niedziela, 23 października 2011

stalowa magnolia ;-)

Trzeba mieć od kilku dni do naszej córki. Nie wiem, co w nią wstąpiło i czy to chwilowe, mam taką nadzieję, ale "letko" nie jest. Ja przyznjaę się odpadam, nie wytrzymuje, stosowałabym jawna agresję, bo po dobroci nie działa, nagroda, nie działa, podniesiony ton nie działa. Nic. Młoda dostaje jawnych ataków agresji, rzuca się na nas, kopie, bije, drze się, to jest nie do opanowania.
Nie chcę chodzić spać, dodam, że w dzień też nie śpi. Ogólnie po krótkiej, epizodycznej wręcz erze cudu, w trakcie którego sama przychodziła i mówiła, że chce iść spać nastąpił okres buntu o wszystko i o nic. Tylko dlaczego cud trwał tak krótko?Chyba cuda są przereklamowane, a rzeczywistość jest po prostu czarna i dramatyczna, a ja w chwili obecnej nie mam w sobie ani za grosz nerwów ze stali. Dobrze, że tata jest na miejscu i ją pacyfikuje, bo inaczej to któraś z nas by poległa...w zbroi ze stali;-)

królowa

lwów, czyli feministyczna wersja króla lwa. Nowy fetysz Zuzy. Codziennie około pięciu razy dziennie czytamy Króla lwa, głównie tata czyta, bo tata wymyślił. A po domu szwęda nam się mały Simba.



wtorek, 18 października 2011

plus jeden

przedstawiamy tym razem kukurydzę. Na chwilę obecną ma 3, 7 cm, wszystko ma na swoim miejscu i planuje wyskoczyć w połowie maja;-)
Tak więc staliśmy się z tata posaidaczami Zuzy i kukurydzy narazie niezidentyfikowanej płci. Spekulacje trwają, każdy ma swoje typy;-)

poniedziałek, 17 października 2011

dialogi

1. Zuza ostatnio była u taty w pracy. Po powrocie, mama pyta: I jak tam było? Co tam tata robił? Kto tam był u taty w pracy?
Zuza: Panie.
Mama: Panie?!? A ile ich tam było?
Zuza: Jeden, dwa trzy, cztery, sześć.
Mama: Sześć?
Zuza: one. two, three, four, five, seven, eight.
Mama: Eight?
Zuza: jeden. dwa trzy, cztery, pęić, siedem, dziewięć, dziesięć, jedenaście, dwanaście.
Mama: Dwanaście!!! I co ten tata robił z tymi paniami?
Zuza: Brykał.
(No to pięknie! a tata mówił, że ma dwie praktykantki i że z nimi pracuje;-)))

2. Zuza znalazła na kartce granatową kropką i woła: O patrz co znalazłam- żółty jak trawa.
(kolory nadal nam nie idą, ale za to bez problemu rozpoznajemy wszytskie kształty)

3. Mama: Zuzia co jedzą króliki?
Zuza: Mafefke i sałate.
Babcia: Mar-chew-kę.
Zuza: Mafefke.
Mama: Marchewkę.
(wszyscy się śmieją, bo to takie zabawne ta "mafefka")
Zuza: (zirytowana) SAŁATA!
( Zagięła nas i tyle.)\

4. Babcia: Zuzia prosze to poskładać.
Zuzia: Nie.
Babcia: Zuzia proszę to posprzątać.
Zuza: Bij na bambus!
( dobra nie ma się czym chwalić, bo nieładnie, ale trzeba było widzieć minę babci i uśmiech na twarzy wszystkich, którzy pękali, a musieli udawać, że są skupieni na złym zachowaniu Zuzy)

piątek, 14 października 2011

sprawca

ot i oto całe zamieszanie, czyli nasz magiczny długopis!
PS. w kwestii krzyku bez zmian, troche to potrwa. O zmianie damy znać;-)

środa, 12 października 2011

pierwsze kłucie za płoty

Za nami, dziś w obecności pielęgniarki w trakcie szkolenia wkłuł się tata. Był dzielny. Młoda powiedzmy, że też, przy pomocy  ( znaczy trzymaniu|) mamy i pielęgniarki, jakoś poszło. Mama przetestowała igłę na sobie i to nawet większą- bo Zuza ma piątkę, a mama wkłuła się szóstką. Prawda, że jestem dzielna!!!Narazie do kłucia jest potrzebna druga osoba, ale miejmy nadzieję, że nie zajmie nam całej wieczności kłucie się w obecności tylko mamy, albo tylko taty.

poniedziałek, 10 października 2011

cudów ciąg dalszy

Każdy kto zna młodą wie, że generalnie owoców nie jada. No chyba, że był to pojedynczy epizod bez powtórzenia z arbuzem czy truskawką, raz z poziomką, ale generalnie owoce w postaci surowej sa niejadalne. Bo te słoiczkowe i owszem.
Aż tu nagle w ramach okresu cudów, nastał kolejny. Ni z gruszki, ni z pietruszki Zuza zaczęła jeść, ba nawet pochłaniać jabłka. Potrafi zjeść nawet trzy w ciągu dnia!!
Prawda, że cud?
a morał  z tego taki, że nie ma co zmuszać do niczego.Każdy w swoim czasie dorośnie do tego, do czego jest stworzony!


środa, 5 października 2011

cudeńko

Taki mały cudek nam się wczoraj przydarzył. Mały, ale wart odnotowania. Otóż w końcu po tygodniu gorączki na poziomie 39, 5 gorączka spadła do 38. A nasza młoda powiedziała, że chce kiełbaskę na kolację. Zjadła ową kolację, co też ostatnio się nie przydarzało tak z własnej nieprzymuszonej woli. Potem przyjęła środek przeciwgorączkowy sama otwierając buzię. Po czym powiedziała, że chce iść do łóżeczka. Było dobranoc i koniec. A była godzina dopiero 21.30. Prawda, że cudeńko?
PS. A teraz jest 9.04 i młoda dalej śpi. Normalnie nie przywykłam, aż mnie nosi, żeby ją obudzić;-)

sobota, 1 października 2011

mr maker

dziękuję mojemu najwspanialszemu ojcu mojego dziecka za wspaniale umytą podłogę !!To jest prawdziwe mistrzostwo!!Mistrzu podłogi!!