sobota, 27 grudnia 2014

saga poświąteczna


Święta u Carringtonów przebiegły bez większych zakłóceń . Na początku było elegancko, potem raczej ...po polsku;-) głośna było za sprawą małych niesubordynowanych carringtoniatek, ale pewien zaprzyjaźniony lekarz psychiatra powiedział mi, że raczej powinnam się cieszyć, bo to znaczy, że dzieci nie są autystyczne. A że padło to z ust lekarza to brzmi jakoś tak poważnie. Początek 
I koniec ;-) 

wtorek, 16 grudnia 2014

siata


zapowiadana wcześniej "siata" Antka, z którą podróżuje do wszystkich miejsc do jakich się udaje, wkładając do niej rożne skarby. Ważne, aby "siata" była plastikowa i najlepiej duża. To "siata" na dziś:-)



piątek, 12 grudnia 2014

rzecz o sztuce




Ryza papieru na tydzień, ołówek ewentualnie swiecówki. I setki historii i detali, na których się koncentruje. Umysł otwarty i inspirowany głównie bajkami, książkami lub rzeczywistością wokół. Przedstawiam twórczość dziecka Z. Niebywale artystki, a z jej kreski jesteśmy niezmiernie dumni, więc czekam na opinie. Zu też, bo codziennie rano daje mi jedną własnoręcznie wykonaną" kolorowankę" i prosi, abym pokazała koleżankom w pracy i przekazała jej recenzje. 

środa, 10 grudnia 2014

zrównoważone macierzyństwo

W przyrodzie musi być zachowana równowaga. Bilans strat i zysków musi wychodzić na zero. Ilośc zjedzonych robali musi odpowiadać tym nowonarodzonym. Dni deszczowe muszą się zbilansować z dniami słonecznymi według nikomu nieznanego planu. A że macierzyństwo to zew natury- i jeżeli jest ktoś, kto jeszcze w to wątpi- to ja naprawdę nie wiem na jakiej planecie on żyje- więc w owym stanie matkowania równowaga wydaje się być kluczem do wszystkich drzwi i zakamarków rożnych wrzasków. Jeżeli jest się w posiadaniu więcej niż jednej sztuki to tym dobitniej wiadomo o czym mowię. Przy jednej bowiem sztuce owa równowaga może nie rzucać się tak ostentacyjnie w oczy, ale na pewno jest zachowana. Wracamy jednak do sztuk dwóch. Jednego dnia walczysz od godziny 6.40 do 7.30 o to, że ta bluzka ( z długim rękawem) jest tak samo fajna jak tamta ( z krótkim rękawem) i jest -6  stopni i na pewno jest to lepszy wybór. Używasz wszystkich argumentów łącznie z wystawieniem dziecka na korytarz w swetrze. I nic zupełnie nic nie działa. Po godzinie i zimnym korytarzu przychodzi chwila ukojenia, ale niedługa bo już o 7.59 jest kolejny problem- ze w przedszkolu rozbiorę się do podkoszulka. A to dopiero poranek- do wieczora problemy pojawiają się średnio co pół godziny od czekoladki, przez bajkę, a na papierze kolorowym kończąc . Kolejny dzień kolejna szansa. Budzisz dziecko Z. Przygotowując już kompromisowy strój- krótki rękaw na długi. Jest dobrze- problemiki małe- że trzy razy trzeba wrzasnąć- chodź uczesać włosy- tłumaczyć, ze dziś jest dopiero środa i zabawka za dwa dni, ale to są błahostki. Może być pięknie, ale nie jest. Bo dla zarzeczonej równowagi problemy ma dziecko A. Że chce mleczko, więc się drze, że nie wypije mleczka, też się drze, że do przedszkola weźmie trzy motory, samolotu traktor. Tłumaczysz, że to za dużo, że nie ma jak nieść, no to się drze, że chce siatkę. Potem chce soczek, czekoladkę, pączka, zdjąć kurtkę na dworze i umyć ręce już natychmiast, bo się potknął . I nie ma zmiłuj, nie ma zlituj. Bo macierzyństwo to jest stała rownowaga pomiędzy stanem umyslow twoich dzieci. Nie ma chwili na oddech- zrównoważony rozwój. Nikt tu sie nie troszczy, żeby matki nie wyprowadzić z równowagi, bo kogo to tak naprawdę obchodzi;-)

niedziela, 7 grudnia 2014

starsi o Mikołaja

przyszedł przez komin, narobił hałasu i zniknął. Jak zwykle wrażenie było. ZU bez strachu wyznała miłość w celu szybkiego przechwycenia prezentów. Kosti ze strachem w oczach, ale odważniej niż rok wcześniej wyrecytował piosenkę. Antek raczej uciekał, ale zdobył  się na tyle, aby odebrać prezent. To chyba znak, że można po mału zaczynać, choć narazie bez większej ekscytacji.

sobota, 29 listopada 2014

środa, 26 listopada 2014

zagadka

zapomniałam dodać  ,że dla osoby która odgadnie, gdzie się wybieram ufundowalam atrakcyjną nagrodę. Podpowiedź jest taka : miasto na wschodzie o dużym już chłodzie, zaprzyjaźnione niegdyś z krajem naszym było, ale potem się wszystko skończyło !!   C'monn

gdy

Się  głowie gotuje // to matka wariuje// wszystko wiruje // decyzja się kluje// pomoc taty niezbędna // słuszna decyzja podjęta // wszystko w swoim czasie                                         

piątek, 14 listopada 2014

najlepiej na zdjęciu

tak mówi stare powiedzenie, w którym jest źdźbło prawdy. Aczkolwiek trzeba przyznać, że im dzieci starsze tym im czas zabawy dłuższy. Oczywiście do ideału jeszcze daleko, ale postęp jest, a to cieszy. Nieuniknione były drobne potyczki o zabawki, cierpiała zwłaszcza zuza, bo jako ta najstarsza musiała oczywiście " mądrze ustąpić". Antek przypadł do gustu Amelce i vice versa i tak zaliczylismy nawet zabawę w matkę i ojca i chore dziecko . Ojciec oczywiście wszędzie jeździł na motorze. Kolejny bohater zabaw- niezniszczalny. Ogólnie - uroczo, a zdjęcia to już w ogóle miodzik;-)

