niedziela, 6 lipca 2014

chilling z dziećmi

w naszym wydaniu wygląda tak. Patrzysz w lewo jest jedna sztuka, patrzysz w prawo druga sztuka też się wyłania zza drzewa. Czyli są , rachunek się zgadza. Rozkładasz się na kocu, a tu : mama kupa!! Czekaj chwileczkę tylko się podniosę, odłożę kubek z kawą. Nie, nie, ja muszę już. Kupa, kupa, no chodź. Więc biegniesz z kubkiem z kawą, ciągniesz drugą ręką dziecko mniejsze, żeby samo na kocu nie zostało. Dobytek zostawiasz, bo kupa ważniejsza. A tu jak zwykle- fascynacja toi-toiem. No przecież chciałaś kupę. To rozbieraj się i siadaj, a nie zadawaj kolejny raz pytania: co to jest: (chodzi o pisuar, przedmiot odwiecznej fascynacja zuzy)a po co to? a czy kupę chłopcy też tu robią?
W końcu udało się,więc już myślisz, że wrócisz z kawą na koc i wypijesz ją jak cywilizowani bezdzietni. Ale nie - teraz siku chce druga sztuka.Wcale nie chcesz, bo zlałeś się w pampersa, widzę. Chce siku, chcę siku. No więc ściągasz gacie i pampersa. I znowu przerabiasz pytania: a co to? a po co? a kto to? Ale na szczęście jakieś tam siku było. Pampers założony z powrotem, spodnie jakimś cudem też, kawa nawet nie rozlana. Wracam na koc. Siadasz, już podnosisz kubek, a tu: mama chce pić. Ja też chce pić. Chce piciu.
Dopiero wypili po wielkim kubku soku. Ale już nie ma- tłumaczysz, Ale ja chcę, to napij się wody z bidonu, ale jak sok. Ale tłumaczę, że już wypiłaś i masz tu wodę. Ale ja chcę. Więc krzyczysz- NIE MA- SPOKÓJ.
 Dobra kryzys opanowany. Ale cóż to, nagle dobiega: nudzę się, co mam robić. Nudno mi. A równocześnie: mama to moja hulajnoga. Dzidziuś nie może. Mama ja chce kask. Mama, mama, mama....
I tak prze dwie godziny uroczego chillingu w niedzielny poranek na katowickim pikniku: przystanek śniadanie.Impreza bardzo udana, polecam ją i nas na kolejne wypady na pikniki, bo stałam się fanką.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz