wtorek, 16 maja 2017

5 lat

60 miesięcy, 1826 dni doświadczam, że faceci są z Marsa, że genetyczne różnice są widoczne od pierwszego krzyku na porodówce. Od 5 lat jestem mamą małego faceta, który jest wielbicielem cukru, malkontentem wszystkiego wokół,fanem piłki nożnej, małowylewnym przedszkolakiem i fanatykiem liczb. Antku, kiedyś jak już opanujesz też litery oprócz liczb, to przeczytasz sobie, że życzę ci potęgi szczęścia, nieskończoności zdrowia i wielu pierwiastków uśmiechu.

niedziela, 14 maja 2017

spacerniak

i nastała jasność. I wyszło słońce. I wyległy tłumy do parków i na ulice. I rozpoczął się tour po okolicznych parkach, atrakcjach i karuzelach. I rozpoczęło się szukanie inspiracji na weekendy. I zaczęły się kłótnie - to weź ty coś wymyśl. I skróciła się lista tych, którzy chcieliby " odpoczywać" w naszym towarzystwie. I przydałaby się dodatkowa para rąk i oczu, żeby nadążyć za wszystkim. I chętnie nabylabym taką smycz przedłużaną z możliwością zapinania dzieci. I nie pogardziłabym zamkniętymi na kłódkę, ogrodzonymi placami we wszystkich parkach, żeby ma prywatna szarańcza nie znikała z pola widzenia. I cieszyłabym się dodatkowymi pasami dla posiadaczy hulajnóg, żebym nie musiała co chwilę wzdychać, zastygać i słuchać fochów tych dorosłych na rowerach, że "jezu, co to dziecko robi"! I chciałabym, żeby nie wszyscy chcieli spędzać słoneczne dni w parkach.I na szczęście są zdjęcia, na których wszystko wygląda tak słonecznie, spokojnie i uroczo, że aż się chce wracać na te wiosenne spacery;-)

poniedziałek, 8 maja 2017

czas dla siebie

21.30- powiedzmy zaczyna się  czas dla siebie matki trójki, choć śmiem twierdzić, że przy innych ilościach w tej kwestii jest akurat podobnie. W tym czasie kobiety powinny, tak przynajmniej mówią w telewizji śniadaniowej, piszą w gazetach dla super kobiet i the best matek, zrelaksować się zażywając kąpieli w olejkach eterycznych, potem powinny natrzeć się naturalnymi masłami z algami i innymi glonami, następnie jest czas na dopieszczanie paznokci, nakładanie maseczek no i koniecznie masaż. Po tej " toalecie" tryskający uczuciem mąż robi herbatę, podaje książkę, kocyk i oddajesz się intelektualnej uczcie. Tylko tak ciężko to wszystko zrobić w 10 minut! Bo każda zdrowa matka po 10 minutach " czasu dla siebie" leży jak zabita i chrapie i żadne algi jej nie przekonają. Tak więc padam, bez masła, bez kocyka i z paznokciami saute;-)

piątek, 5 maja 2017

matka pragmatyczna

po trzech miesiącach bycią mamą trójki jedyne spostrzeżenie, jakie mnie nachodzi w każdej, czyli prawie żadnej, wolnej chwili to pragmatyzm. Łapię się na tym, że każdy swój ruch, każdy krok wyprzedza o dwie myśli do przodu. Bo idąc do kuchni mogę zgarnąć kubek, wrzucić pranie do kosza i przy okazji zetrzeć kurz na szafce w przedpokoju. Nie ma zmarnowanych kroków, nieprzemyślanych ruchów, bezsensownych czynności. Mam takie wrażenie, że każda minuta jest zaplanowana i wykorzystana do maksimum.A kiedy pozwalam sobie na chwilę zapomnienia, tak zdarza mi się takie szaleństwo(!), gdy 20 minutowe drzemki dziecka H.nie są wykorzystywane na obieranie ziemniaków, wieszanie prania czy mycie podłogi, to wtedy rodzina jest bez jedzenia i żywimy się pizzą. Myślę nawet, że w tej pizzerii powinniśmy dostać kartę stałego klienta.
Wychodzenie na spacer z folią przeciwdeszczową, dodatkowym kocem, czasami jestem aż tak idealna, że mam nawet dodatkowe body na wypadek kupy ( no dobra, ale to jest rzadko), obowiązkowo dzieci Z. i A. chodzą w kurtkach przeciwdeszczowych, bo w naszym zmiennym klimacie deszcz jest codziennie i znienacka. A ja- torebka? co to jest? do wózka kupiłam sobie plecak, żeby mieć wolne ręce i żeby mi nic niepotrzebnie nie zwisało. Kurtka?- oczywiście zawsze przeciwdeszczowa, bo wiadomo! Buty?- koniecznie trampki, żeby było wygodnie, szybko i nieprzemakalnie. Ubranie- koniecznie bluzka, którą łatwo podnieść do góry- mleczarnia hula na pełnych obrotach. Naszyjniki?- tylko obroża przy szyi- nota bene robi furorę, jakąś część siebie musiałam zachować. No i kolczyki- tu z długich nie zrezygnowałam, co to to nie, przy dwójce dałam radę to i teraz się nie poddam. I tak jest mi z tym źle, ale wiem, że poprzednio też tak było i wiem (już), że z tego się wyrasta. I na to dorastanie akurat czekam....bo pragmatyzm mnie dusi!!!

poniedziałek, 1 maja 2017

po raz pierwszy

z dzieckiem nr 3 wyruszyłam na podróż ( zewnętrzną) w chuście . Był to rownież pierwszy wycieczkowy wypad w nowym, większym składzie. I muszę przyznać, że pomimo obaw, że będzie głośno, nerwowo i że po pół godziny będziemy wszyscy marzyć tylko i wyłącznie o tym, żeby ta " cudowna" wycieczka się skończyła, pozytywnie się zdziwiłam. Bo było dość spokojnie, przynajmniej jak na piątkę dzieci, wcale nie nerwowo i nie głośno. Oczywiście nie obeszło się bez focha Zu, ale na szczęście jej fochy szybko się pojawiają i dość szybko znikają, dlatego i tym razem kryzys został opanowany, a marudzenie starszej córki nie zepsuło całokształtu pozytywnego wrażenia. Stanowczość ojca, podróżniczy gen najmłodszej córki, dowcip "ojca chrzestnego" i opiekuńczość matek tym razem uczyniły udany wypad w chordach  " współczesnych rycerzy".