niedziela, 7 listopada 2010

bez silnika

Kończy się mój tydzień z odciętym dopływem paliwa. Było wymagająco, Zuzę widzielismy wieczroami. Pewnego dnia nawet obrazila się za to na tatę i żadnego usmiechu nie bylo, a tata dwoił się i troił, ale opór byl na calym froncie. Nic, zero, zupełnie. Ale te spacery chciane lub nie daly mi dużo do mylslenia. Otóż zdalam sobie sprawę, jak wiele tracę mysli, które pojawialy się tak niespodziewanie z samego rana, kedy tak sibie szlam i szlam i szlam. Ile cenny pomyslow, a ile twarzy kandydatow na radnych trace przez to, że jadę, a nie idę. A tak dzień byl jakis milszy, jak się tacy ze slupow, drzew, lamp od samego rana do mnie usmiechali.
To byla mysl warta zapisania. Akurat na bloga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz