piątek, 23 sierpnia 2013

klęski chodzą stadami

Po tym, jak wczoraj dostałam  sms'a od swojego operatora , że grozi mi bankructwo, wszystkie moje decyzje kończą się niepowodzeniem finansowym i dlatego mam się skontaktować z wróżką- wiedziałam, że lepiej już nie będzie. Bo sms' a dostałam akurat w momencie, gdy wróciłam ze średnio optymistyczną wiadomością  z pracy. Pierwsze, co przyszło mi do głowy to: Kurde, skąd nawet oni {telefonia komórkowa} wiedzą, że jest taka kupa???
No, ale nic, myślę sobie trzeba się  z tym zmierzyć, coś się znajdzie, działamy dalej. Fryzjera nie odwołujemy. Już, już witałam się z gąską podekscytowana koloryzacją, gdy przed samym wyjściem podszedł do mnie Antek i otarł się we mnie glutami!!! Nieważne, że brudne spodnie, ale on za dwa dni ma iść do żłobka. A tu poddał się wirusowi, który gdzieś złapała Zuza, bo ona "katarzeje" od paru dni. I tak oto na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, na który wszyscy tak bardzo czekaliśmy, moje kochane pisklaczki mają mega katar, gluty po pas i nie wiem, czy uda mi się to zwalczyć w weekend.
Węc już miałam odwołać fyrzjera, bo stan depresyjny się pogłębił, ale myślę- idę, dam radę, będę dzielna. Gluta odepchnęłam do taty i już mi pani milutka doradzała, jakie pasemka sobie strzelić.Już farba załapała, gdy przyszedł odebrać mnie tata z młodymi, które wziął z domu w piżamach, w których latali przez cały dzień, więc myślałam, że spłonę na fotelu,a  do tego Zuza oznajmiła: No fajne masz te włosy, tylko trochę śmieszne!!!! Co tam dziecko może wiedzieć, myślę. Piękna jestem i ona się po prostu nie zna. Z zamkniętymi oczami, co by nie patrzeć na te młode w tych strojach,  prosto z łóżka, doszłam do domu. No to koniec dnia, koniec klęski. Ale jak się okazało, mogę znieść więcej. Bo gdy młode już spały, a ja rozkoszowałam się kanapką z dżemem jabłkowym to nagle poczułam w buzi coś twardego. Tak, to była plomba z jedynki!! Nie ma zmiłuj, trzeba iść i to w trybie pilnym do dentysty!!
Nie chciałam już kontynuować tego dnia, szybko uciekłam do łóżka,  a tam całą noc słyszałam jak młody charczy z zatkanym nosem i spania nie miałam, bo co ja mam teraz zrobić, jak do roboty trzeba wracać, a tu taka awaria.
Nowy dzień- nowe szanse. I tak też jest . Przede mną kolejna klęska, bo muszę iść na kolejną rozmowę do szefostwa, a młodych nie ma gdzie sprzedać,więc profesjonalna matka idzie z nimi.
Klęski chodzą stadami, i to dużymi.

piątek, 16 sierpnia 2013

chwalipięta

co prawda nie planuję już więcej młodych, ale gdyby jednak coś, albo tak dla zwykłego lansu oto umiejętności mojego 15 miesięcznego (dziś dokładnie) syna  Antona. Co by pamiętać;-)
Otóż Anton , chodzi, biega, umie wejść na wszystko. Ma opanowane wszystkie standardowe sztuczki typu papa, bije brawo, daj cześć, standardowo też pokazuje je wtedy kiedy chce, a nie wtedy gdy inni tego chcą. Próbuje sam jeść sztućcami, pije tylko z kubka ( ale to od samego początku, nie chciał pić z butelki tylko od razu  z kubka normalnego), je wszystko, siedzi na nocniku, próbujemy już samodzielne załatwianie, ale jak narazie wie, że tam ma robić, ale nie trafia, Będziemy pracować. Do zasypiania używa smoczka i pieluszki to jest zestaw "dydy", który oznacza, że chce spać. Picie sygnalizuje wydawaniem dziwnego dźwięku "aaaaaaaaaaa" i wskazywaniem na picie. Gdy je otwiera bardzo szeroko paszczę i mówi "amam". Ponadto w słowniku są odgłosy zwierząt :krowa, kura i owca. Słownik" oczywiście mama- na wszystkie kobiety, tata- na wszystkich mężczyzn (to jest trochę dziwne, ale cóż), bob- na wszystkie psy, bam- gdy coś spadnie, gogo-czyli imiona naszych żółwi, coś na kształt zuza, bam- gdy coś spadnie, woda- na wszystkie zbiorniki wodne, no i oczywiście wskazywaniem placem na wszystko i krzyczenie, aż do skutku. A dziś było pierwsze zdanie. Zgubił na dworze zabawkę przyszedł do nas i powiedział "bam", czyli, że mu gdzieś spadło.Mówimy " no to trudno nie ma, jak zgubiłeś, szukaj. A on wzrusza ramionami i mówi " nie ma". Sam się zdziwił, że to powiedział. No my też oczywiście. Aż zdolne są te młode.
A to i on pożerający jagody, w nowym fryzie:

wtorek, 6 sierpnia 2013

bonjour 3

czyli tata sapie nad szkłem i betonem, a matka nad tym, że chciałaby przez chwilę popracować w takiej szklanej klatce i biegać na lunche w sukieneczce od Versace. A dwie sztuki sapały, bo było im ciepło i nie chciały przebywać akurat w tych miejsach, które im wyznaczyliśmy,ale raczej obok nich, za nimi , przed nimi, jednym słowem gdziekolwiek  byle z dala od nas.
Czyli macie współczesny Paryż La Defense i nasz lans..
















.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

bonjour 2

czyli hardcorowy Paryż. Bo Paryż z Zuzią bez wózka, ząbkującym rocznym Antkiem i 40 stopniowym upałem to jest coś. I jak ktoś mi powie, że wakacje to jest odpoczynek to go wyśmieję. Ale było warto. Paryż się nam zdecydowanie podobał, ogarnęliśmy prawie wszystko, rozgryźliśmy metro, znaczy matka rozgryzła, bo była odpowiedzialna za kierowanie ruchem, tata za pchanie dwóch sztuk, a sztuki miały siedzieć cicho, co im wychodziło no powiedzmy średnio. Antek marudził, bo go rozpierało siedzenie w wózku, a Zuza marudziła, bo było ciepło, bo musiała chodzić, bo chciała tylko do muzeum i do metra. Ale dzielni rodzice się nie poddali i przeciorali swoje dzieci po 12 godzin razy dwa dni, czyli należą się cztery medale dla dzieci za dotrwanie do końca i dla rodziców za to, że nie eksplodowali i że nawet nie było aż tyle wulgaryzmów;-) A jak by ktoś miał ochotę na survival to my chętnie wypożyczymy nasze dwie sztuki ( nawet za darmo!!!) i wtedy można docenić jakim się jest wytrwałym.
Koniec gadania, czas oglądania....















i jeszcze z cyklu portrety rodzinne


niedziela, 4 sierpnia 2013

bonjour 1

czyli kraby, mule i....teściowa.
A teraz na poważnie pierwsza część naszych wakacji była spokojna i słoneczna w Bretanii, gdzie o zgrozo! świeciło słońce. (Przed wyjazdem wszyscy nasz straszyli, że tam deszczowo, że tam pochmurno i zimno, a my znów mieliśmy szczęście i było słonecznie i ciepło). Nie będę pisać dużo, bo było fajnie, spokojnie, naleśnikowo, bagietkowo, winnie- cydrowo, głośno ( bo moje dzieci już tak mają, a zwłaszcza Zuza, choć antek nie pozostaje w tyle. Ot taki cytacik z Zuzy jako dowód. Mając już dość ciągłych pytań Zuzy i gadania o wszystkim i o niczym, kazaliśmy jej przez pięć minut być cicho. Najpierw zaczęła czy to długo, kiedy wkurzony już tata krzyknął, że ma już być cicho i że tak to jest bardzo długo, to Zuza zaczęła udawać, że płacze i oznajmiła, "że przecież człowiek nie jest jakąś rzeźbą, żeby nic nie mówić");-)
Wracając do Bretanii- polecam. A tu macie trochę nas...












A to jeszcze dla ola-mola.blogspot.com nasze portrety:
 lub

se wybierz;-)
To na dzisiaj, ale będą kolejne części, bo jest tego dość sporo.