środa, 5 listopada 2014

ona temu winna


oczywiście matka. Bo to oba pokazała córce serial swojej młodości : Karino. Córka nie czekając długo postanowiła scenografię odtworzyć w naszym dużym pokoju . I taj jest stajnia z rodzącym (?) się Karino , namiot , ognisko i wiele innych . Dobrze , że nie pokazałam jej (jeszcze ) "przygód wesołego diabła", bo aż strach się bać jakby wyglądał duży pokój jako jego jaskinia:-)


niedziela, 2 listopada 2014

sztuka...od dziecka

dzieci są kosmitami. Przychodzą z kosmosu, a my je "uczłowieczamy", wprowadzamy na drogę zasad, przepisów, konwenansów. A przecież to są kosmiczni artyści, niezrozumiali często dla nas, wychodzący poza schematy, którymi operujemy. Przekraczający bariery dźwięku i grający na strunie napięcia nerwowego. Wczoraj mnie oświeciło, jeszcze przed zapalaniem znicza: sztuka naiwna nabiera nowego znaczenia, a jej twórcy wiedzą więcej niż nam się wydaje.
 
Mini instalacja, dziecko A. Wiek 2,5 roku tytuł: u-topia mężczyzny ( by matka)

niedziela, 26 października 2014

łeb jak dynia

moje samodzielne- niedzielne wyjścia z dziećmi wyprowadzają mnie z równowagi na cały tydzień. starsze jest warte młodszego,a młodsze swoją upartością i miauczeniem potrafi wyprowadzić z równowagi z prędkością światła. Do tego oczywiście dochodzi rozdwojenie jaźni, bo nie wiem czy mam patrzeć w tył, w przód czy obok siebie, bo wszędzie są moje dzieci, a moja niezdarność przybiera wtedy na sile. Dziś skończyło się tylko na tym , że weszłam w psią kupę, wcześniej wszystkie chusteczki zużyłam na wytarcie nosa Antkowi, więc nakombinowaliśmy się, żeby pozbyć się niechcianego towarzysza. Zu skomentowała to ze swoja klasyczną szczerością: no trudno już nie będziesz damą. (Tak jakby wcześniej nią była, paprając się w wygrzebywaniu dyni, bo oczywiście zapał córki zakończył się na tym, że tam była).  A no i jeszcze ta chęć zrobienia pięknego zdjęcia. Tej sztuczki zrobić też nie umiem, bo kiedy jedno już obróci głowę w tą stronę, co trzeba, to drugie patrzy gdzie indziej, a jak to drugie się patrzy to pierwsze robi jakąś idiotyczną minę bądź pozę, po czym ja się denerwuję, klasycznie przeklinam pod nosem i oznajmiam : zdjęć nie będzie! Dziś zanim to padło, zrobiłam parę fotek, co by ojcu pokazać,więc podzielę się i z wami.









czwartek, 23 października 2014

cytaty z córki...i matki

Matka: co było dziś na obiad w przedszkolu? (czyli standardowe pytanie na dzień dobry po przedszkolu w celu nawiązania rozmowy z córką)
Zuza: Dziś był kotlet, ale taki mięsożerny, nie jajeczny!!!

(No jasne, kto bym jadł nie-mięsożerne kotlety)

Matka po powrocie z kina do taty: Musimy iśc na ten nowy film Pręgosz!!
Tata:????
 Matka: no tej od "Pręgów" . (i wtedy zapaliła się lampa , że to jest przecież Piekosz od "Pręgów", a nie żadna Pręgosz. Coś mi się połączyło, a w głowie chyba poprzestawiało)


poniedziałek, 20 października 2014

7 życzeń

ja swojego znalazłam. A 7 lat temu oficjalnie to ogłosiłam i zadeklarowałam chęć uczestnictwa w tej "grze". ILY

piątek, 17 października 2014

i jeszcze...uwielbiam swojego bloga!!!

na chwilowej fali puszczania smętów w tle i przeglądania swojego bloga wstecz orzekam: UWIELBIAM GO I CIESZĘ SIĘ, ŻE GO MAM.
smęt:

dopadła

mnie jesień. Zawroty, doły, upadki. Budzik dzwoni, a ja go wyłączam. Gorzej z naturalnym "budzikiem" Antkiem, który od kilku dni zsynchronizował się z moim dołowaniem i swój koncert zaczyna około 4-5 rano. Problemem jest albo: chęć na ciastko z kremem (o 5 rano), smoczek (wyrzucony definitywnie do kosza na śmieci tydzień temu), zabawa samolotem ( a nie helikopterem, który ma), mleczko (które potem okazuje się za ciepłe i całe ląduje w zlewie). I to jeszcze gdyby płakał to dałoby się to jakoś przetrwać, ale on po prostu wrzeszczy, aż się boję wychodzić na klatkę, bo sąsiedzi mnie zlinczują za te poranne pobudki.
czas zdecydowanie przyspieszyć: hurry up