poniedziałek, 26 grudnia 2011

tradycyjnie

pojedliśmy,obżarliśmy sie- tym razem częściowo na koszt Amelii M. Ponarzekaliśmy, też tradycyjnie, "że o nie zaraz pęknę, o nie, ale jestem najedzony/a", czyli typowe polskie, tradycyjne święta dobiegły końca, następne w kwietniu, więc niedługo, jakoś przeżyjemy;-) a jutro, będzie- no właśnie- futro.


wtorek, 20 grudnia 2011

gra w chowanego

od kiedy zuza ma swoje nowe, |"dorosłe łóżko", nasze ( czytaj mamy i taty) uległo diamterlanej zmianie. Przez pierwsze dni tata wyrywał się jak oparzony słysząc każde skrzypnięcie i obawiając się, że młoda spadnie. Mama dostawała zawału, bo gwałtowność taty była taka jakby to był co najmniej zamach bombowy! Jak już przyzwyczailiśmy się do tego, że Zuza czasami spada, ale nic się jej nie dzieje i tata przestawał wykonywać te gwałtowne ruchy to zaczęliśmy odnajdywać Zuzę w różnych miejscach. I tak czasami śpi na stojąco, opierając tylko głowę na łóżku, czasami przychodzi w nocy do nas i nagle rano znajdujemy ja w sowich nogach lub na twarzy, głównie mamy. Czasami zuza znajduje się pod swoim łóżkiem, a czasami znajdujemy ją na podłodze w innej części pokoju ( tak na przykład było dzisiaj). I właśnie też dziś zaczęliśmy się zastanawiać nad wszczepieniu młodej jakiegoś chipa, bo jak zacznie migrować poza pokój to łatwiej byłoby nam ją znaleźć;-)

czwartek, 15 grudnia 2011

kimże ty właściwie jesteś?

odrzekł wzgardliwie gąsienica. To mój ulubiony cytaty z Alicji w Krainie Czarów, który swoja filozoficzną głębią doskonale pasuje do dzisiejszych rozważań Zuzy.
Rano Zuza mówi: Jak będę dużym chłopcem to też będę miała taki traktor.
Starałam się wytłumaczyć, że przecież nie będzie duży chłopcem, efekt: No przecież będę. Odpuściłam.
Po południu rozmawiamy z Antkiem w brzuchu. Zuza: Jak już będziesz taką dużą dziewczyną jak ja to będziemy się bawić Antek.
Znów podjęłam próbę, że przecież antek to chłopczyk i nie będzie taką dziewczynką. Efekt: No przecież będzie. Odpuściłam. Bo przypomniało mi się właśnie to pytanie: Kimże ty właściwie jesteś?
I czy to ma jakieś znaczenie?

sobota, 10 grudnia 2011

powrót

Wracam, przynajmniej chwilowo do żywych. Antoine (czyt. antłan;-), czyli mój przyszły syn, męczy mnie dalej i zepsuł mi wszystkie zęby. Od czwartku zaatakował mnie korzeń, którego przez pewien czas, nie bądźmy drobiazgowi jak długi, bałam się usunąć. Niestety Antoine go nie polubił i korzeń zaatakował. Wyrwałam dziś przeszkodę. Sześc ampułek znieczulenia, wyrywanie i ból jak przy porodzie, ale dałam radę. Właśnie odszedł mi ból, mam nadzieję, że tak pozostanie for ever. Korzenia nie ma, bólu nie ma jest czad, jadę na shopping, prawda, że widać, że mi lepiej!!!!

czwartek, 8 grudnia 2011

decyzja

podjęta. Wiem, że takie wpisy są tandeciarskie, ale od kiedy to przeczytałam to decyzja została  podjęta i tyle.
Antoniowie lubią życie z szerokim gestem, są cenionymi "duszami towarzystwa". Wielu jest wśród nich uzdolnionych gawędziarzy. Lubią się wyróżniać. Nie należą do tych, którzy nikną w tłumie. Jeżeli rodzice nadają synowi to imię, jest to niemal pewną wróżbą, że w życiu będzie on "kimś". Wielu Antonich ma w sobie coś takiego, jakby pochodzili ze starych, arystokratycznych, dobrych rodzin. Dbają o swoją opinię, nie popełniają gaf ani głupstw, znają się na dobrych obyczajach. Wiedzą, jak wiązać krawat i odróżniają Picassa od Matisse'a. Dbają też o to, by ich synowie wyrośli na porządnych ludzi.

