czwartek, 22 stycznia 2015

zbuntowana mysz

w bólach, płaczach i histerycznych spazmach w końcu myszka została "miki". Łatwo nie było, chęci nie było, woli nie było, nic nie było, oprócz 4 innych "miki" i 3"minnie" w żłobku. 

środa, 21 stycznia 2015

miało być

tutaj zdjęcie cheerleaderki udającej się na bal przebierańców. Miało być, ale nie ma, bo cheerleaderka chwilowo zaniemogła i niestety udział w balu musiał zostać odwołany. Rozpaczy było wiele. I wiesz co ZU??muszę się przyznać, że to było kłamstwo- wcale nie było awarii ogrzewania w przedszkolu o bal nie został odwołany. Tylko musieliśmy ci jakoś ulżyć w rozpaczaniu, że ominął cię bal.                                                           

niedziela, 18 stycznia 2015

imprezowy sezon

wokół słyszałam o "urodzinkach" dla dzieci to tu to tam. A moje dziecko Zu nigdzie nie było zapraszane. Nie żebym jakoś bardzo rozpaczała, ale nie ukrywam, że przez myśl mi przebiegło- czemuż to moja córka najwspanialsza żadne "party" nie jest zapraszana? Widząc jej dzikość w stosunku do innych dzieci, miałam pewne podejrzenia, czemu tak się może dziać, ale z drugiej strony myślałam sobie, no cóż w tym złego, że jest dynamiczna;-)
Cierpliwi zostaną wynagrodzeni- i tak dostałyśmy swoją szansę, a Zuza swoje zaproszenie na imprezę urodzinową. I to nie do byle kogo, ale do obecnej, to znaczy tegorocznej, miłości przedszkolnej. ( Bo o tym, że Zu jest kochliwa to już pisałam, teraz jeszcze wyszło, że jest dość nie stała w uczuciach, i w tym roku jej potencjalnym mężem jest już ktoś inny niż  w zeszłym sezonie, aczkolwiek stary kandydat nadal ma  pewne względy). Urodziny kolegi odbywały się na kulkach- czyli w sali zabaw- i była to trzygodzinna dzicz dzieci, z której wyszły mokre jak szczury po przebiegnięciu na karuzeli miliarda okrążeń. A co najdziwniejsze Zuza jako jedna z nielicznych nie okazywała zmęczenia, ale dalszą chęć biegania i siłą, ciągnąc za fraki, standard w naszym przypadku, musiałam ją wyszarpywać a kulkowego basenu.
Ale ja nie o tym. Lubię przypatrywać się Zuzie z ukrycia w kontakcie i zestawieniu z innymi dziećmi, bo ciągle jest coś takiego, że Zu jednak się wyróżnia, czy tego chcemy czy nie, częściej chyba nie chcemy, a jednak...
Cała impreza zaczęła się od degustacji tortu. Urodzinowy kolega siedział na złotym tronie. Po jednym boku zasiadła Zuza, po drugim jakaś inna dziewczynka,większa i starsza. Dziewczynka cały czas podchodziła do solenizanta i go głaskała, podawała talerzyk, kubeczek, chwytała za rękę. Zuza spuściła głowę i podparła ją na rękach. Udawała, że płacze i jest bardzo smutna. Przypatrywałam się wszystkiemu z daleka. Widzę, że tata solenizanta uspokaja Zu i ją pociesza. Więc jej daję porozumiewawcze znaki, żeby podeszła i wyjaśniła o co chodzi. Podchodzi. Pytam: Co jest? Zu: Bo ja jestem zazdrosna o ta dziewczyną, że ona tak przytula się do Piotrusia i tak go głaszcze. Czy możemy się kolegować? Szczęka mi opadłą. No jesus , że to już taki problem, że to taka poważna sprawa. Więc mówię, no pewnie możecie się kolegować, podejdź do koleżanki i zapytaj ją o to. Zuza poszła i zaproponowała koleżeństwo konkurentce. Ta po chwili zastanowienie zgodziła się. Po dwóch minutach, olewając dalszą część degustacji i odpakowywania prezentów, nowe koleżanki wybiegły z sali, aby wspólnie w najlepszej już przyjaźni biegać po "kulkach". Po chwili przychodzi mama Piotrusia- solenizanta- i mówi, że Piotruś płacze i nie chce jej powiedzieć dlaczego. Wysłała dwóch kolegów na przeszpiegi. Po chwili przychodzi jeden i mówi: Proszę pani, Piotruś płacze, bo go dziewczyna rzuciła!!!Miałyśmy tylko jedno pytanie : która, a prawdziwy dramat jak dwie naraz, które nawiązały nową znajomość ze sobą nawzajem!!
Potem była jeszcze jedna sytuacja, w której moja Zu błysnłęa. Czas pożegnania, pani animatorka mówi, no musicie już iśc do domu, bo pewnie zgłodnleiście, a w domu czeka kolacja. Po czym jedno dziecko mówi: no może zjemy panią. Pozostałe szesnaście dzieci w śmiech. A jedno dziecko o wdzięcznym imieniu Zu: rzuca się na panią z zębami i zaczyna ją jeść. Siłą ją odciągałam, a próbę podejmowała dwukrotnie.
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś nas zaprosi. Bo przed nami tydzień pełen karnawałowych wyzwań, bale z przedszkolu, żłobku...dzieci się bawią a rodzice szykują tylko stroje i rozwożą dzieci po imprezkach sami z wytęsknieniem oczekując jakiegoś party dla starszych i niekoniecznie w stroju myszki mickey czy cheerledarki, bo takie są plany na ten sezon. Więc zostańcie z nami....

niedziela, 4 stycznia 2015

kamil stok

Zima to pora roku, która matkom nie sprzyja. Wspominałam już o tym niejednokrotnie, bo to ubieranie, to odśnieżanie, to ciągniecie sanek po chodniku. Ale jeżeli owa matka jest narciarką profesjonalną (no dobra, pół zawodową) to już w ogóle jest koniec zimowego świata. I nie ma się, co oszukiwać, że się da i w ogóle bo jak się nie ma na podorędziu jakiejś ciężarnej, co akurat jeździć nie może tudzież babki albo ciotki to można zapomnieć o jakimkolwiek jeżdżeniu przez kolejne 6 lat do momentu, gdy dziecko tudzież dzieci będą na tyle dobrze śmigać, że nadążą za matką lub ojcem. Choć i tu o Kasprowym raczej zapominamy. To była kolejna próba przekazania narciarskiej pałeczki Zuzie i wyjeżdżenia się w obecności  Antka. Zuza po pierwszym zniechęceniu wykazała nawet w miarę duże zainteresowanie, a i talent nawet jakiś umiarkowany, wiec jest nadzieja, że za rok ogarnie śnieg na potrzeby współtowarzyszenia. Natomiast Antek też ogarnął dwie i pół godziny czekania na siostrę w warunkach mało sprzyjających zamieci śnieżnych i jęczeć zaczął dopiero po rzeczonym czasie, co jest po części usprawiedliwione. Bo ileż można siedzieć na saneczkach, jak śnieg ci wieje prosto w oczy. My z ojcem jednak doszliśmy do wniosku, że to się nie da , bo palce nam zamarzły, zrobiliśmy na szybciora po 5 zjazdów w osobności, bo ktoś musiał pilnować stada. A do tego siku 5 i 2 letniego dziecka (póki co) ubranego w kombinezon, trzy swetry, rękawice, kominiarki i inne ocieplacze w zamieci na środku stoku to jest wyzwanie i niech nikt nie gada, że tak nie jest. I pomimo tego, że na fotkach z face wszystkie szczęśliwe rodziny piszą jak to pięknie jest na nartach z dziećmi to ja mówię, może i na zdjęciach jest, ale w realu to jest hardcore nie dla profesjonalistów "stochów" , a dla mało jeżdżących "stoków". Ale fotki są słodkie:-) nieprawdaż??

czwartek, 1 stycznia 2015