piątek, 28 sierpnia 2009

jezu jak się cieszę

że jest 21. 15 i dziecko nasze jedyne i najuokachańsze śpi. Kiedyś cieszyło mnie, że kupiłam sobie fajną bluzkę, albo że egzamin zaliczony, a dziś że jest cisza, że nie trzeba nosić na rękach i że kupa jest przebrana i kolejna najprawdopodobniej będzie dopiero rano. Priorytety się zmieniają, świat się zmienia, ja się zmieniam i tylko wszystko wokół zostaje takie samo, chociaż chyba też nie do końca, bo na przykład miasto nasze całe rozkopane i drogi wszędzie nowe będą. czyli też się zmienia, też nowe priorytety, szkoda tylko, że drogowe, bo inne też by się przydały. A ja bym chciała, żeby moim priorytetem na dziś wieczór była pierwsza randka, z której wrócę i powiem: Jezu, jak się cieszę, że dziecko moje dalej śpi ( aż do rana znaczy się :))

piątek, 21 sierpnia 2009

pięć minut

Teoretycznie doba ma 24 godziny i to jak nimi dysponujemy zależy tylko i wyłącznie od nas. Tak jest, ale tylko teoretycznie. Od pewnego czasu moja doba dzieli się na pięciominutowe odcinki, w których muszę robić różne rzeczy. i tak jak na załatwienie pewnych spraw pięć minut wystarcza, tak inne niestety zostają wykonywane chaotycznie, bez przemyślenia i w ogóle bez sensu, bo pięć minut to po prostu za mało. Skąd te pęicominutówki? Tak moim dniem zarządza miss Zuzanna. Jej stan skupienia na danej czynności zazwyczaj wynosi 5 minut, no chyba, że jest na rękach, z kolei moje plecy w tym stanie wytrzymują tylko pięć minut, tak więc mamy vicious circle czyli błędne koło. Właśnie jestem w trakcie takiej pięciominutówki Zuza leży na podłodze i skutecznie uderza grzechotką 9 wspaniałym drewnianym marakasem) w podłogę. Tak przy okazji babciu serdecznie ci dziękujemy za te instrumenty, bo dzięki nim w domu nigdy nie jest cicho, no chyba, że Zuza ma pięciominutową drzemkę;-) Tak czy inaczej mój nowy pięciominutowy świat bardzo mi się podoba. A to takie radosne pięć minut:



brakujący element


czyli dziadek z Glasgow;-) dziadek z Zabrza następnym razem...

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

rodzinnie





po powrocie z wietrznej i raczej deszczowej Szkocji ( czego można było się spodziewać) przedstawiamy pozostałą część rodziny, tej zza wielkiej wody. I tak oto zapowiadana już wcześniej babcia 2, ciocia Ola, mama i tata, i Zuza of course.
Reszta rodziny ( także tej na miejscu, bo zdałam sobie sprawę, że jeszcze paru osób nie było) w sowim czasie oraz relacja z pobytu, który był fantastyczny i bardzo shoppingowy as usual zresztą, next time;-)

czwartek, 13 sierpnia 2009

w poszukiwaniu

wsrod tylu rzeczy, ktore nas otaczaja, wsrod tylu miejsc, ktore mozna odwiedzic, wsord tylu ludzi, ktorzy sa wokol odnalezc to, co przynosi szczescie wydaje sie byc prawie niemozliwe. Trzeba byc prawdziwym szczesciarzem, albo szczesciara, zeby gdzies w tym wszystkim odszukac to, co sprawi, ze bedzie do kogo i do czego wracac, ze bedzie sie umialo usmiechac na mysl o tym i ze wtedy, gdy wszystko inne wyda sie zupelnie bez sensu, ta jedna rzecz sprawi, ze wszystko wroci na swoje miejsce, do wsojego ustalonego porzadku. Kiedy nalezy przestac szuklac? nigdy. Co zrobic jak sie znajdzie? chyba nic, po prostu zyc dalej, tylko wtedy zycie bedzie juz inne, pelniejsze i nigdy takie jak przedtem.
Wlasciwie to nie wiem, czemu to pisze ckliwe, patetyczne i chyba jednak malo odkrywcze. Mialam taka potrzebe, wiec ja spelnilam;-~)

środa, 5 sierpnia 2009


Ostatnimi czasy dużo rzeczy się nagromadziło. Wiele spraw do załatwienia i pralek do wyprania stąd jaki,s brak czasu na tak wzniosłe zajęcia jak blog. Przyznaję, że cały czas o nim myślałam i czułam, że coś zaniedbuję, swoją virtual confession. Ale dziś dołączam coś extra;-) Zuza i Lut, który opuścił Szczepanka, na rzecz Zuzy, której zafundował tę oto piękną,mega lansiarską koszulkę. Jak widać Zuzie bardzo się spodobała i koszulka i figle z Lukaszem, po którym jak wyszedł płakała i całą noc ( znów?) spać nie umiała;-)