wtorek, 31 stycznia 2012

tylko tyle

i aż tyle.
On był królem, ona królową. W sukni zakochana, spała w niej, chodziła w nie, ledwo do kąpieli zdarta. On niepocieszony brakiem korony, musiał zadowolić się kucharskim fartuszkiem. Ona padłą na ziemię, jak Śnieżka ( kolejny hit czytelniczy) on ją budził pocałunkiem. Ona znowu padała...i tak przez 40 minut.
Tyle.

piątek, 27 stycznia 2012

mów do mnie wróżka

na szczęście mamy dziecko, które nadrabia za nas nasze mało imprezowe lenistwo, opieszalstwo i maruderstwo. Bo tata oczywiście nie ma czasu na tańce, bo ciągle pracuje w pocie czołach nad słowem na "d" (którego już ze względów zdrowotnych, na niektórych działa jako czynnik nerwicowy, nie wymieniamy); a mama zamienia się w dość dużym tempie w słonia, a w wypożyczalni wszystkie stroje słoni i hipopotamów już wyszły, także nie ma się za co przebrać;-)
Tak więc wszystkie obowiązki imprezowania zostały scedowane na córkę, która daje radę, nie narzeka i z dużą łatwością co rusz przyjmuje nowe twarze i zamienia się w nowe postaci. Dziś bal w żłóbku. Tym razem poleciała jako wróżka i kiedy powiedziałam choć zuzia musimy ubrać rękawiczki to powiedziała, nie mów o mnie zuzia, jestem wróżka. Z czego wnioskuję, że problemów z przyswojeniem nowej roli nie ma. Dziecko baw się póki możesz, bo potem to już tylko będziesz się przebierać w szlafrok na dobranoc;-)

ps. sesja poranna, przed wyjściem, godzina 7.30, więc wróżka jeszcze półsenna!

niedziela, 22 stycznia 2012

diabelska sztuczka

był bal na sto par i był tez diabeł, a raczej mała diablica, która wszystko nam zepsuła. Bo kiedy się pojawiła to młoda stwierdziła, że koniec. To nie na jej nerwy. Zacięła się tak się wystraszyła, że do końca siedziała na drugim końcu lokalu, wbita pazurami w matkę i ani się ruszyła, bo diabeł był wszędzie. Fakt dziewczynka diabelska strój miała rzeczywiście dość przerażający, choć też megaprofesjonalny. I król się nie bał, Indianin się nie bał, ale Minnie wymiękła. Myślałam, że młoda jest dość odważna. Widać przeceniłam jej margines tolerancji...dla diabelskich sztuczek.






poniedziałek, 16 stycznia 2012

i jeszcze te dzieci

wszędzie ich pełno, a tak na dobra sprawę to ciągle przeszkadzają. Bo zjeść się spokojnie nie da, potańczyć, ksiązki poczytać, w ciszy pobrzebywać i myśleć o nich ciągle trzeba...
Świat po prostu nie jest zbytnio przystosowany do dzieci. A właściwie to dlaczego? Przecież świat wyrasta  z dzieci, więc czemu tak szybko o tym zapomina i staja się kulą u nogi, u płota czy u stołu?
Poza wszystkim nasze dzieci, może i kuliste dla świata, ale ładne...dla wybranych;-)



by fotopracownia.com

poniedziałek, 9 stycznia 2012

rolowanie

co do tych wczorajszych nudów jeszcze. Z nudów tata cofnął się w czasie i przypomniał sobie swoje rolkowe korzenie, podchwycił oczywiście jego klon i tak się rolowali po przedpokoju. Mam nadzieję, że klon to tylko  w przedpokoju i nie będzie do końca podążał śladami taty;-)



odpływaliśmy

wczoraj cały dzień i się nam nudziło, że aż hohohoho
i tak powstały nostalgiczne zdjęcia rodziny w rytmie...

środa, 4 stycznia 2012

karuzela z madonnami

a właściwie to jedną madonną, która do pewnego czasu, nota bene fantastycznego dla jej rodziców, tylko wsiadała do autek, kolorowych karuzlei i to jej wystarczało. Teraz nadeszły czasy dynamiczne, to znaczy żadnemu tandeciarskiemu autku, ani megaobciachowej karuzlei nie odpuści i nawet wie, że trzeba wrzucić dwa złote, o ktore rozpoczyna się wojna na widok każdego kolorowego mechanicznego urządzenia.
Tak więc wsiadła madonna do bryki sześciokonnej, a konie wiszą kopytami nad ziemią....
Interpretacja Białoszewskiego by Zuza R.
Interpretacja Białoszewskiego by Ewa D.

odgrzewany kotlet

czyli swoje 12 groszy poniewczasie dorzucamy do 12 roku, w którym już się jakoś zadomowiłyśmy i szczerze powiedziawszy z roku na rok widzimy, wspólnie jako rodzina, coraz mniejszy sens świętowania akurat 31 grudnia akurat o północy akurat jakiegoś nowego roku, bo co tu nowego mąż ten sam (jeszcze;-) dziecko w liczbie jedne na ziemi, jedno w brzuchu też takie samo jak przed północą, mieszkanie to samo, przedwiośnie to samo. Chociaż tutaj wróć- udało się nam zobaczyć namiastkę zimy tej jakże długiej i uroczej z perspektywy matki z brzuchem i prawie trzyletnim dzieckiem, które nie che chodzić na swoich nogach (tylko na rękach mamy i jeszcze kiedy się oburzam to mi tłumaczy, że przecież ona mnie trzyma, o jakże ona jest wspaniałomyślna). Był śnieg w wystarczającej ilości, aby młody K. i młoda Z. powozili swoje kościste pośladki sankami. Więc jeżeli nie mieliście jeszcze przyjemności podziwiać śniegu w tym i w tamtym roku to cieszcie swe oczy, bo wiosna będzie tej zimy wyjątkowo długa;-)