niedziela, 29 czerwca 2014

sezon na selfie rozpoczęty

czyli zainaugurowalismy wakacje.zaczęliśmy od swojskich klimatów, czyli swego nie znacie cudze chwalicie.postindustrialne klimaty Zabrza i Chorzowa. Oto my
a to cała reszta

czwartek, 26 czerwca 2014

"laski" to są jednak z marsa

pomimo swojego feministycznego ukierunkowania, pomimo świadomości, że kobiety są mądrzejsze, to jednak w życiu codziennym chyba lepiej być mężczyzną, bo świat "lasek" to jest kosmos. Bez map, bez zasad, bez reguł, dzicz.

wtorek, 24 czerwca 2014

reklama dźwignią handlu

Taka sytuacja:

Mama: Zuza, co kupimy tacie na dzień ojca? Masz jakiś pomysł?
Zuza: Szampon DX2. W czarnej tubie na wypadanie włosów, w srebrnej tubie na siwienie. Dostępny w każdej aptece.

To by się tata ucieszył ;-)
 Zuza je cukierka mini snickers- kolejnego.
Mama: Zuza, co tam znowu jesz?
Zuza: No tego cukierka na gwiazdorzenie.

Gdybyście potrzebowali specjalistkę od rekalmy, to polecam moją Zuzę, ma to widać w jednym paluszku, zna wszytskie na pamięć.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

bohater

lekki to on nie jest- ten bohater. Jednak bohaterstwa odmówić mu nie można i siły, bo pomimo wszystko "jest bohaterem w swoim domu";-)
mój tata

sobota, 21 czerwca 2014

piątek, 20 czerwca 2014

oto i ospa

Po raz drugi. Bardziej zmasowany u dziecka numer dwa. Całkowicie nie na rękę. W postaci wielkiego wysypu, teraz i gorączki, totalnego uziemienia i zmasowanego marudzenia. Zdecydowanie nie lubię ospy. Na szczęście to już ostatni raz, więc chyba dam radę, ale lekko nie jest. 
 

czwartek, 12 czerwca 2014

dojrzałe rodzicielstwo

nie chodzi o to, że nagle wraz z upałem spłynęła na ns jakaś mądrość życiowa dotycząca wychowywania dzieci i teraz jesteśmy już mądrzy i odpowiedzialni. Niestety nic   z tych rzeczy, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie trochę mózgu nam wyparowało.
Dojrzałość jest raczej ładniejszym, w moim odczuciu, zastąpieniem słowa- starość, czy raczej procesu naszego rodzicielskiego starzenia się.
Dowody? Proszę bardzo. Z naszą córką Zuzą musimy rozmawiać o niepozakazywaniu majtek i całowaniu, nawet za tysiąc lalek, kolegów z przedszkola oraz wysłaliśmy ją na pierwsze samodzielne zakupy. Antek z kolei zawołał sam, że chce siku i odrzuca smoczek, w zamian za to, że "pójdzie na rower w kasku, jak duży chłopak".
Zacznę od majtek. Otóż pewnego wieczoru Zu nam komunikuje, że była "na karze" z Oliwierem i na tej karze właśnie "pokazywała mu części ciała nago, ponieważ tak bardzo ją prosił". Pytamy: jakie części ciał? Zu: No wszystkie, razem z cipkiem. Pomyśleliśmy, że gorzej już być nie może, więc brnę dalej i pytam: czy często się to zdarza? Zuza szczerze bez skrępowania: No bywa!
Po opanowaniu śmiechu przeprowadziliśmy rozmowę na temat tego komu, kiedy i co można pokazywać. Oliwer oczywiście w domu ani słowa nie powiedział;-)
Przez parę dni był spokój, aż tu wczoraj odbieram Zu z przedszkola., a tu komunikat: Mamo jest problem? Jaki?- pytam. Zu: Jaś mnie polubił. Matka: not o dobrze, a skąd wiesz, że cię znowu polubił? Zu: Bo powiedział, że jak będę się z nim całować to kupi mi tysiąc lalek i właśnie ty przyszłaś. Czyli, że przerwałam- może i dobrze.
Znowu była rozmowa o tym, że nie z każdym można się całować w usta, nawet za tysiąc lalek.
Aż się boję co będzie za tydzień, dobrze, że za dwa zaczynają się wakacje.
No a potem, tego samego dnia, ogarnęło nas już totalne lenistwo i wysłaliśmy Zuzię do sklepu po przecier pomidorowy, bo tata zużył i nie poinformował matki. Zuza dostała pieniądze, informację, że ma nie biec, oraz powtórzone dziesięć razy, co ma kupić i że ma wziąć paragon. Poszła, wróciła z przecierem  ( podobno za jeden grosz)resztą oraz paragonem z informacją, że mogę przecier wymienić, jakby ten nie był w porządku, co Zuza powtórzyła ze sto razy: że może iść wymienić na Pudliszki. Byliśmy dumni, bo teraz już nie musimy rano chodzić po chleb. Fajnie mieć dzieci. Zanim pomyślicie, że wysłaliśmy 5 letnie dziecko same gdzieś do sklepu i że to już jest skrajna nieodpowiedzialność, to nadmienię tylko, że sklep jest na dole obok w naszej kamienicy, a tata czujnie krył się za słupem;-) Ale Zu test zdała, a my jesteśmy na kolejnym levelu naszej gry w rodziców. Czad!