Imię Antoni łączy w sobie wpływy Jowisza i Wenus. Dlatego, chociaż najbardziej jest odpowiednie dla mężczyzn ze znaku Strzelca, to równie dobrze służyć będzie Wagom, Bykom i Lwom. Antoniowie z tych znaków to chłopcy do tańca i do różańca. Odpowiednie też jest dla Raków, Wodników i Bliźniąt. Koziorożce i Panny z tym imieniem mogą się okazać zbyt staroświeccy. Barany, Ryby i Skorpiony pod wpływem tego imienia mogą wyrosnąć na szalonych poszukiwaczy przygód, takich, którym najdziwniejsze pomysły przychodzą do głowy. 

Czyli będzie Antoni.
Ładnie? 

niedziela, 4 grudnia 2011

eureka

wyrodna matka po dwóch latach dowiedziała się jak wygląda żłobek młodej!!znalazłam stronę internetową, więc możecie popodziwiać wspaniały żłobek miejski. Prawda, że sukces!!lepiej późno niż wcale: http://zlobek-zabrze.pl

wtorek, 29 listopada 2011

zbuntowany królik

Pamiętacie królika z Alicji w krainie czarów? Był wczoraj z nami, dziwny, po grzybach chyba jakiś.
Było 2 stopnie. Odbierałam Zuzę ze żłobka, Zuza posikała rajstopy, więc po żłobku biegała w getrach . Przyszła matka chciała ubrać rajstopy na drogę, ale nie dało się. Był bunt, kopanie, płakanie i nawet obietnica basenu spotkała się ze zdecydowaną odmową. To znaczy podjęła decyzję, że nie ubierze rajstop i na basen nie pójdzie ( dla jasności chciała na niego iść od trzech dni). Poddałam się, do auta nie było daleko, no bardzo daleko;-).
Więc 2 stopnie na dworze. Zuza w getrach i po prostu zbuntowany królik na grzybach, jakiś żłobkowych chyba;-)))


czwartek, 24 listopada 2011

dialogi znów

1.Ciocia Megi, Zuza, Kostek są w kuchni.
Megi: O wy dzieci smieci...
Zuza: sama jesteś śmieć!

Tak więc Megi uważaj jak się zwracasz do mojej córki. Bez takich.
2. Zuza wraca ze żłobka, rozbiera buty, nie bardzo jej idzie i mówi: Do jasnej cholery!!!
Mama: Zuziu kto tak brzydko mówi? ( bo mama takich archaizmów nie używa;-))
Zuzia: Pani Wiola w żłobku, jak dzieci są niegrzeczne.

No pani Wiolu nieładnie! Jutro jak pani Wiola powtórzy, Zuza ma zwrócić jej uwagę.Zobaczymy, co będzie dalej.
3. Rano Zuza nie wstała i oznajmiła, że dziś jedzie do przedszkola. Żeby mieć święty spokój, nie wyprowadzałam jej z błędu. W aucie całą drogę Zuza śpiewa: jadę do przedszkola, nannanannana, jadę do przedszkola annnannann. Kiedy dojechałyśmy pod żłobek...to możecie wyobrazić sobie co się działo. Ale słuchanie Zuzy w aucie było bezcenne. Jestem okrutną matką.
4.Zuza dostała nowa łóżko. Takie "dorosłe", jak mama;-)Tata wnosi kartony z łóżkiem do domu.
Zuza: be careful ( czyli uważaj)
Zdziwiliśmy się i jednak bajki po angielsku i inne formy edukacyjne działają;-)
W tym samym łóżku leży Zuza z Amelką ( 4 miesiące).
Zuza do Amelki: leżymy tak sobie jak kobiety!
5. Ciocia Ola przełącza kanały: O patrz Małysze. ( pamiętamy Zuza to fanka numer jeden Małysza)
Zuza: A to nie. To Kowalczyk! (fakt)
Oj nie znasz się ciotko, NASZEGO dziecka nie oszukasz, w szczególności jeżeli chodzi i sporty zimowe i formułę jeden. Więc się podszkol, a nie oszukuj;-)))
6. Mama: Oj, tęsknie za tatą.
Zuza: Mamusiu przecież ja jestem z tobą prawda? ( dokładny cytat, prawda, że miłe, przestałam tęsknić;-))

