wtorek, 26 lutego 2013

teatr mój widzę ogromny

video
delektujcie się sztuką, którą stworzyliśmy w trakcie ferii. Bajka jest niedokończona, zachęcamy do twórczego finiszu.
Obsada:
Czerwony Kapturek: córka pierworodna o wdzięcznym imieniu po prababci Zuzanna, wkręcona w występowanie bardzo, do końca dnia chciała to wystawiać ku złości wilka;-), który wilkiem już nie chciał być
Wilk- kuzyn pierwszy Zuzi, o oryginalnym imieniu Konstanty po nikim chyba;-)
Babcia- lalka pierworodnej córki, podobno Agusia przent urodzinowy od dziadka J.
Głos- przeszczęśliwa matka, że ostatni tydzień ferii mogła spędzić w domowym przedszkolu;-)bo przecież skoro nic nie robi całe swoje życie to może się zająć wszystkimi dziećmi z okolicy. W dzieciństwie rzeczona matka chciała zostać aktorką i do dziś sobie w brodę pluje, że się nie zaparła, bo talent się marnuje;-))

piątek, 22 lutego 2013

co potrafi czteroletnie dziecko

- zrobić kupę do nocnika, a potem samodzielnie opróżnić nocnik wyrzucając zawartość do muszli, przy okazji co nieco spadnie gdzieniegdzie;
- wziąć sobie pić ze stołu, wspinając się na chwiejne krzesełko, wylać pół kubeczka, pobiec po czysty ręcznik i wszystko wytrzeć, ręcznik porzucić;
- wspiąć się po kartonach, tudzież innych zabawkach na półkę z książkami, aby dosięgnąć tego, co się chce;
-precyzyjnie wycierać gluty do rękawa swojego lub każdego, kto stanie na drodze;
- samodzielnie włączać sobie bajki na youtube, przy okazji włączając wszystkie możliwe stwory, co skutkuje koszmarami w nocy i przybieganiem do rodziców prawie każdej nocy;
- wejść do każdej kałuży na dworze i skakać przez co najmniej pięć minut;
- wytrzeć rękawem "dopiero co wyjętej  z pralki"  kurtki wszystkie mury, auta, poręcze;
- uciec w sklepie akurat gdy matka stoi przy kasie i samodzielnie wyjść na zewnątrz;
- gadać cały czas, często bez sensu i od rzeczy, krzyczeć na wszystkich możliwych poziomach głośności, rzucać przedmiotami najlepiej z dużej wysokości, skakać po łóżku, rozrzucać wszystko  wokół;

Nie rozumiem, czemu chwalenie się umiejętnościami dzieci kończy się na około drugim roku życia;-)bo cóż tam umiejętność siedzenia czy robienia "a kuku" przy samodzielnym wymazaniu kupą całego kibelka!

środa, 20 lutego 2013

4- letni coming out

To nie była łatwa ciąża. W 11 tygodniu okazało się, że Zuza  ma bardzo dużą przezierność karkową. Potem doszła jeszcze cystic hygroma, czyli torbiel na głowie, a potem opuchlizna całego płodu. Konieczna była amniopunkcja. Wyniki potwierdziły wadę genetyczną płodu- Zespół Turnera. Opuchlizna narastała, płód obumierał, ciąża była do usunięcia. Byłam zdecydowana. Byłam zmęczona ciągłymi badaniami, czekaniem i tym, że to ja musiałam podjąć ostateczną decyzję. Lekarze, którzy nas diagnozowali byli naprawdę profesjonalistami, zresztą ten sam lekarz zdiagnozował wadę u Antka, ale o tym kiedy indziej. Byli wyrozumiali i wspierający na tyle na ile mogli. Nie mogę na nich narzekać. W każdym bądź razie decyzja była już podjęta. Termin w szpitalu na zabieg umówiony. Została nam ostatnia wizyta u pani genetyk, która powiedziała, żebyśmy zrobili jeszcze ostanie echo serca , wcześniej były zrobione już trzy wszystkie wykazywały duże wady związane z opuchlizną płodu. Ja już nie chciałam robić ponownego badania, bo cóż się mogło zmienić w przeciągu tygodnia. Był 21 tydzień ciąży. Adam mnie namówił, żeby jeszcze dla świętego spokoju zrobić to ostatnie echo i z tymi najświeższymi badaniami pojechać do szpitala. Wizyta umówiona ekspresowo, pani doktor przyjęła nas zaraz na drugi dzień. Był 28 października, moje urodziny. W trakcie badania okazało się, że opuchlizna zaczęła się pomniejszać, przeciek w sercu zaczął się zmniejszać i wszystko wskazywało na to, że Zuza sobie poradzi. I tak też było opuchlizna do końca ciąży wchłonęła się prawie całkowicie. Zostało trochę wokół głowy, stąd płetwista szyja po urodzeniu i wokół stóp i rączek, stąd opuchlizna po urodzeniu, ale poza tym wszystko było w porządku. Zuza dotrwała do końca ciąży. I nadszedł 20 lutego 1.57 tydzień po terminie wyskoczyła, prawie że w szpitalnej toalecie ( ale o tym kiedy indziej) Zuza. Było fantastycznie. I tak jest z nami mała Turnerka, ale o tym też kiedy indziej. Już cztery lata zaskakuje nas swoją dojrzałością i tym jak bardzo jest podobna do nas i jak czerpie z nas, co jest megainspirujące.
Owszem wkurza nas, a zwłaszcza mnie bo jest bardzo energiczna i głośna, ale dzięki niej dorośliśmy szybciej niż ktokolwiek inny, a ja nienawidząca igieł muszę codziennie się wbijać o ironio igłą. Myślę, że to tak specjalnie zostało wymyślone, bo dzięki Zu pokonujemy to, o czym wcześniej baliśmy się mówić.
Rok temu z okazji urodzin była Arielka - barbie w tym roku nadal jest Arielka tylko lego.To było jedno  z życzeń, które zostało spełnione.