czwartek, 5 czerwca 2014

uwielbiam wracać do domu z pracy


bo tam czekają na mnie same niespodzianki

czego nie lubię w przedszkolach?

na wstępie podkreślam, że jestem zwolenniczką, miłośniczką i orędowniczką posyłania dzieci do instytucji, które sprawują opieką dzienną (i nie tylko) nad dziećmi. Nie mam oporów, obaw, obiekcji, czy innych przeszkód, które odstraszałaby mnie od tych instytucji. Uważam, że większości osób tam pracujących należą się medale za cierpliwość i poświęcenie w tej jakże ciężkiej i wymagającej pracy. Z naszymi słodkimi, kochanymi, energetycznymi pijawkami.(Wiem, co mówię, bo moje pijawki są wyjątkowo krwiożercze).
wracając jednak do rzeczy. Czego nie lubię? Otóż na pewno mleka z kożuchem na śniadanie (nie jadałam tego, na samą myśl robi mi się niedobrze, Zu też tego nie jada z moją aprobatą zresztą). No może jeszcze tego skisłego zapachu przepoconych dziecięcych skarpetek, dlatego postuluję, aby dzieci mogły chodzić boso, szczególnie jak pocą im się nogi, tak jak Zu.
Ale nade wszystko nie lubię- sy-la-bi-zo-wa-nia!!! Dziś była kolejna akademia  z okazji dnia mamy i taty. I było pięknie i uroczo, dzieci śpiewały, tańczyły, potrząsały sobą nawzajem. Zuza jak zwykle została gwiazdą wybiegu i przyćmiła wszystkich swoim blaskiem. (Naprawdę jest mi już trochę głupio z tego powodu, ale cóż ja poradzę). No i była recytacja- i tu moje serce pękło. Bo uczyłam Zu "kaczki dziwaczki", ba poświęciłam się nawet i koleżankę Zu też nauczyłam, a tu pani kazała im to tak sylabizować i zamiast recytacji był "wykrzyk sylab". Najgorsze jest to, że Zu ma talent do mówienia, a panie mają ten nawyk do wpajania dzieciom zamiast ładnego opowiadania to sylabizowania. I mam dylemat- bo pani jest miła, sympatyczna i naprawdę ją lubię, ale kule bele na złą drogę moje dziecko sprowadza. I głupio mi ją pouczać, ale wolałabym, żeby się w moją recytację nie mieszała, bo mi szkodzi. Bo ja tak nie lubię tandety w kwestii recytacji! (choć chyba nie tylko)

niedziela, 1 czerwca 2014

z archi(wum) kids


najważniejsze,że padało tylko kilka razy i to raczej skąpo;-) a tak na poważnie ekipa duża(zawodowa) i mała (docelowa) spisała się na medal. Wszyscy się czegoś  nauczyli, że stara zielona wykładzina czyni cuda. Budowle były imponująco twórcze, a rodzice walczyli bardziej niż dzieci. A kopalnia moja i Megi była the best;-) przedszkole ZU też niczego sobie.ps. Odnajdźcie moje motylki! A ci którzy nie byli niech już ćwiczą, bo za rok znów budowanie.