czwartek, 30 czerwca 2016

dzwonek

ostatni,  w tym roku, zadzwonił tydzień temu. Nasze opóźnienie z relacją jest dość uzasadnione, ale czas nadrobić kronikarskie zaległości, a tym samym wrócić do czasu "żywych". Pierwszy rok szkoły Zu, zresztą zgodnie z moimi przewidywaniami, przebiegł bez zbędnych komplikacji czy niespodzianek.Zuza w swojej szkole dała się poznać z "jak najlepszej strony", z takiej jaką znamy ją w domu. Nic się nie zmieniło. Czyli generalnie najważniejsze, aby była dobra zabawa, zadaje się z tym z kim chce,innymi mało co się przejmuje, inwestuje w swoje "liczne talenty", więc gdy ma ochotę śpiewa, gdy najdzie ją natchnienie tańczy i mało ją obchodzi, że akurat jest lekcja, czy na korytarzu są setki dzieci. Intelektualnie bez problemów  i widać , że idzie w stronę "matczyną" i tworzy duże ilości książek, opowiadań z niemiłosiernymi błędami ortograficznymi, ale będziemy nad tym pracować. "Jest dziewczynką ambitną" i trudno się z  tym nie zgodzić, skoro sama postanowiła "grać na wielu bębenkach". Optymizmem napawa nas też to, że "ma jeszcze problemy z przestrzeganiem zasad, ale radzi sobie coraz lepiej". Może więc w kolejnym roku zgubimy mniej swetrów, piór, książek i będziemy w końcu wiedzieć co było do zrobienia w domu. Bo matka ciężko znosi uwagi za brak zadania, o którym nie wiedziała;-) A no i córka swoją sławą zdobyła nawet dyplom dla rodziców, za co serdecznie jej dziękujemy. Mogliśmy wyjść na środek, uścisnąć dłoń i poczuć ten delikatny wstyd " o nie, to my na środku, i wszyscy na nas patrzą".
O ostatnim dniu syna będzie mniej. Bo u niego to tylko awans z krasnoludka na tygrysa. A i on nas nie rozczarował. Podobnie jak w domu- marudzi, zawsze znajdzie jakiś problem, ale w przeciwieństwie  do córki jest bardzo zdyscyplinowany i wykonuje każde polecenie- w przedszkolu dodam.
Celebrując wspólnie spędzany czas, o czym będzie w kolejnych dniach, z utęsknieniem , jako matka, czekam na pierwszy dzwonek;-)

środa, 15 czerwca 2016

mother-in-law

podobno syn szuka żony na wzór swojej matki. Jakoś tam podobnej. Moja teściowa była trochę do mnie podobna- płaczliwa, trochę nieporadna, chyba chcąca wszystkim dogodzić, co jak wiadomo często jest niemożliwe. Ale była też różna. Mi brakuje jej luzu, braku przymusu gotowania, sprzątania- bo tak wypada. Dla niej ważniejsze były chyba momenty niż planowanie. Tego jej zazdrościłam, może kiedyś się tego nauczę. Szkoda, że już nie od niej... Takie czasy, ż następują same pożegnania. Bawcie się dobrze- Wy wiecie o kim mowię- pozdrówcie się nawzajem i zaglądajcie na nas czasem...