piątek, 17 października 2014

dopadła

mnie jesień. Zawroty, doły, upadki. Budzik dzwoni, a ja go wyłączam. Gorzej z naturalnym "budzikiem" Antkiem, który od kilku dni zsynchronizował się z moim dołowaniem i swój koncert zaczyna około 4-5 rano. Problemem jest albo: chęć na ciastko z kremem (o 5 rano), smoczek (wyrzucony definitywnie do kosza na śmieci tydzień temu), zabawa samolotem ( a nie helikopterem, który ma), mleczko (które potem okazuje się za ciepłe i całe ląduje w zlewie). I to jeszcze gdyby płakał to dałoby się to jakoś przetrwać, ale on po prostu wrzeszczy, aż się boję wychodzić na klatkę, bo sąsiedzi mnie zlinczują za te poranne pobudki.
czas zdecydowanie przyspieszyć: hurry up

2 komentarze:

  1. Naślą na ciebie opieke społeczną ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moze byc,dzis na noc zostal u babci,zeby sasiedzi mogli pospac w sobote rano:-)

      Usuń