niby nic

się nie dzieje, wena odeszła. Od czasu do czasu wpada agentka Tosia, a moja obecna córka znika. Jest też krokodyl i mały "wielki" pączek, który czuje do mnie miętę;-) nice





czwartek, 10 listopada 2011

za ciąż-ko

wymioty, nudności, krawienie z dziąseł, ból głowy, huśtawki nastrojów, metaliczny posmak w ustach, niechęć do jedzenia i zapachów jedzenia, częstsze oddawanie moczu--czyzbym o czyms zapomniała? To chyba wszytskie podręcznikowe objawy ciąży, które mnie męczą nieustannie i nic sobie nie robię  z tego, że według książek miały sięskończyć dwa tygodnie temu!!!
Kukurydzo, która siedzisz w moim brzuchu, kimkolwiek jesteś Adasiem ( jak forsuje tata Adam i zuza), Michałem ( jak chce mama ), Zuzią ( co wczoraj wymysliła już moja obecna córka- zuzia i nie da sobie wytłumaczyć, że nie może być dwóch zuzi w jednym mieszkaniu,bo byłaby to klęska mamy) czy Helenką Basią ( jak też chce mama)- prosze cię odpuśc juz matce swojej, bo jej się nawet ubierać nie chce. Nawet kolczyków i chustek
nie chce mi sie dopasowywać, a ci co mnie znają wiedzą, że to już jest dramat!!!Prawdziwy dramat!!!!Nawet na l4 poszłam, co też dla ambitnej pracoholiczki jest nie do pomyślenia i spadek hormonalny jest tak duże, że nawet momentami dobrze mi w domu!Prawda, że strange?
Kukurydzo, daj se siana już!!!!ILU- twoja mama;-)

niedziela, 6 listopada 2011

fakty

1. W oczekiwaniu na gości Zuzia przygotowała im miejsce do spania, ponieważ nie dopuszcza opcji, że mogą spać u niej  w pokoju. Postaramy się jeszcze nad tym popracować, ale na chwilę obecną Ola śpi o tu;

A Amelka tu:
Tutaj miałyśmy przykładowa Amelkę, niestety nie mamy przykładowej cioci Oli.
2. Foch.
A raczej cały proces. Zaczęło się od tego, że Zuza ugryzła  mamę w nogę ( wpływy Króla Lwa, ciągle się jej wydaje, ze jest lwem;-)). Potem dostała klapsa. Pomaszerowała oczywiście z płaczem do swojego pokoju.


To jej nowa umiejętność, udaje ,że jest bardzo smutna i symuluje płacz. Po 5 minutach:
Należy zwrócić uwagę na szczególnie rozstawione palce, które umożliwiają Zuzie ocenienie sytuacji, czy ktoś na nią patrzy, współczuje i tak dalej, i tak dalej.
Po 10 minutach:
 Brak reakcji ze strony mamy powoduje, że rozpacz przenosi się do łóżeczka i udawane cierpienie osiąga kulminację.
Po 15 minutach:

Cierpienie znika. Dziecko powraca do zabawy. Foch przemija. Reakcja zakończona. Morał akcja -reakcja, matko olej, zostaw sama się uspokoi. A ty w  międzyczasie zrób coś pożytecznego, tym razem udało mi się zrobić sałatkę owocową.
3. Jestem  w kuchni nagle słyszę: Mamo zobacz jaka jestem dzielna.

No to biegnę, a tam zuza się rozbiera, w ręce trzyma kredkę.
Zuza: Zobacz jak sobie robię zastrzyk magicznym długopisem.



niedziela, 23 października 2011

stalowa magnolia ;-)

Trzeba mieć od kilku dni do naszej córki. Nie wiem, co w nią wstąpiło i czy to chwilowe, mam taką nadzieję, ale "letko" nie jest. Ja przyznjaę się odpadam, nie wytrzymuje, stosowałabym jawna agresję, bo po dobroci nie działa, nagroda, nie działa, podniesiony ton nie działa. Nic. Młoda dostaje jawnych ataków agresji, rzuca się na nas, kopie, bije, drze się, to jest nie do opanowania.
Nie chcę chodzić spać, dodam, że w dzień też nie śpi. Ogólnie po krótkiej, epizodycznej wręcz erze cudu, w trakcie którego sama przychodziła i mówiła, że chce iść spać nastąpił okres buntu o wszystko i o nic. Tylko dlaczego cud trwał tak krótko?Chyba cuda są przereklamowane, a rzeczywistość jest po prostu czarna i dramatyczna, a ja w chwili obecnej nie mam w sobie ani za grosz nerwów ze stali. Dobrze, że tata jest na miejscu i ją pacyfikuje, bo inaczej to któraś z nas by poległa...w zbroi ze stali;-)

królowa

lwów, czyli feministyczna wersja króla lwa. Nowy fetysz Zuzy. Codziennie około pięciu razy dziennie czytamy Króla lwa, głównie tata czyta, bo tata wymyślił. A po domu szwęda nam się mały Simba.



wtorek, 18 października 2011

plus jeden

przedstawiamy tym razem kukurydzę. Na chwilę obecną ma 3, 7 cm, wszystko ma na swoim miejscu i planuje wyskoczyć w połowie maja;-)
Tak więc staliśmy się z tata posaidaczami Zuzy i kukurydzy narazie niezidentyfikowanej płci. Spekulacje trwają, każdy ma swoje typy;-)

poniedziałek, 17 października 2011

dialogi

1. Zuza ostatnio była u taty w pracy. Po powrocie, mama pyta: I jak tam było? Co tam tata robił? Kto tam był u taty w pracy?
Zuza: Panie.
Mama: Panie?!? A ile ich tam było?
Zuza: Jeden, dwa trzy, cztery, sześć.
Mama: Sześć?
Zuza: one. two, three, four, five, seven, eight.
Mama: Eight?
Zuza: jeden. dwa trzy, cztery, pęić, siedem, dziewięć, dziesięć, jedenaście, dwanaście.
Mama: Dwanaście!!! I co ten tata robił z tymi paniami?
Zuza: Brykał.
(No to pięknie! a tata mówił, że ma dwie praktykantki i że z nimi pracuje;-)))

2. Zuza znalazła na kartce granatową kropką i woła: O patrz co znalazłam- żółty jak trawa.
(kolory nadal nam nie idą, ale za to bez problemu rozpoznajemy wszytskie kształty)

3. Mama: Zuzia co jedzą króliki?
Zuza: Mafefke i sałate.
Babcia: Mar-chew-kę.
Zuza: Mafefke.
Mama: Marchewkę.
(wszyscy się śmieją, bo to takie zabawne ta "mafefka")
Zuza: (zirytowana) SAŁATA!
( Zagięła nas i tyle.)\

4. Babcia: Zuzia prosze to poskładać.
Zuzia: Nie.
Babcia: Zuzia proszę to posprzątać.
Zuza: Bij na bambus!
( dobra nie ma się czym chwalić, bo nieładnie, ale trzeba było widzieć minę babci i uśmiech na twarzy wszystkich, którzy pękali, a musieli udawać, że są skupieni na złym zachowaniu Zuzy)

piątek, 14 października 2011

sprawca

ot i oto całe zamieszanie, czyli nasz magiczny długopis!
PS. w kwestii krzyku bez zmian, troche to potrwa. O zmianie damy znać;-)

środa, 12 października 2011

pierwsze kłucie za płoty

Za nami, dziś w obecności pielęgniarki w trakcie szkolenia wkłuł się tata. Był dzielny. Młoda powiedzmy, że też, przy pomocy  ( znaczy trzymaniu|) mamy i pielęgniarki, jakoś poszło. Mama przetestowała igłę na sobie i to nawet większą- bo Zuza ma piątkę, a mama wkłuła się szóstką. Prawda, że jestem dzielna!!!Narazie do kłucia jest potrzebna druga osoba, ale miejmy nadzieję, że nie zajmie nam całej wieczności kłucie się w obecności tylko mamy, albo tylko taty.

poniedziałek, 10 października 2011

cudów ciąg dalszy

Każdy kto zna młodą wie, że generalnie owoców nie jada. No chyba, że był to pojedynczy epizod bez powtórzenia z arbuzem czy truskawką, raz z poziomką, ale generalnie owoce w postaci surowej sa niejadalne. Bo te słoiczkowe i owszem.
Aż tu nagle w ramach okresu cudów, nastał kolejny. Ni z gruszki, ni z pietruszki Zuza zaczęła jeść, ba nawet pochłaniać jabłka. Potrafi zjeść nawet trzy w ciągu dnia!!
Prawda, że cud?
a morał  z tego taki, że nie ma co zmuszać do niczego.Każdy w swoim czasie dorośnie do tego, do czego jest stworzony!


środa, 5 października 2011

cudeńko

Taki mały cudek nam się wczoraj przydarzył. Mały, ale wart odnotowania. Otóż w końcu po tygodniu gorączki na poziomie 39, 5 gorączka spadła do 38. A nasza młoda powiedziała, że chce kiełbaskę na kolację. Zjadła ową kolację, co też ostatnio się nie przydarzało tak z własnej nieprzymuszonej woli. Potem przyjęła środek przeciwgorączkowy sama otwierając buzię. Po czym powiedziała, że chce iść do łóżeczka. Było dobranoc i koniec. A była godzina dopiero 21.30. Prawda, że cudeńko?
PS. A teraz jest 9.04 i młoda dalej śpi. Normalnie nie przywykłam, aż mnie nosi, żeby ją obudzić;-)

sobota, 1 października 2011

mr maker

dziękuję mojemu najwspanialszemu ojcu mojego dziecka za wspaniale umytą podłogę !!To jest prawdziwe mistrzostwo!!Mistrzu podłogi!!

czwartek, 29 września 2011

praca w czasach zarazy

Trudno jest być matką. I to od momentu, kiedy dowiaduje sie, że ktoś w niej zamieszkał. Wtedy odpowiedzialne są hormony, które wariują. Potem, gdy juz trzeba wstawać w dzień i w nocy, a kręgosłup obciążony po przeogromnym brzuchu. Później pojawiają się ząbki, kupki, zupki. I cały czas łatwo nie jest.
Powrót do pracy to już  w ogóle jest wyzwanie. Bo oprócz tysiąc obowiązków sprzed dziecka pojawiają się nowe- gotowanie, pranie, prasowanie, spacerowanie i.....nie nie nie.
I są żłobki i płacze i inne takie. A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze....zarazek.
Cieszyła się matka, nie powiem. Chwaliła się matka, nie skłamię, że dziecko takie odporne, że cały rok bez żdanej skuchy przechodziło do żłobka i było fantaystycznie. No to sobie pomyślała, ta sama matka,. że teraz to już będzie hop siup, z górki na pzaurki. A tu jest prawdziwa jazda bez trzymanki. Bo po pierwsze dziecko codziennie się drze, że nie chce iść do żłobak, tylko do pracy(!). A po drugie pochodziło dwa dni, zarazek, powrót na pię dni i nzowu zarazek. I co tu robić? Matka w pracy nabrała sobie tysiące nowych obowiązków, a tu trzeba by znów na L4 zapylać. To jest prawdziwy pogrom. Klęska nieurodzaju. Nasz ojciec do tego z tcyh antyfeministycznych i szofinistycznych , i tak będzie publiczna chłosta, bo nie chce z dziekim w domu siedzieć, a przecież mama też ma prawo do kariery i rozwoju- prawda?Wpłyńcie na niego, co by zrzoumiał, że najważniejsze są podziały 50/50. I w związku z tym teraz jego kolej!!! Tak twoja!!!Bo praca w czasach zarazy każdego powinna dotknąć tak samo...

