wtorek, 29 września 2015

błyskotka z syna

niedzielny poranek. Syn bawi się klockami. Wychodzę z pokoju, a syn do mnie z rozbrajającym uśmiechem na twarzy: mamo, ty jesteś taka mądra! Rozpłynęłam się, wyszczerzyłam zęby w delikatnej ekstazie i mówię do syna: no dziękuję ci a ty? Syn( dalej z tym rozbrajającym uśmiechem): ja jestem mężczyzną!!!   No też że ja o tym nie wiedziałam,że mam syna, a mądrość synów vel. Mężczyzn wynika sama z siebie i nikt dodatkowo nie musi tego stwierdzać;-)

niedziela, 27 września 2015

oto ja

matka nie Polka, chcąca coś do was napisać. Tęskniąca za weną, zbyt analizująca świat wokół. Obawiająca się, że wszystko już było i po co wam to, a jednocześnie czekająca na każdy wasz znak. Łechtająca się słowami. Oto ja-  wrócę do siebie szydzącej to i do was. Oto ja - matka w stylu retro przed "Morfiną", którą wszystkim gorąco polecam- Teatr Śląski warto!!, a tym co nie mogą to Szczepana Twardocha drukowanego polecam, bo warto. Nie mam dla was czasu, bo go chłonę!

niedziela, 6 września 2015

pani robótka

pomysły mojej ZU przechodzą granice mojej pomysłowości. Jajko przerasta kurę... 
Ważne, aby wszystkim było ciepło, a że kolcyków brak to za kołdry robią przykrywki z pudełek na zabawki. 

czwartek, 3 września 2015

grupowe problemy

ZU chodzi do szkoły z mniejszością romską, szkoła od lat działa w tej "dziedzinie" i sytuacja jest opanowana w miarę możliwości i funkcjonuje bardzo dobrze. Wysyłając ZU do tej właśnie szkoły mieliśmy drobne obawy związane zwłaszcza z tym, że znając naszą córkę jest duże prawdopodobieństwo że dojdzie miedzy nią a wspomnianą mniejszością do jakiejś zależności. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po pierwszym dniu w szkole, pytamy jak było? ZU opowiada, że wszystko ok tylko ci Romowie się jej nie podobają, bo mają stare tosty(!). Dzień drugi ZU opowiada: dziś pan dyrektor opowiadał o bezpieczeństwie, bo na placu zabaw był kontrakt jak się zachowywać, ale ci niedobrzy Romanie go popsuli. Po chwili pytam, czy ma już jakieś nowe koleżanki. Na co ZU mówi: no jeszcze nie mam przyjaciółki, ale postanowiłam, że zaprzyjaźnię się z tą Rumanką, bo jest miła i chuda, nie gruba jak ta wczoraj od starych tostów. Ile my - ojcu dziecka -jeszcze musimy się nauczyć i ile etnicznych wyzwań nas czeka ;)))

środa, 2 września 2015

pierwsza

uczennica w nowym pokoleniu starych rodów ojca i matki rozpoczęła dziś swoją długą przygodę z edukacją. Sama uczennica od tygodnia liczyła dni, kiedy to już będzie, od trzech dni odliczała prawie i godziny, powtarzając" ale jestem podekscytowana", a dziś po raz pierwszy od czterech lat wstała pospiesznie o 6.30 i przyszła mnie budzić, że to już pora i że mamy się ubierać. Mam tylko nadzieję, że ta ekscytacja połączona z entuzjazmem zostanie jej jak najdłużej, a być może i na zawsze. Natomiast my rodzice weszliśmy na kolejny level, który trochę nas paraliżuje, że to już i że tacy młodzi przecież jesteśmy i nie chcemy chodzić na wywiadówki, odrabiać zadań i się dyscyplinować codziennie rano, bo nasze spóźnienie to opinia o dziecku. Więc trochę trzeba się przeorganizować, no bo co o nas powiedzą;-)  był i drugi bohater dzisiejszego dnia- pierwszy przedszkolak, który od tygodni oznajmiał dla kontrastu, że on nie pójdzie nigdzie, że przedszkole jest "gupie", że chodzą tam same dziewczyny, że on przestaje jeść, bo nie chce urosnąć, aby gdziekolwiek chodzić. Do przedszkola jednak poszedł bez płaczu jako jeden z nielicznych. Odbierając go zastałam go bawiącego się ze starszymi kolegami ( z byłej Zuzi grupy zresztą), a pani powiedziała, że jest bardzo dzielny, nie płakał wcale, wszystko zjadł , a w trakcie drzemki nie spał tylko odpoczywał. A no i oczywiście, obdarzony swoim talentem do rozesłania głowy i twarzy, już ma śliwę na czole;-) pierwszy dzień na medal "edukacji narodowej" 
Zuza i tyta
Antek i  banan- podwieczorek;-)