niedziela, 27 marca 2016

uwolnić kury

jeżeli jesteście już pełni, czyli czujecie, że przybyło wam ze 2-3 kilo lub ewentualnie nic nie czujecie ( w sensie wagi i siebie też), bo cały dzień biegaliście między kuchnią, a dużym pokojem, a w międzyczasie jeszcze zerkaliście do pisklaków, czy dalej żyją, choć akurat to dało się usłyszeć, to znaczy, że święta są w pełni, a świat dalej gna do przodu I wszystko jest w jak najlepszym porządku. no prawie jak najlepszym, bo używam końcówek rodzaju męskoosbowego, choć mam nieodparte wrażenie, że powinny to być tylko końcówki niemęskoosbowe, bo jakoś tak mi się zdaje, że koguty odpoczywają więcej w święta i na co dzień. Ale chciałam być poprawna "politycznie". Całe to przygotowywanie wyjątkowo"kurzych świąt" ( w sensie konsumpcyjnym) było bardzo odległe  w tym roku ode mnie i bez większego entuzjazmu. Przez cały czas przyświecała mi jedna myśl, że w obliczu sporu o chów kur klatkowych i wolnych, ja zdecydowanie czuję się kurą wolnowybiegową i całe to klatkowe przygotowywanie i zamykanie mnie  w jakiś konwenansach i ramach  bardzo mnie  w tym roku męczyło. I tak jak nie bardzo wyobrażam sobie wyjeżdżanie na święta Bożego Narodzenie, tak kolejne "kurze święta" jestem w stanie spędzić jak najdalej od swojego kurnika. Po prostu mi się nie chciało i uważam, że wszystkie kury powinny być uwolnione. Bo po co sprzątanie, po co gotowanie, jak i tak po pięciu minutach od posprzątania wszystko wygląda tak jak przed nim, a w zupie zawsze jest za mało soli.
Jedyne co ratuje moje posępne przemyślenia to to, że mój kurnik jest zawsze ostatecznie bardzo wesoły i w tym względzie mnie nie zawodzi.Wesołych kurników i Wam życzę i uwolnienia kur na kolejne święta;-))

fotostory

dowód na "nieistnienie" sprzątania


głupawka  w kurniku, czyli jak każdy mam i ja "sesja koszyk + bukszpan"




3 komentarze: