poniedziałek, 1 maja 2017

po raz pierwszy

z dzieckiem nr 3 wyruszyłam na podróż ( zewnętrzną) w chuście . Był to rownież pierwszy wycieczkowy wypad w nowym, większym składzie. I muszę przyznać, że pomimo obaw, że będzie głośno, nerwowo i że po pół godziny będziemy wszyscy marzyć tylko i wyłącznie o tym, żeby ta " cudowna" wycieczka się skończyła, pozytywnie się zdziwiłam. Bo było dość spokojnie, przynajmniej jak na piątkę dzieci, wcale nie nerwowo i nie głośno. Oczywiście nie obeszło się bez focha Zu, ale na szczęście jej fochy szybko się pojawiają i dość szybko znikają, dlatego i tym razem kryzys został opanowany, a marudzenie starszej córki nie zepsuło całokształtu pozytywnego wrażenia. Stanowczość ojca, podróżniczy gen najmłodszej córki, dowcip "ojca chrzestnego" i opiekuńczość matek tym razem uczyniły udany wypad w chordach  " współczesnych rycerzy".
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz