czwartek, 30 marca 2017

nowa błyskotka

widać? Pierwsze spostrzeżenie córki- ale słowo mama da się powiedzieć normalnie!! Tak, droga córko, bo to jest magiczne słowo, żeby przypadkiem rzeczona " mama" przypadkiem nie mogła odpocząć;-)

piątek, 24 marca 2017

za- raz- a!

kiedy podjęłam tę męską decyzję, niepochopną, ale nie wiem czy roztropną, to wierzyłam, ba! byłam pewna, że tym razem wszystko będzie ok i na pewno nie będę się tułać po szpitalnych ziemiach, leżakach i krzesłach. Los jednak lubi mnie sprawdzać ze wszystkich stron i nie omieszkał wysłać mnie na supernowoczesną rozkładaną leżankę w szpitalu w rodzinnym mieście. Szpitalu, który z poprzednimi kurczakami omijałam szerokim łukiem, pamiętając o swoich traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Wylądowałam tu jednak z powrotem po 28 latach tym razem w roli supportu dla najmłodszego pisklaka. Dopadł ją jakiś zarazek na tyle poważny, że bez wenflonu się nie obeszło. Na szczęście młoda dochodzi do siebie, a mój kręgosłup powoli dostosowuje się do spania na desce. Szukając pozytywów to mam niedaleko do domu, więc nie muszę korzystać z urokliwego prysznica. A poza tym zastanawiam się nad wydaniem rankingu oddziałów dziecięcych w województwie, bo mam już jakieś tam doświadczenie. I poza drobnymi niedogodnościami muszę przyznać, że jak dla mnie personel jest naprawdę ok . No chyba, że nie jestem zbyt wymagająca?;-) 
A to Halszka pokonująca zarazek. Prawda, że nieźle jej idzie? 

niedziela, 12 marca 2017

0:1

jest 20.00, a ja czuję jakby była co najmniej północ, oczy nie mają siły już patrzeć na nic, a mózg paruje, a w jego oparach nie ma nic. Bluzka jest już porzygana ze wszystkich stron, bo do południa to jeszcze trzymam fason jako tako i przykładam uwielbiane pieluchy tetrowe, ale z biegiem dnia i ciągłym jej poszukiwaniu i niespodziewanym ulewaniu, porzucam swoją "przyjaciółkę". Do tego jeszcze żołądek przyrasta do kręgosłupa i mogłabym pić wodę wiadrami, a tu dziecko h. płacze, dziecko z. niby gra na keybordzie, tańczy i śpiewa jednocześnie, a dziecko a. standardowe jęczy, że jest głodne, i bynajmniej nie na to, co ja proponuję. A no i zapomniałam o najważniejszym, pociechą dla dziecka h. jest mleczarnia, do której mogłaby być przyklejona 20 godzin na dobę, czasami. Więc ze łzami w oczach jak wywłoka z dna morza, przytwierdzona do kanapy rozkoszuję się wolnością matki. No i te komplementy, z lewa i prawa, jak już zbiorę się na tyle, żeby jednak się ubrać i wyjsć z domu, to wszyscy , no prawie wszyscy, witają mnie uroczym - oj, chyba pani zmęczona. A gdzież tam? Kwitnę, promienieję, przekwitam - tylko dziwi mnie dlaczego wy tego nie widzicie? Walczę dalej, ale wczoraj dzieci mnie pokonały- niech się cieszą chwilową wygraną!