niedziela, 30 sierpnia 2015

wal(e)c wiedeński


stolica Austrii chodziła nam po głowach od roku. Teraz nadarzyła się okazja, zebraliśmy się w sobie i pierwszy raz w jednej walizce ( to mój osobisty sukces) wyruszyliśmy na podbój kolejnej europejskiej stolicy, realizując nasz niby- plan życiowy- szlakiem stolic. Był to weekend z 35 stopniowym upałem, dość licznymi przekleństwami pod nosem, bo upał plus zaliczenie wszystkiego, co się chce w bardzo ograniczonym czasie w obecności dwóch mało subordynowanych kurczaków, własnych, jest dość kłopotliwe. Tym bardziej, że jak zwykle plan wycieczki powstawał chaotycznie, głównie z moimi gderającymi przygotowaniami, jako że ojciec dzieci wsiada i jedzie, jest z tych mało angażujących się w fazę planowania. Pomimo jednak tych małych niedogodności i kilku fochów matki: że to ostatni raz szukam noclegów, że nie chce słuchać pytań, a gdzie jes to, a gdzie tamto, jakbym była jasnowidzem, a nie zwykłą " tylko matką" , Wiedeń nas zaskoczył pozytywnie, towarzystwo było wytrwałe i dało radę, więc może i momentami sprawialiśmy wrażenie jakby walec po nas przejechał, to jednak w ostatecznym rozrachunku zdecydowanie polecamy wiedeński walc- w trzy dni daje radę. A że słońce, biały kamień, barok, to dużo oglądania... Bitte 

piątek, 14 sierpnia 2015

piekielne wakacje radzioli

Hel. A dokładnie półwysep helski. Kamping. A dokładnie namiot-komfortowa, "carringtonowa" wręcz szóstka. I nasz pierwszy raz. Nasze pierwsze wakacje pod namiotami. Miejsce było wybrane dość przypadkowo, ponieważ aż wstyd się przyznać, ale nie jestem znawczynią polskiego wybrzeża. Półwysep wydawał się nam najbardziej egzotyczny, a do tego Hel ( w angielskiej wersji) pasował do tego, czego oczekiwaliśmy. I czego wszyscy nam współczuli i trochę ironicznie kpili. A mianowicie deszcz, zimno, robactwo, brak toalet i szarańcza naszych dzieci przeganiająca pozostałych z pola namiotowego. Pole wybrałam sugerując się zdjęciami toalet;-) i ceną. Wszystko więc było wielkim znakiem zapytania z raczej pesymistycznymi przewidywaniami. Pomimo to cieszyliśmy się nawet na ten przepowiadany przez wszystkich deszcz, bo rok ciężki. I oto proszę panstwa, jakie zdziwienie nasze było, gdy trafiliśmy na pole prowadzone przez znaną osobę;-), udało się nam rozbić dwa namioty obok siebie - co wcale nie jest takie łatwe i oczywiste w polskich warunkach- a do tego mieliśmy dość duży " dziedziniec"( jak to określił właściciel pola) , co dawało nam komfortowe warunki do grillowania, spożywania ;-) i ogólnego "namiotowania".  Przezornie więcej było zapakowanych kurtek, swetrów, kaloszy, a nawet czapek. A tu DWA TYGODNIE słońca!!!deszcz padał w sumie przez 4 godziny !! Plażing, smażing i prawdziwe namiotowanie zaczynające się od 7 rano i porannej kawy na słońcu w uroczym rześkim chłodzie poranka. Wierzcie lub nie to były idealne wakacyjne warunki. W dzień chłodzący wiatr na plaży, od 18 chłodniejsze powietrze, noc w namiocie w komfortowych warunkach 21 stopni. Dzieci miały raj- piłkarzyki, bar, lody, całe mnóstwo znajomych na polu. I wcale nie rozniosły pola, aczkolwiek wszyscy znali ich imiona, bo aż tak niebiańsko to być nie mogło.I owszem trzeba było cisnąć parę razy do toalety o 3 nad ranem, ale pomimo tego to na pewno nie był to nasz ostatni raz. Na polu słyszałam jak ktoś mówił: jak pracujesz tak urlopujesz. I coś w tym chyba jest. Dla nas to były śródziemnomorskie wakacje na półwyspie helskim.