środa, 10 grudnia 2014

zrównoważone macierzyństwo

W przyrodzie musi być zachowana równowaga. Bilans strat i zysków musi wychodzić na zero. Ilośc zjedzonych robali musi odpowiadać tym nowonarodzonym. Dni deszczowe muszą się zbilansować z dniami słonecznymi według nikomu nieznanego planu. A że macierzyństwo to zew natury- i jeżeli jest ktoś, kto jeszcze w to wątpi- to ja naprawdę nie wiem na jakiej planecie on żyje- więc w owym stanie matkowania równowaga wydaje się być kluczem do wszystkich drzwi i zakamarków rożnych wrzasków. Jeżeli jest się w posiadaniu więcej niż jednej sztuki to tym dobitniej wiadomo o czym mowię. Przy jednej bowiem sztuce owa równowaga może nie rzucać się tak ostentacyjnie w oczy, ale na pewno jest zachowana. Wracamy jednak do sztuk dwóch. Jednego dnia walczysz od godziny 6.40 do 7.30 o to, że ta bluzka ( z długim rękawem) jest tak samo fajna jak tamta ( z krótkim rękawem) i jest -6  stopni i na pewno jest to lepszy wybór. Używasz wszystkich argumentów łącznie z wystawieniem dziecka na korytarz w swetrze. I nic zupełnie nic nie działa. Po godzinie i zimnym korytarzu przychodzi chwila ukojenia, ale niedługa bo już o 7.59 jest kolejny problem- ze w przedszkolu rozbiorę się do podkoszulka. A to dopiero poranek- do wieczora problemy pojawiają się średnio co pół godziny od czekoladki, przez bajkę, a na papierze kolorowym kończąc . Kolejny dzień kolejna szansa. Budzisz dziecko Z. Przygotowując już kompromisowy strój- krótki rękaw na długi. Jest dobrze- problemiki małe- że trzy razy trzeba wrzasnąć- chodź uczesać włosy- tłumaczyć, ze dziś jest dopiero środa i zabawka za dwa dni, ale to są błahostki. Może być pięknie, ale nie jest. Bo dla zarzeczonej równowagi problemy ma dziecko A. Że chce mleczko, więc się drze, że nie wypije mleczka, też się drze, że do przedszkola weźmie trzy motory, samolotu traktor. Tłumaczysz, że to za dużo, że nie ma jak nieść, no to się drze, że chce siatkę. Potem chce soczek, czekoladkę, pączka, zdjąć kurtkę na dworze i umyć ręce już natychmiast, bo się potknął . I nie ma zmiłuj, nie ma zlituj. Bo macierzyństwo to jest stała rownowaga pomiędzy stanem umyslow twoich dzieci. Nie ma chwili na oddech- zrównoważony rozwój. Nikt tu sie nie troszczy, żeby matki nie wyprowadzić z równowagi, bo kogo to tak naprawdę obchodzi;-)

6 komentarzy:

  1. Ta siatka na motory mnie powaliła :)
    A obchodzi mnie , bo pomału i ja trace głowe , bo myślałam że im starsze tym łatwiej .
    No i musze dodać że ja mam ciekawiej bo jedno gada po angielsku( uparciuch Pyza) a do drugiego profilaktycznie po polsku ( niech kuma ) , to dopiero równowaga , a głowa pęka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im dalej w las tym ciemniej . A siatka rządzi zrobię zdjęcie to zobaczysz.

      Usuń
  2. Szczęśliwie to jeszcze przede mną. A może mnie to ominie. Kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę ominięcia, ale coś mi sie zdaje, ze w tej kwestii natura tez zachowuje równowagę;-)

      Usuń
  3. Przedszkole jeszcze przed nami, ale z dwójka kuzynow i tak mamy wesolo ;) wojny między sobą, wojny o jedzenie, mycie itd.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas jak do tego dojdzie kizynowstwa to już w ogóle jest koniec swiata.

    OdpowiedzUsuń