środa, 14 września 2011

logopeda

Tata uczy Zuzę angielskiego:
Tata: Where is SOFA?
Zuza : Zaraz ci pokażę. ( jednocześnie zdjemuje skarpetkę) This is my STOPA.

Ktoś tu ma problem:
A)albo tata z wymową
B)albo Zuza  z uszami
C) mama ma ubaw;-)

wtorek, 13 września 2011

wieje

nudą, brakiem weny i stagnacją. Młoda się jakoś jakby "zatrzymała", nic sensacyjnego znaczy się. no może oprócz tego, że bakteria, wirus czy cokolwiek to jest nie chce nas opuścić i chcąc nie chcąc trzeba będzie jutro przejść się do lekarza i chyba jednak iść na to l4.
Co by tu jeszcze? A dostałyśmy informację, że Zuza dostała przyznany hormon wzrostu, tak więc od października będziemy się kłuć codziennie. Oj będzie się działo;-) Daję młodej rok na przyzwyczajenie! Mama też się trochę boi, tata też, chociaż udaje twardziela.
Proszę Państwa chyba jesień...bo jakoś tak znowu depresyjnie...wieje.

środa, 7 września 2011

jest pytanie

dlaczego? dlaczego moje dziecko o wszystko pyta? dlaczego idziemy na dwór? Bo chcesz na ślizgawkę. A dlaczego na ślizgawkę? Bo lubisz. a dlaczego? Bo jest śmiesznie. a dlaczego jest śmiesznie? A dleczego ciągle pytasz: dlaczego? Każde dlaczego pociąga za soba jak za sznurek kolejne, ewentulanie: a jak? Ale smantycznie na to samo wychodzi.
Dlaczego ten etap juz nastąpił? Dlaczego mnie się kończy cierpliowść?
Po prostu jest pytanie jest impreza.
A i jeszcze byłam dziś zapisac Zuzę na angielski. Oczywiście po drodze było trzy miliony dlaczego. Wchodzimy do sekretariatu.
Mama: Dzień dobry chciałam zapisać Zuzię- córkę- na zajęcia.
Pani: Tak oczywiście.
Młoda: ( do pani) Ale ja nie chcę chodzić na angielski.
Pani konsternacja, nic nie powiedziała bidulka, zrobiła tak zwany "głupi usmiech do złej gry"
Młoda: Mama nie zapisz mnie na angielski.
Mama oczywiście się nie ugięła. Młoda na angielski zapisana.
W domu powiedziała tacie, że ona chce chodzić na piłkę (!), albo na plac zabaw, a nie na angielski.
Ciekawe?

niedziela, 4 września 2011

i już

 po wakacjach i po pracy. Wsytarczyły trzy dni w żłobku, a młoda juz przywlekła jakąś temepraturę. Nie wiadomo skąd i po co, nikt jej tu nie zapraszał. Tym bardziej, że u nas ostatnie podrygi lata, a my musimy cały dzień w domu kisić, bo gorączka skacze sobie, raz w dół, a raz w górę. A najgorsze to jest to, że młoda zyskuje jakiejś dodatkowej energii gorączkowej. I zamiast odpoczywać to biega i skacze i spać nie chce wcale. Mutant.
Są momenty kiedy mutant pada, ale oczywiście w momencie przeniesienia do łóżeczka budzi się i jest przeknany, że wcale nie spał, a juz na pewno spać nie zamierza w najbliższej przyszłości.

Jedna noc już nieprzespana za nami. Mam nadzieję, że dziś czopek zacznie działać i przynajmniej trochę pośpi. A jutro z samego rana biegiem do lekarza,no chyba że nasza gorączka zniknie, oby. Bo mama dopiero do pracy poszła, a tu już trzeba będzie dzwonić i się tłumaczyć. Są wyrzuty, drobne. A poza tym to nudno cały dzień w domu ze skaczącą młodą siedzieć. I już.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Młoda

moje macierzyństwo przechodzi w stan krytyczny. Bo dziecko przerosło matkę i ojca i jeszcze parę innych osób. Ogólnie chodzi o to, że doszliśmy do momentu, gdzie młoda (bo tak ja będziemy teraz już nazywać) weszła w stan manipulowania. To znaczy wcześniej też to robiła, ale albo my bylismy czujniejsi, albo  ona jeszcze nie na tyle sprytna, aby osiągnąc takie mistrzostwa, jakma to miejsce teraz. A jangorszy jest jej uśmiech i to "prszoę cię bardzo, kochana mamusiu", "tak bardzo cię kocham". I ten nasz brak powagi. Bo poprostu się nie da. Wymiękamy, odpadamy.
Przykład. Choćby taki- wiele osób chciałoby mieć zdjęcie z młodą. W tym ja- jej mama, takie na pamiątkę. Czy to coś złego? Ale młoda nie chce mieć zdjęcia  z nikim, ani z mamą, ani z tatą, ani nawet z soba samą. Było prośby, były groźby, były nawet delikatne sugestie cielesne, ale nic to. Młoda nie popuszcza, bo u niej, ni to po mamie,ni to po tacie, nie to nie. Jestem matką młodej bestii. ( Ale mądrzejsi ode mnie mówią, że z tego się wyrasta, oby w miarę szybko).

Dobrze, że przynajmniej jedna z nas chciała mieć zdjęcie z ta dryga, bo inaczej zmarnowały by się zupełnie takie ładne jachty;-)

piątek, 19 sierpnia 2011

dzień 25

Czyli dzieci w kąpieli. Małe i duże i te jeszcze większe (tym ostatnim nikt nie chciał robić dokumentacji;-)). A Opuncja docenia tutaj wannę, kórej tak jej brak w domu. Potrafi się w niej kąpać całymi dniami. Kąp sie dziecko kąp, bo został ci tylko jeden dzień. A miał być ostatni, ale mama się zagapiła i nasz "plane" odlatuje dzień później. No cóż potrzebny mi kubeł zimnej wody, jak już o wodzie mowa;-)

środa, 17 sierpnia 2011

dzień 21,22...

i każdy kolejny. Mijają dość podobnie. Czyli Zuza rules. Plac zabaw i "queen of this castle". Radość Opuncji na widok zjeżdżalni jest mega orzeźwiająca.





czwartek, 11 sierpnia 2011

dzień 18

leje. od samego rana do samego wieczora. niech stracę- dla taty Zuzi;-)
 bo się jakoś tak deszczowo zrobiło...

środa, 10 sierpnia 2011

dzień 16

zoo. Małpy, żyrafy, lwy, foki, konie, kozy i...mnóstwo, mnóstwo dzieci i tyle samo bezradnych rodziców. Wśród krzyków i ryków na widok kolejnej kolorowej karuzeli i następnego, ohydnego, dmuchanego zamku odbywaja się sceny iście z piekła rodem. I tak z miłego, teoretycznie, wyjścia do zoo, robi się dramatyczna walka o przetrwanie, aby wyjść z twarzą, albo niejendokrotnie w ogóle cało. Nie ukrywam też momentami znalazłam się wśród tych rodziców, którzy musieli walczyć o swoja godność i oto, aby się nie poddać i nie ulec kolejnej ślizgawce i zamkowi. Momentami się udawało, choc i tak było nerwowo.