czwartek, 12 czerwca 2014

dojrzałe rodzicielstwo

nie chodzi o to, że nagle wraz z upałem spłynęła na ns jakaś mądrość życiowa dotycząca wychowywania dzieci i teraz jesteśmy już mądrzy i odpowiedzialni. Niestety nic   z tych rzeczy, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie trochę mózgu nam wyparowało.
Dojrzałość jest raczej ładniejszym, w moim odczuciu, zastąpieniem słowa- starość, czy raczej procesu naszego rodzicielskiego starzenia się.
Dowody? Proszę bardzo. Z naszą córką Zuzą musimy rozmawiać o niepozakazywaniu majtek i całowaniu, nawet za tysiąc lalek, kolegów z przedszkola oraz wysłaliśmy ją na pierwsze samodzielne zakupy. Antek z kolei zawołał sam, że chce siku i odrzuca smoczek, w zamian za to, że "pójdzie na rower w kasku, jak duży chłopak".
Zacznę od majtek. Otóż pewnego wieczoru Zu nam komunikuje, że była "na karze" z Oliwierem i na tej karze właśnie "pokazywała mu części ciała nago, ponieważ tak bardzo ją prosił". Pytamy: jakie części ciał? Zu: No wszystkie, razem z cipkiem. Pomyśleliśmy, że gorzej już być nie może, więc brnę dalej i pytam: czy często się to zdarza? Zuza szczerze bez skrępowania: No bywa!
Po opanowaniu śmiechu przeprowadziliśmy rozmowę na temat tego komu, kiedy i co można pokazywać. Oliwer oczywiście w domu ani słowa nie powiedział;-)
Przez parę dni był spokój, aż tu wczoraj odbieram Zu z przedszkola., a tu komunikat: Mamo jest problem? Jaki?- pytam. Zu: Jaś mnie polubił. Matka: not o dobrze, a skąd wiesz, że cię znowu polubił? Zu: Bo powiedział, że jak będę się z nim całować to kupi mi tysiąc lalek i właśnie ty przyszłaś. Czyli, że przerwałam- może i dobrze.
Znowu była rozmowa o tym, że nie z każdym można się całować w usta, nawet za tysiąc lalek.
Aż się boję co będzie za tydzień, dobrze, że za dwa zaczynają się wakacje.
No a potem, tego samego dnia, ogarnęło nas już totalne lenistwo i wysłaliśmy Zuzię do sklepu po przecier pomidorowy, bo tata zużył i nie poinformował matki. Zuza dostała pieniądze, informację, że ma nie biec, oraz powtórzone dziesięć razy, co ma kupić i że ma wziąć paragon. Poszła, wróciła z przecierem  ( podobno za jeden grosz)resztą oraz paragonem z informacją, że mogę przecier wymienić, jakby ten nie był w porządku, co Zuza powtórzyła ze sto razy: że może iść wymienić na Pudliszki. Byliśmy dumni, bo teraz już nie musimy rano chodzić po chleb. Fajnie mieć dzieci. Zanim pomyślicie, że wysłaliśmy 5 letnie dziecko same gdzieś do sklepu i że to już jest skrajna nieodpowiedzialność, to nadmienię tylko, że sklep jest na dole obok w naszej kamienicy, a tata czujnie krył się za słupem;-) Ale Zu test zdała, a my jesteśmy na kolejnym levelu naszej gry w rodziców. Czad!

10 komentarzy:

  1. No to gratki:)) Zu dorasta:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż mi się przypomniało, jak ja pierwszy raz sama poszłam do sklepu w wieku czterech, może pięciu lat. Szłam dumna jak cholera, po lizaka, a do przejścia miałam więcej niż Zu! Dopiero pod sklepem zczaiłam, że rodzice jadą za mną maluchem żółwim tempem i wcale nie jestem sama ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zuza na szczescie sie nie domyslila,bo nie byloby zabawy dla nas

      Usuń
  3. O ja piernicze.... to u Was sie dzieje! I to dzieje przez duze D!
    Grarulacje dla Zu za przecier... za to pokazywanie czesci ciala to nie wiem czy gratulowac ;) Ja w kazdym razie padlam ze smiechu :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no my tez niepedagogicznie padlismy ze smiechu,a jeszcze jak dodawala,ze on ja tak bardzo prosil.no i jej ton,nie do oddania..

      Usuń
  4. mnie to sie najbardziej informacja podobała że można wymienić, widać w Pani ekspedientce doświadczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A piwo w tym sklepie tez jest ? ;)
    Pełen czad ! A Zu nie prosiła kolegów o pokazanie ... Hahaha

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń