęcie z Dubaju, tu selfie z Meksyku, tu samolot na Sri Lankę, a u mnie w sklepiku taka: sytuacja młoda ( nowa) , niegrzesząca wybitnymi umiejętnościami ekspedientka obsługuje 20 letniego pracownika budowlanego. Ten kupuje papierosy. Kupił, zapłacił, zrobił krok w tył. Ale co to nagle wraca , podchodzi do lodówki. Wskazuje na kubek z kefirem: kefir jeszcze. Na to młoda tubalnym głosem: mały???na to on odpowiada, drapiąc się jedną ręką po głowie: nie , dupny!! Ekspedientka podaje mu kefir. Lubię mój osiedlowy sklepik- to moje wrota do innego swiata, bo każdy m a Dubaj, jaki jest w stanie znieść;-)

środa, 4 listopada 2015

Pocieszycielka

Byłyśmy z ZU w przychodni. Czekała tam dziewczynka na szczepienie. Bardzo się bała i głośno płakała. ZU podchodzi do niej, siada obok, troskliwie dotyka za rękę i mówi: dam ci poradę. WIEJ STĄD!!                                                                          

niedziela, 1 listopada 2015

głuchy telefon



Gdy dzwonił kilka razy dziennie, często odrzucałam, bo nie chciało mi się gadać. Bo nie chciałam tłumaczyć, bo byłam zajęta. Teraz łapię się na tym, że jak coś znaczącego się dzieje to wybieram numer, na który teraz nikt nie odpowiada. A szkoda...

 To była ostatnia "ulubiona" piosenka