wtorek, 29 października 2013

Godzina z tatą

Ojcowie mają niebywały talent, czas spędzony z nimi jest czasem chlewu, rozpizdzielu i.....totalnej bezstroski,którą dzieci uwielbiają, bo gdy matki nie ma wszystko się może zdarzyć. Pa. Ojciec mówi, że zaczął sprzątać, bo się antek potykał. Dzięki Bogu;-)

niedziela, 27 października 2013

Dialogi

Zuza: tata, masz kredkę jasno- szaro- burą, bo chcę pokolorować mysz.           Jedziemy w pociągu. Zuza na wejściu zaczepiła panią: gdzie pani jedzie? A potem już był słowotok , w trakcie którego Zuza mówi do pani: majtki w galarety. Po czym obraca sie do taty i mówi: tato, tak bardzo ci dziękuję, że mnie nauczyłeś takich słów .                        Tato dziękujemy ci bardzo za te słowa, dobrze że nie brnęła w to dalej.                       Zuza skarży sie tacie, że kolega brzydko do niej mówi przy śniadaniu .               Tata: to powiedz mu, że mu opendzlujesz bułkę.                                                         Zuza: to ja mu opendzluje parówkę .           Jutro rano w przedszkolu będzie " opendzlowanie"

sobota, 26 października 2013

deja vu

to, że nic dwa razy się nie zdarza to bzdura.
 Tylko obuwie inne, bo przecież prawdziwy facet nie będzie latał w damskich "laciach"
a to trzy lata wcześniej


środa, 23 października 2013

wpis diagnostyczny

"Źle się dzieje w państwie duńskim" ten cytat z Hamleta jest doskonały do oddania sytuacji, w której obecnie się znajduje. Nie che mi się wnikać w szczególiki, ale fakty są takie:
- Zu przywlekła wszy z przedszkola, więc szukamy, wyciągamy, lejemy się śmierdzącymi płynami i wszystko nas swędzi na samą myśl. Jest krzyk, jest ryk :Daj mi już spokój i weź odłóż ten grzebień do wszów!" Niby już wszystko wytępione, ale "wszowy strach" pozostał;
- Zu po wizycie u psychologa, na którą skierował nas neurolog została zdiagnozowana:nadruchliwość ( to ci nowość), jak z tym walczyć: muszą państwo to przetrwać, w wieku 7-8 lat dziecko przestaje się tak ruszać, wtedy nie umie sobie znaleźć jednego zainteresowania, sporo jeszcze przed państwem, dużo sportu, dużo ruchu i cóż na pewno sobie w życiu poradzi, bo nie będzie się bała; tyle pani psycholog, a ja wychodzę z siebie, staje obok i siły nie mam!!
- stopniujemy napięcie: Zu dostała również wyniki swojego "kosmicznego" badania  i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu eeg wyszło jakoś nie tak, nie spodziewałam się tego, w każdym bądź razie teraz mamy ją nagrywać, co by pani doktor miała dokładniejszy materiał do badań, bo zuza jest tym skomplikowanym przypadkiem, że wychodzi nie tak, ale niejednoznacznie;
- tata mój osobisty się rozłożył na łopatki i kwiczy, a my razem z nim, bo  niego jak u Zu: obserwujemy i czekamy...tylko na co, tego nie wie nikt;
-matkę plecy nawalają , że ani stać, ani siedzieć, ani leżeć, plastry przyklejam, tablety łykam i kciuki trzymam,  że kiedyś musi popuścić;

Ale dla utrzymania równowagi, bo tylko ona jest lekarstwem na ten pat, pozytywy są takie, że:
-ojciec dzieci wrócił do nas, po ciężkiej pracy, co mnie cieszy i napawa nadzieją na lepsze jutro;
- słońce świeci i jest letnio od dwóch dni, są nawet szaleńcy, którzy z powrotem wskoczyli w krótkie gacie;
- byłam dziś na wykładzie o ZT, na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, gdzie średnia wieku wynosiła 70 lat,a  wykładowca profesor ważny miał lat 90 i nadal wykłada, co mnie trochę przeraziło, po jego wykładzie. Ale pozytywne jest to, że babcie się uczą, że uczestniczą, a profesor żyje ciągle badaniami, które robił 20 lat temu i słodkie było to, że widać nie ma świadomości, że co nieco się zmieniło. Nie dowiedziałam się niczego, w sumie można by powiedzieć zmarnowałam 1,5 godziny, ale fakt, że profesor podziękował mi, że taka młoda przyszłam i się podekscytował moją obecnością był tego warty.

