środa, 5 września 2012

co cieszy mamy

Pomożecie?
I teraz chórem powinniście odpowiedzieć: pomożemy!!!
Otóż rozpoczynam sondę, pierwsze pytanie brzmi: co cieszy mamy? ciekawa jestem na ile wszystkie matki są podobne, bo to że są wiem od dawna. Piszcie więc swoje  odpowiedzi, bo fascynuje mnie to zjawisko "klonowatości".

Zaczynam ze swoimi odpowiedziami:
- kupa- to tak z ostatniej chwili, jakoże moje dziecko dwa od tygodnia już jej nie zrobiło i czekam na nią z utęsknieniem, dlatego, że bąki są tak strasznie śmierdzące, że hoho, a ponadto widzę, że gniecie go coś w tym brzuchu i podejrzewam, że to w związku z tą kupą właśnie. Co więcje kupy są wyznacznikiem tego, czy dziecko zdrowe, czy nie. I wszystkie matki o nich z radością opowiadają. No chyba nie zaprzeczycie?
- zęby- że już w końcu są wszystkie- i skończy się to ślinienie, i skończy się to marudznie.
- chodzenie- że w końcu samo człapie i nie trzeba się non stop schylać, aby prowadzić krasnoludka za ręce.
-mówienie- bo w końcu wiadomo :what's up? i jakże łatwiej można zaspokoić wszystkie potrzeby.
- spanie- to mnie cieszy najbardziej, uwielbiam jak dzieci śpią;-)))i tutaj mój osobisty sukces- wczoraj o godzinie UWAGA! 21!!! dwójka moich dzieci spała!!!to prawdziwy sukces, bo młoda od jakiegoś ponad roku chodzi spać około 22. 30 A do tego wyczynu dokonałam sama pod nieobecność taty!!! Jestem z siebie dumna, no ze śpiących dzieci też.

Dobra ja idę dalej robić obiad, i czekam na was i wasze pomysły!

poniedziałek, 3 września 2012

poniedziałek

Nadszedł. W końcu. Upragniony, wyczekany, wytęskniony.
Brzmi dziwnie.
Wiem.
ale optyka zmienia się, gdy do układanki dodamy sobie następujące elementy
- Zuza poszła do przedszkola ( a jak narazie jest tym niesforniejszym dzieckiem z dwóch)
- a ja zostałam matką na urlopie macierzyńskim z synem, który jak na chwilę obecną jest mniej kłopotliwym dzieckiem, a teraz to sobie nawet śpi jupiiii.
Prawda, że fajnie? Pewnie mi się znudzi i już za parę dni zacznę narzekać, ale teraz się delektuje ciszą i spokojem aż do 15!!! I tak codziennie!!!
Nie byłabym sprawiedliwa, gdybym nie powiedziała, że wakacje nie były udane, i że nie jest mi smutno, że się skończyły. Było fajnie i słonecznie, i szybko. Bo naprawdę zleciało w megaekspresowym tempie. I nie mogę sobie zarzucić, że nie starałam się być matką pełnoetatową dwójki dzieci. Efekt? No trochę nerwowa się zrobiłam i muszę przyznać, że jednak lubię,jak Zuza jest trochę w innym środowisku, bo potem obie doceniamy siebie nawzajem, a tak to raczej sobie działałyśmy na nerwy.
A jak minęło "odprowadzenie"? Otóż Zuza wbiegła i tyle było jej widać. A w przebieralni rodzice i panie dwoiły się i troiły, żeby przekonać swoje dzieci do wejścia do środka. Tata musiał tylko siła wyciągnąć Zuzę z zewnątrz, bo pani nie zdążyła jej przykleić naklejki z imieniem, a jak naklejka już była to z powrotem pognała. Oczywiście do sali grupy .....kangurów!!!Bo a) kangury akurat tańczyły b) wcześniej już oznajmiła, że krasnoludkiem nie będzie. No ale to już nas nie interesuje, niech teraz panie się męczą i odciągają krasnoludka od kangurów.
A i jeszcze. Tata pękał z dumy, jak pozostali rodzice patrząc na niego z zazdrością oznajmili: ale panu zazdrościmy!! Ha, w końcu możemy być dumni z naszej córki!!


piątek, 31 sierpnia 2012

blog day2012

wszystkim blogującym nieskończonej ilości postów z okazji naszego święta
                                                                                              mama;-)

wtorek, 28 sierpnia 2012

o krasnalu, który chce być kangurem

otóż moja duża nieduża córka ma problemik, który dla niej urasta do rangi problemu. Dowiedziała się wczoraj, że będzie należeć do grupy krasnoludków w przedszkolu. I nie może się z tym pogodzić, bo za żadne skarby świata krasnoludkiem być nie chce. A już broń Boże przebierać się za krasnoludka!!!tłumaczę, że nikt jej nie będzie kazał się przebierać, że to tylko taka identyfikacja, ale na niewiele się to zdaje. Zuza stanowczo chce należeć do grupy kangurów, bo po prostu są lepsze. A dlaczego? Bo skaczą jak zające. A moje dziecko nie znosi wręcz stateczności.
Tak więc musimy zmierzyć się z tym krasnalim problemem, aż do poniedziałku, bo wtedy już zostanie tym krasnoludkiem i nie będzie odwrotu. A tak swoja drogą to już nie mogę się doczekać tego poniedziałku, co by pozbyć się na chwilę z domu tego krasnoludka, który chce być kangurem.