środa, 13 lutego 2013

starowizna

dopadła nas , znaczy mamę  i tatę, egzystencjalna matnia. Jesteśmy starzy! No niby to nic odkrywczego, ale jednak jakoś nas przybiło do gleby i ciężko się nam podnieść.
Nasze starsze dziecko spędziło swoją pierwsza noc u swojej starszej koleżanki na chacie! Tradycyjnie nie tęskniło za nami, a po pięciu minutach nieobecności matki, zaczęło się standardowo mylić i do mamy koleżanki mówiła "mamo, znaczy ciociu". Na początku się tym przejmowałam, ale po czterech latach przywykłam;-) Ta noc u koleżanki na chacie to jeden powód naszego uświadomienia sobie swojego podeszłego wieku.
Dwa- to samo patrzenie na nasze dzieci uświadamia nam jak ten czas leci ( chociaż zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się pewna babcia, z którą miałam przyjemność mieszkać- leżała w swoim łóżku, przed nią na ścianie wisiał duży stary zegar, a ona zawsze mnie wołał i mówiła: patrz jak ten Antoni nago na rowerze po tym zegarze zapierdala). Doszliśmy nawet z tatą (ojcem dzieci) do wniosku, że "trzeba było se dzieci nie robić", bo wtedy nie mieliśmy świadomości, że czas tak ucieka, a teraz widzimy to po przy krótkich spodniach i dziurach w rajstopach, bo noga Zu urosła i przebiła palcami rajty;-)
Wiosna, wiosna jest potrzebna, panie sierżancie.

I jeszcze jedno tak a propos braku wiosny to pod namową koleżanki uruchamiam akcję :Matka ma czas na doła!, Bo podobno w świecie krążą takie pltoki, co by to matki były
 a) tak zajęte
b) tak przeszczęśliwe
w swoim macierzyństwie, że nie mają czasu na doła. Ja się  z tym nie zgadzam, na doła czas się zawsze znajdzie;ppp w związku z powyższym wszystkie matki z dołami łączcie się i proszę dajcie znać, że nie jestem sama w tym przekonaniu. To takie badanie do celów naukowych;-)


wtorek, 5 lutego 2013

przykład idzie z góry

a właściwie to z dołu, bo zuza jako starsza siostra inspiruje antka do tego, z czego sama słynie, a więc do ruchliwości, gadatliwości, krzykliwości i kombinatorstwa. A że brat młodszy jest zapatrzony w ten chodzący gejzer to w przeciągu ostatniego tygodnia poczynił zaskakujące postępy i widać, że zrobi wszystko, aby jak najszybciej móc uczestniczyć w wariactwie zuzy. I tak w przeciągu tygodnia,z pełzania przeszedł do raczkowania, podciągania się i stawania przy wszystkim, przy czym się da, przesuwania się wzdłuż, wydawania nowych dźwięków ( w tym też tatata, więc ojciec znów kipi w dumie). A wczoraj został przyłapany na tym, jak pod nieobecność taty w pokoju, wyjął sobie szczebelki z łóżeczka ( oczywiście pokazała mu to zu) i próbował się wydostać, na szczęście ojciec wrócił w sam czas, bo była by kolejna gleba. Dodam, że Anti ma 8,5 miesiąca i wydawało się nam, że zuza szybko wszystko kumała, ale Antek jest jakiś szybszy!! Strach się bać!

poniedziałek, 4 lutego 2013

zamalowane

Na początku był problem z kolorami. Zuza ich nie rozpoznawała. Były obawy, że daltonistka, że beztalencie, że w ogóle spisana na plastyczne straty. Ku rozpaczy ojca. Tymczasem znienacka pojawiła się pasja malowania i kolorowania. Zuza jest tak wkręcona w jedno i drugie, że nie odchodzi od kolorowanki dopóki nie pokoloruje wszystkiego i nie porzuci kartki dopóki nie zamaluje jej wszystkim, co sobie wymyśli. Kiedy jej coś nie wychodzi to wpada w szał, że nie umie, że jest brzydkie, i żeby jej narysować,a  ona pokoloruje. Wszystko było fajnie, gdyby nie to, że przy tym malowaniu cały czas albo śpiewa, albo gada od rzeczy na cały głos i nam po prostu już uszy więdną. ( co do tego śpiewania i darcia się, to ostatnio w ogóle jest jakieś apogeum, że wytrzymać się nie da, musimy ją zapisać na jakieś judo czy coś, może jak ją gdzieś przeciorają, to jej energii ubędzie).
Kolejny problem związany z malowaniem to fakt, że maluje nie tylko po kartkach, ale po stołach, ścianach, drzwiach, meblach, po dywanie!! i po sobie!!Wczoraj wszystkie mazaki zostały wyrzucone na śmietnik po tym, jak Zuza narysowała sobie na szyi naszyjnik, który do dziś nie che się zmyć!! Pozostały tylko kredki i brudne ściany, których jednak nie będziemy jeszcze malować, bo w zanadrzu jest drugi artysta plastyk- gobeista, więc po prostu się nie opłaca. A oto próbki Zuzi dzieł:


Czekam na fachowe