niedziela, 31 lipca 2011

opiekunka

o tym, że Opuncja ma bardzo duży instynkt macierzyński mówiłam juz nieraz. Teraz udowadnia to usilnie opiekując się Amelką.Tradycyjnie naśladuje dorosłych, czyli przeglądmy się jak w krzywym zwierciadle;-)

sobota, 30 lipca 2011

dzień 6

ruch, transport, muzeum, zuzia, mama zuzi=prawie katastrofa (prawie,bo zawsze mogłoby być gorzej)
przedstawię tylko klęskę mamy, a włąsciwie walkę z córką i straszenie jej smyczą, a pytanie brzmi: za którym razem w końcu ubrać ową smycz i nie dawać ostatniej szansy;-)
PS. Cyt. za Zuzą (Kiedy zobaczyła smycz- szelki przewioszoną przez moje ramię) : Mamo natychmiast zdejmuj to. To nie jest torebka ani aparat. To są szelki Szczepana;-)

piątek, 29 lipca 2011

dzień 5

będzie mało tekstu, a dużo dokumentacji fotograficznej. Bo generalnie słońce świeci. Dziewczyny szaleją, bo młodsza (czyt. amelia lub kuzynka) zastanawia się non stop czy jeść czy nie jeść, ssać czy nie ssać. Natomiast młoda (czyt. zuza lub kuzynka) biega tu i tam. Moment koncentracji ciągle wynosi około 10 sekund, więc mamie już nogi wchodzą tam, gdzie w czasie wakacji nie powinny, ale przynajmniej świeci słońce;-)





piątek, 22 lipca 2011

etap 1

czyli koniec marszu do braku swojego pokoju. Rozstanie z pracownia i książkami mama przeżyła dość boleśnie. Musiałam to powiedzieć w ramach terapii, żeby było mi lżej...
Ale czego sie nie zrobi dla swojej córki- zwłaszcza.


czwartek, 21 lipca 2011

wytrzymałość

mierzy sie w minutach, które mama znosi, gdy dziecko nieustannie krzyczy w łóżeczku, bo wydaje mu się, że wcale nie chce spać. A przecież matki zawsze wszystko wiedza lepiej,a  nawet najlepiej, stąd kiedy mówię, że dziecko musi spać to to jest fakt i koniec kropka (oh znowu ten nieszczęsny koniec się pojawił).
Tym razem było pół godziny. Trzydzieści długich minut. Zdążyłam umyć garnki, ogarnąć zabawki i odprawić się online, a dziecko krzyczało, ryczało, wołało, rzucało poduszkami, miśkami, butelką z mleczkiem, którą najpierw sobie zażyczyło. Wszystko oczywiście za zamkniętymi drzwiami.  Tak matka jest okrutna i jeżeli dobroć nie skutkuje, a zazwyczaj w przypadku mojego dziecka nie działa, to zamykam drzwi za sobą, a dziecko wtedy samo musi przełknąć, zrozumieć co i jak, i wytrzymać, bo ktoś odpaść musi. Tym razem odpadło dziecko, bo śpi. Zagramy znowu w naszą wytrzymałościową grę około 22, jak trzeba będzie iść spać;-)

poniedziałek, 18 lipca 2011

intryga

się zaciekwali wszyscy końcem. Zastanawia mnie to,  że prawie wszyscy poszli  wtym kierunku, że musiało się cos stać i węszą aferę. a może to był po prostu koniec dnia, koniec cięzkiej pracy, koniec ketchupu, koniec coli...i koniec końców duzo ta wasza podejrzliwośc mówi o mnie. znacie mnie jak własną kieszeń. Koniec i kropka był akurat czyms negatywnym w tamtym momencie, ale rzeczywiście nikt nie podszedł do tego z dozą optymizmu, a szkoda. Dobra teraz tez musi nastapic koniec, bo dziecko mnie szarpie i mówi, że teraz ono idzie liczyć.

wtorek, 12 lipca 2011

przepierka

czyli wróciłyśmy na tradycyjne wakacyjne pranie do domu. W międzyczasie porodziło się kolejne dziecko w rodzinie. Czas rozrodu. witamy Amelię M.. Kawał kobity z niej, chyba rzeczywiście po dziadku.
A my zdajemy krótką relację z naszego tradycjnego pobytu w tym samym miejscu. Dwa lata temu o tej porze też tam byłyśmy. Można porównać, a tylko inne oosby towarzyszące były;-))



