piątek, 25 grudnia 2009

bardzo tendencyjny wpis

czyli świąteczny, bo być musi z różnych często niezależnych od mamy przyczyn.
Czyli jest choinka

Nasza pierwsza żywa i z wyrzutami sumienia, że szkoda bo by sobie żyła. No i oczywiście tata twierdzi, że pewnie nie chciała by być tak ubrana. Chociaż ja uważam, że to akurat się jej podoba, bo pomimo swojej lekkiej krzywizny;-) jest ładnie ubrana.
Jest i stół wigilijny przystrojony przez firmę "mama katering" to akurat lubię:

/stołu akurat nie jest nam żal, ale przydałby się większy ;-)
No i jest najważniejsza Zuza i jej pierwsza gwiazdka i pierwszy mini rowerek, w ogóle dla niej wszystko jest pierwszy raz i cały czas żałuję, że człowiek nie pamięta, tego co pierwsze, bo wtedy wszyscy się tak pierwszy raz starają;-)

środa, 23 grudnia 2009

o niczym


właściwie to jest to wpis o niczym, bo o czym tu pisać w tak oczywistym czasie. Wszyscy biegają, kupują, szukają, szykują i ogólnie przygotowują się do....no właśnie do czego? A do świąt, a potem znowu będzie, że święta, święta i po świętach i, że znowu do pracy, i że się nie chce itd. Ogólnie cały czas to samo. No chyba, że jest się mamą po raz pierwszy to jest inaczej, bo oprócz siebie ma się jeszcze Opuncję, a w związku z tym nie wystarczy się ładnie ubrać na wigilię, trzeba jeszcze przemyśleć, co będzie ów Opuncja jadła przez te wszystkie dni, czy pieluch starczy, czy czopki są w razie czego, no i ogólnie więcej czasu poświęca się na przygotowanie Groszka niż siebie. Tak więc ogólnie zmian proporcji;-)Ale my tu nie o świętach tylko o niczym, czyli o sankach, które Zuza dostała od super ludzi o pseudonimie artystycznym Dywany;-)Sanki super, Zuza na sankach jeszcze lepiej tylko szkoda, że roztopy przyszły i przedwiośnie jakieś nie wiadomo skąd tak że sanki narazie na strychu, ale mam nadzieję, że niedługo.

wtorek, 15 grudnia 2009




Pamiętam jak mówiłam, że Zuzia nie będzie jeść czekolady. Że jej nie dam, nie poczuje jej cudownego, boskiego smaku, więc nie będzie tęsknić. A wszystko dlatego, że naczytałam się, iż Opuncje takie jak Zuza często mają skłonności do tycia, więc jako super troskliwa mama ( wtedy byłam mamą na poziomie zero, to znaczy tylko z brzuchem i z masą teorii na temat zespołu Opuncji) ochronię mojego Groszka przed czekoladą i tyciem. Jednak jak się okazało wystarczyło przejść na poziom pierwszy bycia mamą, czyli pobyć parę miesięcy już nie z z brzuchem, ale z tym, kto w nim mieszkał i okazuje się, że teoria jak to z teorią zwykle bywa jest dobra "w teorii". Szczerze mówiąc nie wiem kiedy i nie wiem skąd, ale nagle zobaczyłam mojego Pączka z czekoladą, którą gdzieś znalazła i jak widać zasmakowała jej bardzo. Swoim jednym do pół widocznym zębem zmasakrowała całą czekoladę, cała siebie i cały pokój. Było bosko! Już się nie mogę doczekać jak wszystkie architektonicznie czyste białe ściany będą zmieniać swoją postać, przybierać nowe barwy, ależ będzie kolorowo. A mama nie zareagowała, bo póki Pączek nie zbliża się z tą czekoladą do mamy książek to jest ok;-)A poza tym to mama ma w ogóle miękkie serce i śmiać jej się che zawsze w takich poważnych sytuacjach, dlatego też po dziś dzień wspomina te przegrane walki z Megi, dlatego, że zawsze się mama śmiała. A śmiech nie służy koncentracji;-) Ale jak tu się koncentrować jak taka mleczna czekolada rozpływa się na najszczęśliwszym na świecie Pączku. Odchudzaniem zajmiemy się potem, kiedyś...Bo są ważniejsze czekolady w życiu...

niedziela, 13 grudnia 2009

mama typu patriot



Ostatnimi czasy bardzo patriotyczna jest mama. W każdym filmie, który ogląda z tatą, czasami rozłożonym na kilka części, bo pada bardzo wcześnie,dopatruje się wątku miłości do ojczyzny lub wartości, które powodują, że dobrze jest byc tym, kim się jest. Nawet jeżeli czasami te wartości są dość ciężkie do zaakceptowania dla innych, ale zawsze maja jakiś sens. W ogóle to mama zawsze była bardzo patriotyczna. I tak właśnie w sobotę za sprawą zbliżających się świąt, a częściowo i taty, po raz kolejny przekonała się, że warto jest być tu, gdzie się jest. A inspiracja okazały się - pierogi. Otóż na specjalne życzenie taty przyszła do nas prywatna instruktorka, mistrzyni pierogów, babcia Stasia, która udzieliła nam, głównie tacie, darmowego kursu tworzenie pierogów. Okazało się, że jak na tatę artystę przystało, klejenie pierogów to sztuka, którą wykonał, jak oceniła babcia Stasia, bardzo dobrze, a nawet lepiej niż "jak na pierwszy raz". I tak przy tek okazji mama sobie pomyślała, że warto jest umieć robić pierogi, żeby mieć, co przekazywać dalej no i najważniejsze, żeby się spotykać w tyle pokoleń i opowiadać sobie o tym samym miejscu w różnych czasach. Tak więc "nie rzucim Ziemii skąd nasz ród".


piątek, 11 grudnia 2009

sigma i pi

Zatęskniłam już trochę za zimą i przyznam szczerze, że już się nie mogę doczekać nart. W tamtym roku o tej porze toczyłam się jak mały , albo duży jak kto woli, słoń lub raczej słonica i pamiętam, że śnieg już był, a ja na nartach nie mogłam jeździć. Spędzałam czas ze swoim brzuchem, Zuzą w środku ukryta i Szczepankiem. tak by the way, trzymaj się Szczepanku i pamiętaj, że męskość jest instynktowna, a instynktu ci nie wycięli;-)Wracając jednak do zimy. Stęskniłam się i nie mogę się odczekać, chociaż z drugiej strony nie wiem, jak przeżyje rozstanie z moim Pączkiem, którym nieustannie jestem zafascynowana. I dziś w obliczu tej fascynacji postanowiłam po raz pierwszy ubrać Zuzę w kombinezon. Przełamałam swoje obawy, że się zgrzeje, bo wbrew tendencji mam, że dziecku jest ciągle za zimno, mi się wydaje, że jest dziecku mojemu ciągle za ciepło. No ale jako, ze temperatura była dziś najniższa od momentu naszej jesenio-zimy, ubrałam Pączkowi kombinezon. I oto moim oczom ukazała się Sigma albo Pi, albo i jedno i drugie naraz. Ktokolwiek to był spodobał mi się i już zaczęłam wyobrażać sobie Opuncję na nartach;-) W tym względzie jest polemika z tatą, że to będzie deska, ale nie dam się i będą narty, bez dwóch zdań. Oto moje dzisiejsze odkrycie Sigma i Pi, specjalnie dla Państwa;-)

niedziela, 6 grudnia 2009

moja szanowna małżonka- Mikołajowa;-)


idąc za trendem przyspieszania świąt, poddałam się tej nowej świeckiej tradycji. nie powiem, że jestem z tego powodu dumna, no ale widać brak mi silnej woli i postawiłam Mikołaja dmuchanego, bo tego drugiego ciężko ostatnimi czasy zatrzymać, cały czas pędzi na wszystkie możliwe sposoby i zrobienie zdjęcia jest naprawdę ciężkie. Jednak w końcu po długich próbach i wsparciu udało nam się zatrzymać na sekundę mikołajową, tak że zdjęcie wyszło i mogę się pochwalić, że pierwszy raz przyszedł do mnie Mikołaj wraz ze swoją uroczą małżonką, żebym jak na feministkę przystało, nie myślała, że ów małżonka jest zamknięta w domu i biedna pakuje te prezenty, piecze te ciastka i karmi te renifery, bo Mikołaj chyba tego nie robi, inaczej nie byłby taki gruby;-)

wtorek, 1 grudnia 2009

co dwie to nie jedna



W krajach arabskich mężczyźni mają po kilka zon i do tej pory wydawało mi się, że brak w tym jakiejkolwiek logiki, ale zmieniałam zdanie. Powiem nawet więcej jestem w stanie stworzyć petycję, w której będę postulować o to, że w domu powinny być co najmniej dwie mamy;-) Zycie jest w tedy dużo łatwiejsze. My z Zuzą właśnie chwilowo miałyśmy taką "drugą" mamę i było super. Zarówno dla Zuzy jak i dla "starej" mamy. "Stara" mama miała bowiem więcej czasu i nawet zastanawiał się nad tym, co ubrać;-)a dziecko nie narzekało na brak atrakcji, bo co chwilę była inna mama tak, że się nie zdążyło nudzić ( ro dziecko oczywiście). No ale znów zostałyśmy same, no przynajmniej do wieczora, bo potem przyjdzie najukochańszy tata, który ma w sobie takie fluidy, że dziecko od razu się uspokaja;-)no i czekamy na kolejny przyjazd "drugiej" mamy, bo wtedy życie jest trochę łatwiejsze, bo tak normalnie jest tylko łatwe;-)a tendencja do ułatwiania sobie wszystkiego jest duża.