piątek, 24 marca 2017

za- raz- a!

kiedy podjęłam tę męską decyzję, niepochopną, ale nie wiem czy roztropną, to wierzyłam, ba! byłam pewna, że tym razem wszystko będzie ok i na pewno nie będę się tułać po szpitalnych ziemiach, leżakach i krzesłach. Los jednak lubi mnie sprawdzać ze wszystkich stron i nie omieszkał wysłać mnie na supernowoczesną rozkładaną leżankę w szpitalu w rodzinnym mieście. Szpitalu, który z poprzednimi kurczakami omijałam szerokim łukiem, pamiętając o swoich traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Wylądowałam tu jednak z powrotem po 28 latach tym razem w roli supportu dla najmłodszego pisklaka. Dopadł ją jakiś zarazek na tyle poważny, że bez wenflonu się nie obeszło. Na szczęście młoda dochodzi do siebie, a mój kręgosłup powoli dostosowuje się do spania na desce. Szukając pozytywów to mam niedaleko do domu, więc nie muszę korzystać z urokliwego prysznica. A poza tym zastanawiam się nad wydaniem rankingu oddziałów dziecięcych w województwie, bo mam już jakieś tam doświadczenie. I poza drobnymi niedogodnościami muszę przyznać, że jak dla mnie personel jest naprawdę ok . No chyba, że nie jestem zbyt wymagająca?;-) 
A to Halszka pokonująca zarazek. Prawda, że nieźle jej idzie? 

6 komentarzy: