sobota, 25 kwietnia 2015

środa, 22 kwietnia 2015

ten to ma szczęście

kto ma gówno gołębia na sobie dwa razy w ciągu trzech dni!! Pękam z nadmiaru pozytywnych zdarzeń wokół mnie- pozytywny żart. Ale mam nadzieję, że to gołębie łajno spadające właśnie na mnie, wśród tylu różnych ludzi, to tylko i wyłącznie sygnał samych genialnych, cudownych, wspaniałych zmian. Oby, gdyż mój limit "bycia obsraną" już się wyczerpał;-)

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

zakupoholiczka


Pobyt w sklepie z moimi dziećmi to jedna z moich ulubionych firm spędzania wolnego czasu- od zawsze. ZU czuje się tam jak ryba w wodzie: duże przestrzenie, dużo ludzi, głośna muzyka- jej środowisko. A gdy dawanie show w postaci publicznych tańców już ją zmęczy, to kładzie się na mały odpoczynek, gdziekolwiek, byle wygodnie.

wtorek, 7 kwietnia 2015

zwykły stół

niezwykłego męża. Cudownie jest być żoną idealnego architekta. Chcę tylko kupić stół, a mam już gotowe rzuty, zwymiarowania, modele 3d. Tak mnie zmęczyło to szukanie, że w trakcie prezentacji męża owego stołu zasnęłam:-)). A tak na poważnie, nie mieszam się, nie wypowiadam zanadto w tematach, na których się nie znam, mam pełne zaufanie do profesjonalisty. I to jest coś, czego można mi zazdrościć. 

sobota, 4 kwietnia 2015

Przemyśleń

Wam życzę. Że święta nie są od jedzenia, ale od myślenia o nas i innych wokół nas. O czasie, co ucieka i co po nim czeka. W wierze, że święta zrozumiecie życzę Wam głębokich przemyśleń, bo resztę zapewne już macie. Alleluja!

czwartek, 2 kwietnia 2015

co z tą szkołą?

Kiedy nad Polską pojawiło się widmo posyłania sześciolatków do szkół wybuchła ogólnonarodowa panika. Wypowiadali się wszyscy rodzice niemowlaków i osiemnastolatków , babcie, dziadkowie, ciocie, wujkowie, uczniowie, którzy trzy lata siedzą w pierwszej klasie, i w ogóle wszyscy i wszędzie l. Po kraju zaczęły krążyć różna petycje do podpisywania, że to zło, krzywda i katorgi straszne. Nie złożysz podpisu - jesteś wyrodna/y, niewrażliwy na krzywdę wspomnianych sześciolatków. Same sześciolatki nic nie mówiły, bo ich nikt o zdanie nie pytał w myśl zasady: dzieci i ryby głosu nie mają. Dyskusja nieco ostygła, a sprytne społeczeństwo wymyśliło sobie sposób obejścia tego wysyłania i zaczęło masowo odwiedzać poradnie psychologiczno- pedagogiczne przekonując, że ich dziecko jest mniej ogarnięte i rozwinięte niż ustawa przewiduje. Ja do żadnej z tych grup nie należę i moje dziecko, to starsze, do szkoły idzie . Dziecko się cieszy, doczekać nie może i pójść chce bardzo. (Wspominałam już o tej fascynacji wielkim korytarzem)obawy natomiast pojawiły się u mnie. Co więcej zaczęłam rozumieć tych wszystkich przeciwników tego pomysłu. Bo otóż taka szkoła to jest ciężka praca, konieczność dyscypliny, pilnowania i sprawdzania- przez rodziców. I to właśnie rodzica tracą najwiecej. Tracą swój wolny czas- bo nie mozna już cały czas wysyłać dziecka do zabawek, bo trzeba przysiąść i przez pół godziny rysować literkę"a", potem przychodzi "M" i to najgorsze "g" z tymi wszystkimi zawijasami. Do tego cyferki, prace plastyczne, plasteliny, bibuły i jeszcze angielski na deser. A jak nie zrobisz tego, rodzicu drogi, to grozi ci ostracyzm społeczny: bo co sobie pani pomyśli, że leń jesteś i tyle; bo co inne mamy i inni tatusiowie pomyślą, że nie umiesz napisać literki "g" i dziecko swoje olewasz dla swojej wygody. Fuuu. Ponadto dzieci i to nie tylko sześcioletnie, osiemnastoletnie też ( wiem co mowię od dwóch tygodni poszukuję właścicielki skórzanej kurtki, którą zostawiła w sali i nikt się nie przyznaje) są roztargnione i zdarza się im zapomnieć, że prawdopodobnie zimą przyszli do szkoły w kurtce. Któż by pamiętał o takich szczegółach. I tu kolejny zgryz rodziców- bo bankructwo jest bliskie. Licząc te wszystkie zagubione czapki, szaliki, rękawiczki, bluzy, buty, kredki ...jest to powód do odroczenia szkoły, bo kasę wydaną na tony rękawiczki można by wydać na coś innego. O tak! No i wisienki ma torcie. Wywiadówki!!! Kilka popołudni w roku spisanych na straty. W stresowej sytuacji wysluchiwania na temat braku zadań, braku dyscypliny i w ogóle braku wszystkiego. A mozna by było iść do kina, a nie kompromitować się jako nieudolny rodzic. Rachunek jest prosty: dzieci zyskują wiedzę, nowe umiejętności, nowe korytarze do biegania. Rodzice: tracą czas i cierpliwość. Dlatego być może ich głos w tej dyskusji jes taki głośny. 
To jest córka pracująca, która wyglada uroczo i ochoczo. Ale tylko wygląda!! Bo naprawdę to jest ciężka praca nasza, zmuszająca ją do pisania i przekonywania, że nie da się pisać skacząc;-)