niedziela, 18 lipca 2010

Arbuzzo

czy Abruzzo (rejon we Włoszech) jedna woda. Przypomniały mi się wakacje spędzane we Włoszech i arbuz, którym się wtedy obżeraliśmy. Tak właśnie tak, bo to nie było jedzenie, to nie było nawet pochłanianie, to było zwyczajne obżarstwo. Ale jakie fantastyczne! To jedne z naszych najlepszych wakacji z tatą Adamem- tak przynajmniej nam się wydaje;-)Pobudzona tym wspomnieniem, poszłam do kuchni i poświęciłam swoje cenne lenistwo i nakroiłam rodzinie swojej i arbuza i melona. A że z tatą jesteśmy fanami tego wodnego owocu, już od kilku tygodni robimy podchody, aby i Zuza poczuła tę moc arbuzowej wody. Bezskutecznie jak do dziś wieczora. Bo o to nagle sama podeszła powiedziała " abuz" i tak już została wciągnięta. Nie wypluła! Przychodziła po kolejne dokładki i pochłaniała razem z nami. Teraz mamy pewność, że do nas pasuje. Aż nam się milej zrobiło słysząc cały czas " abuz" i widząc otwierającą się paszczę Pączka. Arbuzzzo....normalnie



1 komentarz:

  1. Haha pieknie pyszczek sie otwiera!!! A jaka grzywke ma juz Zuza ;)

    OdpowiedzUsuń