poniedziałek, 30 maja 2016

od przybytku głowa boli

i bynajmniej nie chodzi o liczbę cyfr na koncie. Nie tym razem, niestety. Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi to wiadomo, że idzie o moje dziecko Z. Otóż obrodziła w talenty. Bo to że recytuje wiadomo, że jest płodną malarką, precyzyjnie szkicowniczką, też jest jasne, że jest gibka i giętka, a jej ruchy zapierają dech w piersiach jest oczywistością. Do te plejady doszedł talent muzyczny. Przerabiamy go od kilku lat, ale nasilenie przyszło teraz. Pod wpływem wizyt w szkole muzycznej, córka zapragnęła tam chodzić. Chłonąć muzyczną wiedzę i uczyć się grać na instrumencie, który dla zbudowania grozy i napięcia pozostanie póki co zagadką. Temat ten po raz pierwszy pojawił się rok temu, byliśmy na wstępnych przesłuchania, Zu je zdała, ale potem temat zdechł. Wspólnie  z ojcem stwierdziliśmy, że nie mamy czasu, ani zbytniej ochoty na ćwiczenie gry na instrumencie i olewamy sprawę.Zresztą Zu sama nie była przekonana na jakim instrumencie tak do końca chciała grac, bo niby miałoby to być ukulele (!), ale jak się okazało, że nie ma w szkole takiej klasy, to sama się wahała, że może pianino, a może jednak gitara. Ponieważ w naturze nic się nie gubi to i temat muzyki powrócił. Zu od kilku miesięcy wyraża chęć uczestnictwa w jakimś programie typu talent show z przygotowaną przez siebie piosenką. I tu piosenki się dość szybko zmieniają. A my udajemy, że nie słyszymy drobnych nut fałszu.W ostatnich dniach w kwestię nowego talentu została wplątana wychowawczyni Zu. Otóż wzięła mnie na słowo i poprosiła, abym przemyślała zapisanie Zu do szkoły muzycznej, gdyż po kolejnych warsztatach ona naprawdę się tam nadaje i sama publicznie wyraziła chęć nauki gry na instrumencie. A że jestem mało asertywna- uległam. Pojechałyśmy zapisać się na egzamin wstępny. Egzamin się odbył. Żyliśmy z ojcem dzieci nadzieją, że się nie powiedzie, że coś pójdzie nie tak i wybawi nas to od tego obowiązku. Ale że talent jest talentem, to egzamin został zdany. I raczej córka będzie miała okazję rozwijania swojego talentu i gry na wymarzonym instrumencie. I tu uwaga, fanfary, modły za rodziców, bo wymarzony instrument to: perkusja! konkretnie marimba, jako jeden z instrumentów perkusyjnych. Będzie gorąco. zobaczymy jak długo starczy jej zapału i nam sił.Fajnie by było, aby jak najdłużej, bo każdy talent jest czymś wyjątkowym. A takie "bębenki" to już w ogóle coś. I wiecie co- pani mi powiedziała, że perkusiści ćwiczą w szkole- i to mnie przekonało do zainwestowania w ten kolejny talent. A że Zu jest twórczo płodna, to nie chwalę dnia przed zachodem słońca i coś czuję, że ta lista talentów może się wydłużać;-)

czwartek, 26 maja 2016

moja

mama. Bo dziś będzie laurka. W dzieciństwie na fali piosenki " A ja wolę moją mamę"- moja była wyjątkowa, bo miała naprawdę " włosy jak atrament". Potem pojawiały się nowe piosenki i nasze nowe występy. Bo moja mama zawsze nam organizowała czas- były nagrania, były konkursy, były bale. Gdy występy się skończyły mama była wymagająca, była twarda. I taka jest do teraz. Silna, nie poddająca się, twarda. Szybko podnosząca się na nogi. Nie można było się mazgaić. Bo ona też się nie mazgai. Trzeba było rano wstać i nosić ziemniaki z targu, i nie było zmiłuj. W tej całej swojej surowości jest jednak miejsce na niebywałą opiekuńczość. Taką nie na pokaz, taką nie z kolorowego czasopisma i ze zdjęcia, ale taką najprawdziwszą, taką wypływającą z potrzeby opiekowania. Dzięki niej i ja zostałam " najlepszą" mamą na świecie. I też bym chciała, żeby moja córka zadedykowała  mi tę piosenkę;-) mamo, ty wiesz- my tych słów sobie nie  mówimy, ale wiemy!

poniedziałek, 16 maja 2016

4 fakty

na czwarte urodziny naszego "byka".
    
1. Uparty- i to bardzo. Jak coś postanowi to tak musi być. Raczej nie uznaje kompromisów, ani substytutów. Swoją zawziętość demonstruje zazwyczaj płaczem i jęczeniem. I to będzie drugi fakt.  

2. Jęczoła- wyje, marudzi, narzeka przez większą część dnia. Nieodłączną cechą jego jęczenia jest słowo "głodny". Nim zaczyna i kończy każdy dzień. Nie dzień dobry, do widzenia, cześć - nie- to byłoby zbyt proste. Antek mówi " głodny" i tak przez cały dzień. I tu uwaga, wcale nie jest głodny- bo chodzi sprawdzać do lodówki, w której nigdy nic nie ma dla niego- bo jego "głód" zaspokaja jogurt lub "słodycz". Jęczenie stało się taką istotną cechą jego osoby, że nawet nas szantażuje i mówi - "jak mi tego nie dasz, to będę jęczał". A że jest uparty, to możecie sobie wyobrazić, jak to wygląda;-).                                          

3. Stały- konsekwentny i monotonny - ośmieliłabym się rzec. Kocha swojego tygryska od 3 lat i się z nim nie rozstaje. Tygrysek jest z nim wszędzie. W związku z tym stan tygryska nie nadaje się na publiczne przedstawianie;-).                  

4. Rozczulający- pomimo swoich wad, ma jedną, a właściwie dwie- zaletę. Czarne oczy, które rozczulają każdego i chyba dlatego wybaczamy mu to jęczenie, ten upór i tę konsekwentność do bólu. Oto mój czteroletni syn:

 
www.olamolikphotography.com