niedziela, 21 lutego 2016

7 życzeń

od wczoraj jestem matką 7 letniej córki. A oto jej lista 7 magicznych życzeń z okazji swoich 7 urodzin: 1. Być gwiazdą 2. Występować na scenie 3. Mieć fanów 4. Być dzielną i zrobić sobie dziurki w uszach 5. Być dobra w matematyce 6. Żebym żyła w dobrej Polsce 7. Żebym miała pieska. Życzymy ci ich spełnienia- mama i tata 
7 letnia ZU i jedno marzenie spełnione;-) dlatego brak go na liście, jeszcze wczoraj było. A co to??

środa, 17 lutego 2016

z życia matki pacjentki

jako matka pacjenta i pacjentki jestem raczej spokojna i cierpliwa. Cechuje się też dużą ufnością i wyrozumiałością. Tłumacząc sobie braki tu i tam czynnikiem ludzkim, złą pogodą i innymi tego typu powodami. Ale wraz ze wzrastającą ilością wizyt u lekarzy specjalistów moje przekonanie o tym, że jest się kolejnym numerkiem, nazwiskiem, kartoteką czy kartą chipową -narasta. I powoli zaczyna mi to przeszkadzać. Być może dlatego, że sama wobec siebie stawiam wysokie wymagania, w pracy i w życiu, i od innych oczekuję tego samego. Może to błąd, ale trudno mi czasami zaakceptować brak wysokich standardów wobec siebie, których niektórzy sobie nie stawiają i stąd chyba narastająca irytacja we mnie. Tak jak wspomniałam narazie proces jest powolny, ale sam fakt, że zaczęło mi to przeszkadzać jest niepokojący.
Do myśli szpitalno-filozoficznych skłoniła mnie dzisiejsza wizyta u laryngologa. Wizyta kolejna, już nawet nie pamiętam która. Wizyta miała być kolejną ostatnią przed zabiegiem planowanym na grudzień, a przeniesionym na marzec. Zabiegiem u dziecka Z. dla jasności. Wchodzę do poczekalni, a tam pusto, głucho, ani jednego człowieka, co wzbudziło mój niepokój. Pojawia się kartka: Pani doktor przebywa na urlopie. Dobrze urlop każdemu się należy, ale dlaczego nie zadzwonili. Przecież wszędzie, zawsze przy każdym okienku, w każdej rejestracji pytają o numer telefonu i człowiek krzyczy ten numer, że wszyscy wokół słyszą i znają już jeden z twoich sekretnych numerów do zapamiętania. No nic nie zadzwonili, trudno. Pytam: i co teraz, bo córka ma mieć zabieg, miałyśmy przyjść na wizytę do pani doktor, która leczy nas od 1, 5 roku!! Jest zastępstwo. No dobra niech będzie. Co prawda wolałabym być prowadzona przez jednego lekarza od początku do końca, aby była jakaś chronologia, konsekwencja i ścieżka leczenia, bo jak się zaraz okaże, każdy ma swoje sposoby. Ale trudno, nie po to zrywałam siebie i kurczaki o 7.30, żeby teraz odejść z niczym. Idziemy z zastępstwem . Pani nas przyjmuje, robi badanie, płucze uszy i mówi proszę zaczekać 15 minut i badanie powtórzymy. Aha- zdziwiłam się. Bo ta "inna" pani dokotor, nas lecząca, za każdym razem kiedy przychodziłyśmy i czyściła uszy mówiła, że niestety teraz badania nie zrobi, bo nie można bo to prąd, a to woda i że musimy przyjść za tydzień. Więc brałam te l4 dwa tygodnie pod rząd, bo niby się nie da. A tu proszę, można po piętnastu minutach. I kto ma rację? Początkowo się wystraszyłam , bo tamta przez tyle czasu wyryła mi  w głowie, że prąd i woda. I już widziałam Zuzę płonącą albo co najmniej strzelającą piorunami. No ale przecież zastępstwo też lekarz, więc czekamy i robimy badanie jeszcze raz. Przypomnę w poczekalni nie było nikogo oprócz mnie i dziecka Z. i dziecka A. Po 13 minutach idzie lekarz zastępstwo i pyta: A Pani czeka do laryngologa?? Rozglądam się, może jest tam jeszcze ktoś, kogo ja nie widzę. Upewniam się, nie nie ma. Odpowiadam: Tak ja do Pani, byłam u Pani w gabinecie 10 minut temu!!czyściła pani ucho, robiła badanie!!!Zastępstwo: o widzi Pani ja całkiem zapomniałam. I w tym momencie pomyślałam, że jednak coś tu nie działa, że to ignorancja, że to brak profesjonalizmu. Bo ja rozumiem, gdyby tam były tłumy, ja rozumiem gdyby badanie było 5 godzin wcześniej, ale upłynęło 10 minut i nie było tam żywego ducha, wiec to chyba jest przegięcie. I nawet ja spokojna matka pacjentki muszę sobie trochę żółci popuścić. Nie wspomnę już o tym, że terminy są z co najmniej miesięcznym okresem oczekiwania, a tam nie ma ani jednego pacjenta. Więc coś tu chyba jednak nie gra!
Dobra ulżyłam sobie. Badanie wyszło tak jak poprzednio, czyli zabieg jednak potrzebny, a moje przygody jako matki pajentki tylko nabierają rozpędu.

poniedziałek, 15 lutego 2016

***

moje wyrzuty sumienia kiedyś wprowadzą mnie do zakładu dla nerwowo chorych. Wszystkie wolne dni związane z wykonywanym zawodem spędzam z dziećmi. Nie zapisuje ich na dyżury, bo moje wyrzuty sumienia właśnie zaczynają krzyczeć - bądź matką Polką, ciesz się kurnikiem, pielęgnuj stado. A że opieka nad dziećmi to cud miód i nic nie robienie, to stado zazwyczaj się powiększa, bo wszyscy wokół wyrzucają, że masz tyle wolnego, że wypas, że marnotrawstwo czasu, więc jeden pisklak w tą jeden w tamtą nie robi różnicy. I tak wolne dla mnie zaczyna się o 7!! Tak o 7 rano, bo jak jest wolne to zegar biologiczny kurczaków się przełącza na tryb: wstań wcześnie, walcz głośniej i mocniej niż zwykle. Czyli 7! Zaczynamy i jest ryk non stop, albo się drą z powodu kanapki nie z tym, a tamtym, że klocek zabrał on, a przecież był jej, że nadepnął na nogę, gdzie jest piłka, nie ubiorę kapci. Albo drą się bez powodu, dla samego uwielbienia swojego głosu. W międzyczasie jeszcze są śpiewy, tańce, gry sportowe. Jest 20 i oni się pytają, kiedy będzie pidżama party. Ja się pytam jakie party? A oni tłumaczą: no takie, że będziemy mogli krzyczeć i skakać. To wy jeszcze dziś nie krzyczeliście i nie skakaliście? Oni: no nie w pidżamach!! No fakt, byli w jeansach;-)pozdrawiam wszystkie matki rodzeństw spełniających urocze wolne chwile w zaciszu domowego ogniska. Pamiętajcie one - dzieci- już niedługo dorosną i wtedy wy zorganizujecie sobie pidżama party- w samotności.

piątek, 12 lutego 2016

bohater

na szybko i bez słowa. Maruder i tyle, nadal z filozoficznym zacięciem. Wstydliwy Ronaldo, sepleniące dziecko A. 

czwartek, 11 lutego 2016

szafiarka

Moja córka w szafach grzebie od kiedy tylko pamiętam. Zawsze z nich wszystko wyrzucała, nakładała na siebie wszystko, co się dało. Problemy były z chęcią chodzenia w piżamie, jechania zimą do domu w krótkich gaciach, awanturami o chodzenie cały czas w stroju Śnieżki i tak dalej i tak dalej. Niestety szafiarka ma to w genach. Przebieranie nie ustało, a wręcz przeciwnie narosło. Bo po pierwsze Zuza sięga do coraz wyższych półek, a po drugie spryt pozwala jej na wykorzystywanie mebli do wyższego wspinania się. I tak przebiera się cały czas: kompozycje są rożne- raz hip-hop, raz poważnie marynarka, raz spódnica, raz getry, raz księżniczka. Intensywnie. Ilośc przebrań jeszcze by uszła, ale problem pojawia się z wyborem i to zwłaszcza rano. Codziennie rano rozgrywa się dramat pod tytułem- mam dziecinne ubrania, nic mi się nie podoba, to jest koszmar. I nie - nie ja jestem ich autorką( przynajmniej nie codziennie;-))za to moja córka nas nie oszczędza. Problem szafiarki pojawia się codziennie bo wyjątku. Bluzka nie ta, spodnie niemodne, ohydna kurtka zimowa, a czemu nie skóra? Ja chce futerko, ubierz mi sukienkę z cekinami i tak przez gidzinę na podniesienie ciśnienia. Dziewczyny to są jednak z innej planety, a ich szafy w ogóle z obcej galaktyki;-)

poniedziałek, 8 lutego 2016

córki

Ich widok napawa mnie egzystencjalną myślą: boszzz, starość stoi u moich stóp! Wiem, być może to przedwczesne wpadanie w panikę, ale nie mogę opędzić się od tej myśli, że czas wciąż biegnie do przodu, ale co ciekawe zataczając koło. Dziewczyny są córkami swoich ojców, a ich ojcowie byli przyjaciółmi. Teraz córki kontynuują tę tradycję. Dzieli je 4 lata różnicy. ZU jest zapatrzona w starszą koleżankę , starsza czasami ją olewa, jak to starszyzna ma w zwyczaju. Z i J na koncercie Meli