środa, 7 maja 2014

doba matki

różni się od doby kobiety. doba kobiety różni się od doby mężczyzny. Matka jest kobietą, choć czasami trudno w to uwierzyć- matce, innym kobietom, a nawet mężczyznom- i jej doba od doby mężczyzny różni się podwójnie.
Przeciętna doba kobiety trwa 24 godziny. Teoretycznie doba matki też, ale praktycznie to śmiem twierdzić, że doba matki jest nieustającym perpetum mobile, które trwa od momentu, gdy z brzucha wyskakuje klon owej matki lub ojca. A już gdy taka matka chce jeszcze spełnić się jako kobieta pracująca z ambicjami i nie daj boże, że ojciec dziecka też ma zachcianki realizacji to wtedy taka dobra powinna trwać co najmniej 48 godzin, a energię dla takich matek powinni sprzedawać  w promocyjnych cenach na allegro. W innym wypadku może dojść do przepalenie zwojów, wymarcia szarych komórek i "rąk opadniętych" ze zdumienia i zmęczenia.
Jak wiadomo doby jeszcze nikt nie wydłużył, a jak już do tego dojdzie to mnie tu zapewne nie będzie. Stąd postuluję inne rozwiązanie. Z doby takiej matki, co to chce tez być kobietą powinno się usunąć pranie, a zwłaszcza rozwieszanie prania na strychu; opróżnianie zmywarki, tu wiem, że zaraz się odezwą całe tłumy, co to zmywarki nie mają i muszą zmywać i nie narzekają, ale co ja poradzę na to, że ojciec mych dzieci zmywarkę mi zafundował, a ja nienawidzę jej opróżniać;  odkurzanie, tej tony okruszków, które się rozmnażają jak bakterie z prędkością światła; zakupy spożywcze, szwędanie się między półkami i kombinowanie, co jest świeże, a co nie, co by się zjadło, co się zrobi samo, a już najgorzej jak się zdecydujesz na te zakupy ze swoimi sztukami dwoma, to już jest prawdziwa teksańska masakra piłą mechaniczną; no i gotowanie, codziennie obiadów, kolacji, dumanie, co już było w zeszłym tygodniu, przy czym się człowiek nie napracuje i co jedzą wszyscy , a i tak jak się samemu ugotuje to nie smakuje.
Gdyby usunąć te wszytskie czynności to mozę i ta doba by jakoś wyglądała.
No jeszcze jest takie wyjście hipotetyczne, teoretyczne, idylliczne, o którym nawet nie śmiem marzyć- a no że ojciec tych sztuk, co to je spłodził przejmie te obowiązki, albo przynajmniej ich część, albo przynajmniej rotacyjnie....albo już lepiej pójdę tę zachlapaną kuchenkę umyć, bo doba się kończy...przynajmniej na dziś.
kiss

15 komentarzy:

  1. A ja powiem , ze udalo mi sie jedno z tych twoich marzen zrealizowac w mojdj dobie. Bowiem po wykluciu tego najmlodszego, jego dada a moj facet gotuje nam obiadki !!!! Ma sie to zycie nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyć nie umierać, podziel się tą wiedzą, jak to zrobilas?

      Usuń
    2. Poprostu synus daje tacie w kosc wiec jak ja miala bym sie zamknac w kuchni i gotowac , tata by zwariowal ;)

      Usuń
    3. Mój "chop" jest tak oporny na ryki dzieci, że nie wiem, co one musiałyby zrobić, żeby zareagował- chyba rozwalic mu telefon albo zmazac z kompa jakiś projekt:-)

      Usuń
  2. Ok. Ja przynajmniej posiłki mam w pakiecie mężowym :-) Nie jest źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym nawet. Że w takim wypadku jest bardzo dobrze!!

      Usuń
    2. No dobra. Jest super! :)

      Usuń
    3. no i słusznie- trzeba umieć się chwalić;-))))

      Usuń
  3. Dziewczyno Tobie to juz order sie nalezy!!!!!:)I wakacje bez meza i dzieci!!!:)Też nie lubie oprozniac zmywarki ale znam specjaliste od tego..Musicie sie zdzwonić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc to miałam go przed oczami;-) kiedy na te wczasy jedziemy??

      Usuń
  4. My podzieliliśmy sprawiedliwie - Kuchnia i wszystko, co z nią związane - ON, reszta - ONA. Funkcjonuje to już wiele lat i wszyscy są zadowoleni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co wy zrobilibyście że zasłużyłyscie na takie szczęście?:-) musicie mnie podszkolic ladies

      Usuń
  5. Wczasy...Dwa razy mi nie mów:)Przeszkolić to chyba musisz kogoś innego,nie siebie:))))))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat rzeka... osobnego bloga moglabym na ten temat prowadzic...!!!!
    Je juz chyba porzucilam wszelka nadzieje. Nie wierze, ze "mozna wychowac"
    I zastanawiam sie, jak robia to faceci, ze im tyle rzeczy (czytaj: balagan i rozpierducha, syf) NIE PRZESZKADZA... tez bym tak chciala.... umiec.

    Moze to ja jestem jakas dziwna, ze zawsze mi tego mezowskiego wkladu za malo...? Haha. Bo owszem, on gotuje w weekend, ale..... kuchnia wyglada pozniej jak po ekspolozji....


    Moj maz ostatnio glosno gada o zgorzknialych kobietach w srednim wieku - i ze to jest wybor...
    Ja w odpowiedzi tajemniczo milcze i.... ide do kuchni wszystko ogarnac, zeby nie zaroslo.
    Tego sie ostatnio nauczylam - ze ja i tak zrobie to lepiej..... i tego sie trzymam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jest to strategia ktora tez stosuje ale ile mmzna

      Usuń