Moja diagnoza: chwilowa górka, ale szczyt jest blisko;-)

niedziela, 20 października 2013

bilans sześciolatka

- farbowanie włosów raz na pół roku, bo siwizna wychodząca z nerwów wyłazi jak grzyby po deszczu;
- melisa zawsze w  pogotowiu, bo z rana działa jak śmietana;
- "zaprogramowanie", które coraz częściej się zawiesza, nie wiadomo czy z nadmiernej eksploatacji, czy ze starzenia. W każdym bądź razie rano zawsze jedna część się idzie kąpać, druga wchodzi po niej i zawsze pod nosem najpierw wymamrocze: k....mać!, potem wyciera podłogę bo bagno nie z tej ziemii, przeciera zaparowane lustro, odkłada szczoteczki i pastę na miejsce i dopiero zaczyna się dzień i tak jest CODZIENNIIE!!!NIEZMIENNIE OD TYLU LAT!!!Pękam z dumy, że jeszcze któregoś ranka nie rozwaliłam tej łazienki, albo tego, kto z niej korzysta przede mną, za mną, nieważne zawsze stan jest ten sam.
-zrzędzenie cały czas na te same tematy, argumenty też niezmienne i z jednej i z drugiej strony;
- dwójka dzieci, które w swojej cudowności odziedziczyły po nas wszystko to, czego akurat mogłyby nie dziedziczyć aż w takim nadmiarze;
- kredyt jeszcze przez piętnaście lat do spłacania;
- plany na wakacje, które mają realizować nasze wizyty we wszystkich stolicach;
- określony rodzaj pochówku,gdyby coś gdzieś, jakoś się potknęło;
- i nadzieja na jeszcze wiele wspólnych bilansów, gdzie zysków będzie zdecydowanie więcej niż strat....

ILY



czwartek, 3 października 2013

gdybym nie była...

mamą to nie doświadczałabym tych cudnych widoków- dwóch umorusanych glutów bawiących się razem w ciszy, spokoju i szeroko rozumianej harmonii.
Fakt, są to chwile niezwykle rzadkie, ale to co najcenniejsze w przyrodzie nie występuje przecież powszechnie. Czyż nie? Zazwyczaj moje młode drą się o wszystko, o co można się drzeć, a nawet o to, co drzeć się nie można ( tak przynajmniej wydaje się nam- mądrym rodzicom i innym dorosłym), bo w świecie młodych darcie jest powszechnym zjawiskiem. Więc jak już zdarzą się takie rzadkie chwile, kiedy okazuje się, że wcale nie trzeba bawić się tym samym konikiem w tej samej chwili, albo kiedy nie trzeba kogoś niechcący popychać tylko po to, żeby go zaraz przepraszać, albo gdy da się bawić bez asysty mamy, taty, babci, dziadka itd. to ja jestem w raju i myślę, że tak mogłabym jeszcze dwójkę, trójkę, czwórkę takich młodych mieć pod skrzydłami. Ale nagle , jak grom z jasnego nieba, pojawia się krzyk, bo jednak kucyk drugiego młodego okazuje się lepszy, bo bębenek jest jeden, a bawić chcą się nim jednocześnie dwie osoby, bo mama musi udawać kotka, pieska i inne zwierzęta domowe i dzikie. I wtedy jak bańka mydlana znika moje marzenie o kolejnych młodych pod skrzydłami, a pojawia się zmora, że ja już mam dwa młode gluty, które właśnie się drą, a ja chce wyjść przez ścianę i zniknąć.
Gdybym nie była mamą.....