czwartek, 7 lipca 2011

O wakacjach

Wyjeżdżają ludzie na te swoje upragnione wczasy do tych uroczych, zacisznych, turystycznych miejscwości. Przyjeżdżają napakowanymi samochodami, no bo przecież niczego nie można zapomnieć. Męczą się w korkach, robotach drogowych i innych upałach, choć to ostatnie to  rzadkośc w naszym umiarkowanym kilmacie, ale nie daj boże ktoś akurat trafi, to jego też może trafić, ale szlak. Do rzeczy. Dojadą już w końcu ci wszyscy wczasowicze do tych swoich zarezerwowanych "agroturystycznych", "niby wiejskich" pokoi, a tu ....w pokoju telewizor, prysznic i toaleta- to już jest standard, żeby czuć się jak w domu. Na obiady pizza, spaghetti, kebab, gyros czy zupa krem z borowików z groszkiem ptysiowym z plamką śmietany. Na ulicah tłumy, bo wszyscy przecież chcą przyjechać do tej znanej " zacisznej, uroczej miejscowści", o której wiedzą wszyscy i dobrze jest się tu pokazać, bo znajomi w pracy zzielenieją z zazdrości, bo wiedzą, że wczasy w tej "zacisznej wiosce" są po prostu drogie, czyli, że nas stać! Więc tłok już mamy, znajdzie się też bankomat na rogu, bo przecież kasę skądś trzeba brać. Są przynajmniej trzy aquaparki z wodą termalną, tor kartingowy, tor rolkowy, dyskoteka, kino, dwa tysiące restauracji, a każda w stylu wiejsko-miejskim, bo niby swojskie drewninane ozdoby i góralskie pasy, ale z drugiej strony luksusowy ekspres do kawy, żeby biedny turysta mógł się czuć jak u siebie i mógł się napić latte, machciato czy inne ciapato. Co by tu jeszcze? Szkoda tylko, że nie ma ruchomych chodników i że górki są,  a no i można by na to Morskie Oko samochodem podjechać. Bez przesady w jakich czasach my żyjemy!!
I na początku sobie myślałam, boże a czemu ja znowu muszę w tej swojej chatce cygańskiej rezydować, bez tch wszystkich wygód, w tym błocie, bez bieżącej wody, a gospodarze te krowy i kury hoduja, jako nieliczni już we wsi. I chodzą, te kury oczywiście i srają mi pod drzwiami. Ale wczoraj jak tak na chwilę przestałao sobie padać i refleksyjne z córką swoją poszłam po tej uroczej cichej wsi na spacer to pomyślałam sobie, że się cieszę, że jestem nadal w takim samym miejscu jak 25 lat temu, no może 20 bo tv mamy z anteną na zewnątrz i nie trzeba biegać po pokoju , żeby złapać sygnał. Bo przyjeżdżając na wakacje naprawdę mam inaczej niż w domu, i dopoczywam od tego wszystkiego, co mnie tak przytłacza na codzień. I może i błocko jest już na wszystkich moich spodniach, ale jako jedyna w całej tej "zacisznej wsi" mogę powiedzieć, że to naprawdę agroturystyka i że naprawdę człowiek ma fajnie i ma co opowidać i wspominać i czym się cieszyć i robić co innego niż codziennie. Szkoda tylko, że wszystko wokół zamieniło się na "megawiochę" w miejskim wydaniu.

poniedziałek, 4 lipca 2011

ran-king

Tak mnie coś naszło, że stworzę top 3 niezbędnych z mojego punktu widzenia rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie bycia mamą. Nie wiem właściwie po co komu, na co ten ranking, ale tak mnie naszło, więc niech będzie. A że dzieci rodzi się coraz więcej to może komuś się przyda, a ciekawa też jestem, bez jakich rzeczy wy nie wyobrażacie sobie siebie jako mam.
Ad rem.
1. łóżeczko turystyczne- dla mnie wybawienie,bo moje dziecko śpi tylko i wyłącznie w łóżeczku, i nawet kiedy chiałabym się do niej poprzytulać i przespać całą noc to jej potrzeba izoalcji i poczucia swojej swobody jest tak duża, że bez łożeczka spać się nie da. wdzięczna jestem temu, kto je wymyslił,bo dzięki temu mogę rownież ograniczyć w jakis sposób przynajmniej ekwelibrystykę mojej córki.
2. Chusta- bez tego nie wyobrażam sobie niczego. Bo dzięki niej mogłam do pewnego momentu spokojnie robić zakupy mając wolne aż dwie ręce, pracować przy kompie, tańczyć, gotwać i w ogóle chusta jest the best.
3. elektryczna niania- bo można było spokojnie pojechac na grilla,a dziecko wynoszone w chuście, spało w swoim łózeczku turystycznym w domu, a rodzice mieli wszytsko pod kontrolą.
Jest jeszcze rzecz, która by się przydała i pewnie wtedy miałaby swoje pierwsze miejsce w ran-kingu. Co? Trzecia ręka- niezastąpiona, nieoceniona, po prostu potrzebna. Wszytskie mamy świata czekają na wynalazcę,opatentowanie i szybki marketing w ładnym opakowaniu;-)