piątek, 24 sierpnia 2012

ich bin julia

czyli o tym, jak Zuza podczas drugiej części naszych wyjazdowych wakacji została Julią. Z wizytą u Zuzy kuzynek Sofii i Laury ( ta druga jak narazie interesuje się Antkiem dość znacznie). Zuza bez kompleksów uczestniczy w życiu rzeczonych sióstr, a nawet powiedziałabym więcej wśród masy zabawek czuje się jak ryba w wodzie. Owszem były małe spięcia o "raszpundla"(czyli Barbie Roszpunkę),bo obie chciały ją mieć, nadszedł raczej spokój.Problem został rozwiązany przez zakup identycznego "roszpundla" dla Zuzy i teraz chodzą każda ze swoim i podobno je rozróżniają.Ponadto Zuza jak to Zuza poszła na tańce, gdzie oporów przed występami nie miała, a że jej niemiecki raczej średni, to kiedy Sofia przedstawiła Zuzię jako Julię ( bo z kolei jej ciężko przychodzi wymówienie Zuza) to Zuza oczywiście przytaknęła i do końca zajęć była Julią, o dziwo reagowała na to imię. Podobna sytuacja miała miejsce w przedszkolu. Zuza poszła odebrać kuzynkę , a sama tam została. Kiedy zobaczyła wszystkie zabawki dostała oczopląsu, oznajmiła, że tam zostaje, bo przecież umie po niemiecku, po czym rzuciła: "e ble se de beee"( że to niby ten niemiecki). Gdy pani uderzyła  gong, który oznacza, że wszystkie dzieci mają zasiąść na dywanie i się przywitać, Zuza oczywiście była pierwszą która usiadła i była już u siebie, znów została przedstawiona jako Julia i znów jej to odpowiadało. Siłą została wyszarpana do domu! Problemów aklimatyzacyjnych to ona nie ma.
W chwili obecnej sprowadza swoja grzeczną kuzynkę na złą drogę, bo ogląda bajkę (kuzynka oczywiście też z nią), a powinna już spać od godziny;-) No cóż pojutrze już wyjeżdżamy, więc "niech se kuzynka poogląda;-)))"







sobota, 18 sierpnia 2012

architekterka

Kolejny dzień budynkowy za nami. Tym razem EYE film institute- A'dam. Wizyta zaczęła się najpiękniejszym momentem rodzicielstwa, czyli totalna synchronizacja- dwójka zasnęła w tym samym czasie i spała. A to się tak rzadko zdarza...
Potem było już gorzej, bo dziecko Z w muzeum czuje zbyt dużą przestrzeń, a do tego uwielbia demolować wszystkie eksponaty. Tak więc zawsze łażą za nami jak cień kustosze, ochroniarze, whoever pilnujący porządku w danej sali i już przywykliśmy do tego, że zawsze zwracają nam uwagę. No cóż, jesteśmy rodzicami bardzo kulturalnego i organoleptycznie przeżywającego sztukę dziecka. Ponadto wystawa dotyczyła Stanleya Kubricka, więc Adam musiał szybko przebiegać przed niektórymi obrazami ( bo było o filmie) co by nasze dziecko nie widziało,a potem w nocy zasnęło.Dziecko A tez coś tam marudziło, ale jako że lubi obrazy telewizyjne to w sali przedstawiającej historie filmu, gdzie na ścianach były same projekcje był w siódmym niebie.
A sam budynek? Jak zwykle fajny. Zuza po tym oglądaniu budynków oznajmiła nam, że antek zostanie architektem a ona architekturka, architekterką czy jakoś tak. Cóż?!?





środa, 15 sierpnia 2012

I AMsterdam








Pierwsza wycieczka architektoniczna dziecka A i Z zaliczona. Nawet dały rade, młody spał przez większość dnia, a młodej się nawet spodobało oglądanie budynków z tatą, Jak zwykle z historycznej części widzieliśmy...nic?, ale za to współczesna architektura zaliczona- 10 godzin, nieźle nie? i to naprawdę igła w stogu siana. Amsterdam fajny, ale chyba number one dla mnie dalej Berlin.

fantastycznie

fantastyczna pogoda,
fantastyczny domek,
 fantastyczna Holandia,
fantastyczna rodzina,
po prostu fantastycznie;-)



możecie zazdrościć;-))



środa, 1 sierpnia 2012

co ja pacze ;-)

co ja pacze 1

Na spacerze dziecko Z. zaliczyło kolejny upadek, tym razem na prostej drodze, bez żadnych przeszkód. Ryk, krzyk, więc zainspirowana pomysłem taty, włożyłam dziecko Z. do wózka dziecka A. I tak sobie radośnie jedziemy, aż tu nagle patrzę, a dziecko Z. jakoś dziwnie zwisa i spokojne nietypowo. Podchodzę, patrzę- dziecko Z. zasnęło na siedząco, w dość nietypowej i niewygodnej pozycji. Lekko je pchnęłam i tak sobie radośnie leżeli i spali i panowała błoga cisza. Trzeba było niestety iść do domu, a że tata w pracy, to dzieci zostały zbudzone i tyle było ciszy.

co ja pacze 2

Dziecko A. do zabaw preferuje....lalki barbie!!Chyba myśli, że to są ludzie, bo wpatruje się w nie, gada do nich, śmieje się. Wystarczy mu machać. Tak więc zamiast grzechotek poprzyczepiam mu wszędzie barbie dziecka Z. i będzie spokój. Mam nadzieję, że fascynacja dyndającą królewną Śnieżką mu kiedyś minie;-)



prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znaczni...