czwartek, 22 maja 2014

super warsztaty dla super dzieci

Wszystkie moje znajome i nieznajome ze Śląska z dziećmi, ale i bez, zapraszam na pierwsze, niepowtarzalne, super zawodowe warsztaty dla młodych architektów, lub jak mówi Zuza budowlanych artystów.
31 Maja od godz. 10-20 na katowickim Nikiszowcu, pod okiem młodych architektów ze śląskich biur, w tym mojego chłopa ;-), wszystkie dzieci w wieku od 4 do 12 lat będą budować miasto na olbrzymiej makiecie, z pudełek, wykładzin, styropianu, palet i wszystkiego, z czego się da. Dla najbardziej "wydajnych" przewidziane medale.
Niepowtarzalna okazja do zabawy z okazji Dnia Dziecka, pozwiedzania uroczego Nikiszowca i zajęcia swojego dziecka kreatywną zabawą pod okiem zawodowców w tej dziedzinie. Musicie przyjść.

wtorek, 20 maja 2014

jezu jak się cieszę

że w końcu przyszło upragnione, wytęsknione, wyczekiwane przeze mnie słońce I nawet nie narzekam, że jak zwykle na początku sandały mnie mega obcierają, ale to minie.
że stoją już na każdym rogu panie z "truskawkami z Polski" i koktajl sobie zrobię, i truskawki  z cukrem. Z Polski.
że ubieranie rano dwójki niesfornych dzieci zajmuje 20 minut!!!a wcześniej było dwa do trzech razy tyle.
 że córka wstaje taka szczęśliwa, bo  w końcu może ubrać krótki rękaw i spódniczkę bez rajstop. I nie ma krzyku, że włóż sweter, bo wszyscy pryzmarzają, a ona, że nie, bo chce krótki rękaw i tyle.
że piec z ogrzewania się w końcu nie włącza i jest szansa na mniejszy rachunek przynajmniej dwa razy w roku.
I co prawda dzisiaj jest dopiero pierwszy dzień tego "eldorado", ale ja wierzę, że tak już zostanie.


piątek, 16 maja 2014

dwa życzenia

na dwa lata miał mój syn o wdzięcznym imieniu Antek. Po pierwsze chciał tik-taki,a pod drugie lizaki.
Życzenie się spełniło radość była duża;-) Budżet nienaruszony, urodziny zaliczone:-)
A tak poza tym to mój dwuletni dziś syn o wdzięcznym imieniu Antek mówi używając głównie końcówek żeńskich: zjadłam wypiłam, idę sama. Ponadto piszczy na dźwięk słów motor i rower, a na ich widok wpada w histerię radości. Uwielbia motory i rowery, jest przeszczęśliwy jak może na nich siedzieć. Nadal chodzi spać o godzinie 19.30 i zasypia bez płaczu, bez kołysania, bez śpiewania, sam w łóżeczku i tak od urodzenia,   za to synu jestem ci szczególnie wdzięczna. Drzemki ma około 11.30 i tak samo zasypia w łóżeczko sam bez szemrania, śpi około 3 godzin!!! Więc jest wypas, oby nie wyrastał z tego tak szybko.
Złośliwie zaczepia Zuzę, mówiąc to jest Antka , nie Zuzi, machając jej przed oczami czymś na czym jej bardzo zależy. Lubi się bawić z Zuzą przez około 5 minut w porywach do 10, ale sam ją woła i ciągnie, a potem przybiega  z płaczem, Zuzia mnie zbiła.
Nie woła kupa i siku, co dziwne bo robił to rok wcześniej, a teraz woła ale po fakcie.
A poza tym jest przytulaśny, lubi udawać, że jest "kotkiem" i się przytula, jest zdystansowany w nowych miejscach potrzebuje czasu, jest uparty jak wół i jest naszym super synem o wdzięcznym imieniu Antek!!




poniedziałek, 12 maja 2014

sukces

a właściwie to sukcesy dziecka Z. Że rodzice coś ostatnio niepłodni (w sukcesy oczywiście) to pochwalę się sukcesami dziecka. Co by podnieść se morale w końcu moja krew, ba nawet ja ją szkolę w tym recytowaniu, więc jakby na to nie patrzeć jestem matką sukcesu . I tak w tym roku było 4miejsce za kaczkę dziwaczkę oraz finał (bez miejsc) za stefka burczymuchę. A do końca roku jeszcze pół roku zostało;-) wiec nie jest źle i muszę przyznać, że talent serio jest . Już nie będę sie powtarzać za kim, bo to już wiecie...

czwartek, 8 maja 2014

metoda na żebraka

przytrafiło to mi się już trzykrotnie. Dzisiejszy epizod był najdziwniejszy i tak złożony, że aż nie chce mi się w niego wnikać, może innym razem.
Ale do rzeczy- kilkukrotnie będąc ze swoją córką w sklepi zdarzyło mi się, że ludzie podchodzą do mnie i mówią mi, że kupią "jej to" i kupują.
Szczegóły: wchodzę do sklepu, bo dziecko Z. mówi, że chce pączka, po wejściu jednak zaczyna mówić, że woli lody. No to tłumaczę, że lody nie, bo jest kaszel, bo jest gardło chore, a przecież nie chcemy siedzieć w domu. Prawda?nie chcemy, żeby dziecko było chore? Prawda? (no ja przynajmniej nie chcę). Ale dziecko Z, jak to ono, jęczy i marudzi, że chce loda, chce loda, chce loda i tak bez końca. Podchodzi pani i mówi: ja jej kupię tego loda.
 Matka, czyli ja: ale ja mam pieniądze, nie chodzi o to, że mnie nie stać na tego loda, tylko po prostu umawiałyśmy się na coś innego.
Pani: ale ja jej bardzo chcę kupić tego loda, gardło zdrowieje od lodów. Naprawdę ktoś zrobił dziś dla mnie coś miłego i ja się chcę teraz za to losowi zrewanżować i chce kupić jej loda.
 Po czym bierze Zuzę na ręce i kupuje jej loda!!!! Co było dalej...opowiem następnym razem.
Ale fakt jest taki, że taka sytuacja zdarzyła się już kilka razy: był kiedyś lizak, i soczek...I ja nie wiem, czy wyglądam:
a) tak marnie, że ludzie myślą, że skąpie swoim dzeiciom na soczek, lizak czy inne badziewia
b) jestem tak nieporadną matką, że wzbudzam ich żałość i litość i biegną mi na ratunek
c) Zuza ma takie fluidy, że przyciąga do siebie wszystkich ludzi normalnych i tych nie do końca
d) czy o co chodzi, bo zaczęłam się już martwić,
no albo uczynię z tego sposób na życie.

środa, 7 maja 2014

doba matki

różni się od doby kobiety. doba kobiety różni się od doby mężczyzny. Matka jest kobietą, choć czasami trudno w to uwierzyć- matce, innym kobietom, a nawet mężczyznom- i jej doba od doby mężczyzny różni się podwójnie.
Przeciętna doba kobiety trwa 24 godziny. Teoretycznie doba matki też, ale praktycznie to śmiem twierdzić, że doba matki jest nieustającym perpetum mobile, które trwa od momentu, gdy z brzucha wyskakuje klon owej matki lub ojca. A już gdy taka matka chce jeszcze spełnić się jako kobieta pracująca z ambicjami i nie daj boże, że ojciec dziecka też ma zachcianki realizacji to wtedy taka dobra powinna trwać co najmniej 48 godzin, a energię dla takich matek powinni sprzedawać  w promocyjnych cenach na allegro. W innym wypadku może dojść do przepalenie zwojów, wymarcia szarych komórek i "rąk opadniętych" ze zdumienia i zmęczenia.
Jak wiadomo doby jeszcze nikt nie wydłużył, a jak już do tego dojdzie to mnie tu zapewne nie będzie. Stąd postuluję inne rozwiązanie. Z doby takiej matki, co to chce tez być kobietą powinno się usunąć pranie, a zwłaszcza rozwieszanie prania na strychu; opróżnianie zmywarki, tu wiem, że zaraz się odezwą całe tłumy, co to zmywarki nie mają i muszą zmywać i nie narzekają, ale co ja poradzę na to, że ojciec mych dzieci zmywarkę mi zafundował, a ja nienawidzę jej opróżniać;  odkurzanie, tej tony okruszków, które się rozmnażają jak bakterie z prędkością światła; zakupy spożywcze, szwędanie się między półkami i kombinowanie, co jest świeże, a co nie, co by się zjadło, co się zrobi samo, a już najgorzej jak się zdecydujesz na te zakupy ze swoimi sztukami dwoma, to już jest prawdziwa teksańska masakra piłą mechaniczną; no i gotowanie, codziennie obiadów, kolacji, dumanie, co już było w zeszłym tygodniu, przy czym się człowiek nie napracuje i co jedzą wszyscy , a i tak jak się samemu ugotuje to nie smakuje.
Gdyby usunąć te wszytskie czynności to mozę i ta doba by jakoś wyglądała.
No jeszcze jest takie wyjście hipotetyczne, teoretyczne, idylliczne, o którym nawet nie śmiem marzyć- a no że ojciec tych sztuk, co to je spłodził przejmie te obowiązki, albo przynajmniej ich część, albo przynajmniej rotacyjnie....albo już lepiej pójdę tę zachlapaną kuchenkę umyć, bo doba się kończy...przynajmniej na dziś.
kiss

czwartek, 1 maja 2014

rodzina w kryzysie

to taka, której wszystko wali się na łeb na szyję, a wszyscy wokół myślą, że przesadzasz, że przecież jest ok. Ale taka rodzina nie mówi, nie narzeka, no chyba , że tylko między sobą, bo nie chce się uskarżać, narzekać, bo i tak wszyscy powiedzą, że przecież dramatyzujesz.
Taktyki ogólnie są dwie albo są tacy, którzy narzekają na wszystko, ciągle mówią, jak to jest im źle, albo są tacy, którzy nie mówią nic i niech sobie wszyscy myślą, co chcą i zazdroszczą ci jak się masz super . Ja nie wiem, która strategia jest lepsza.
Fakty są takie, że nam się teraz sypie i to fest, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że jeszcze aż tak na siebie nie warczymy, chcociaż chyba na nerwy se działamy .
Gdybyście coś słyszeli o robocie dla mnie, twórczej, kreatywnej, mądrej anglistko polonistki ( na Śląsku) to dajcie znać, bo czas czego szukać...