poniedziałek, 27 lutego 2017

ta ostatnia niedziela

przypomniała mi, że niemowlaki oprócz tego, że jedzą, śpią i duuużo wydalają, to jeszcze marudzą. Wczorajsze przesilenie ze strony najmłodszej córki vel. Pyśki doprowadziło mnie nawet do pierwszych w tym rozdaniu łez. Pyśka nie miała ochoty na nic, no prawie na nic, bo chętnie nosiła się na rękach, co odbiło się znacząco na bólu moich pleców, które wieczorem odmówiły już jakiejkolwiek współpracy. Druga rzecz, która sprawiała Pyśce przyjemność, a właściwie dwie rzeczy to - cyce. I może i bym się na to zgodziła, gdyby nie fakt, że do ogarnięcia mam jeszcze dwa pozostałe szkodniki i samą siebie, z ssącym żołądkiem, a chętnych do usługiwała nie widać. Wierzę, bo tylko wiara mi pozostała, że był to jednostkowy incydent, który nie powtórzy się co najmniej przez najbliższe dwa tygodnie. Póki co dziś wszystko narazie wróciło do niemowlęcej sielanki. I tak ma być. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz