środa, 5 czerwca 2013

subiektywny przegląd dnia

Zaczęło się o 6,10. Myślę sobie jeszcze 5 minut i wstaję. Kiedy otwarłam oczy po raz drugi była 6.50, czyli rozpoczęła się akcja "o jesus, za dwadzieścia minut musimy być w aucie, a tu wszyscy są jeszcze w fazie pierwszej, czyli piżama i kozy w oczach". Do tego Antek nie w sosie, czułam, że coś go rozkłada, ale podjęłam ryzyko wysłania go do żłobka, niech powalczy. Zuza też nie w humorze. Ma dość deszczu, nie chce nosić płaszcza przeciwdeszczowego, bo chce lato i spódniczki. Daliśmy radę, spóźnieni, ale pełni energii nie wiadomo skąd, chyba z kosmosu, dotarliśmy do cel-ów.
Potem bieganie po domach, bo dziś dzień korepetytorki domowej. Pełna niechęci w deszczu przeszłam od punktu a do b, z powrotem, a potem od punktu b do c i z powrotem. W międzyczasie zostawiłam dziennik w sali, więc już sobie wyobrażam te krzyki "gdzie on jest" jak ja biegałam od domu do domu, na szczęście nie słyszałam tego, a potem po tajniacku podrzuciłam go na miejsce. I już myślałam, że jednak dotrwam do końca dnia w pracy, aż tu słyszę wibrowanie w torebce. Żłobek. antek ma gorączkę proszę go odebrać. Czyli jednak l4 jak nic. Szybko umówiony lekarz. Diagnoza jak zwykle, zęby, katar, czyli parę dni w domu posiedzieć.
Dotarliśmy do domu, po drodze odbierając Zu, gdzie w przedszkolu odbyła się bitwa o wafelki. Zuza dostała dwa na podwieczorek. Antek oczywiście wafelkowi nie odpuści, Zuza nie chciała się podzielić, więc krzyk był z jednej i drugiej strony. Przetrwałam i to, udało mi się urwać kawałek zapchać nim Antka i jakoś wyjść z  twarzą z przedszkola, choć tam już znają nasze możliwości. W domu Antek zaczął uprawiać nową sztuczkę. Wpycha sobie palce do gardła i wywołuje wymioty. Zrobił to raz- przebrałam. Minęła minuta zrobił to drugi raz- przebrałam. Zrobił i trzeci. Po trzykrotnym przebraniu posadziłam go na blacie, żeby móc umyć garnek, a on w międzyczasie rozsypał cały cukier i zaczął wyjadać ziarna kawy. Zestawiłam go na ziemię. Trudno, niech się drze, zdzierżę i to. Poszedł do pokoju Zu. Tyle co uprzątnęłam cukier i rozsypane ziarna kawy. Idę zobaczyć jak się sytuacja ma w pokoju. a tam rozlany sok jabłkowy. Więc oto nadszedł czas na mojego ulubionego mopa. Szoruję, a tu w międzyczasie krzyk, ryk, bo Antek zafascynowany swoim chodzeniem tak się na nim skupia, że nie patrzy gdzie idzie. Tym razem wszedł w szafę, więc kolejny siniak na policzku. Potem były jeszcze krzyki , ryki i lamenty dwójki.
A teraz jest 21.41 i śpią, a ja jestem bardzo szczęśliwa, że ten dzień jakoś dobiegł  końca. Bo jutro wstanie nowy dzień!!!yupi

11 komentarzy:

  1. U nas dzisiaj wpychanie całej ręki do buzi i wymioty... może 4 idą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jemu idą dwójki trójki czwórki wszystko naraz

      Usuń
    2. O Matulu... Biedactwo. U nas jedna dolna 2 prawie wyszla i druga teraz zaczyna i napuchly strasznie dziąsła przy dolnych czwórkach. Dzisiaj prawie w banku mi zwymiotował... Mi jest 2 dni młodszy od Antka :-) Pozdrawiamy i życzymy nie wpychania palców za głęboko.

      Usuń
  2. Wow, to taki extreme day:))!!Dobrze, że u Antka zmierzłotę można na zęby zwalić:)), bo zmierzłotę dziecka K to już nie wiem na co mam zwalać, a przechodzimy jakąś masakrę!!!! I cieszę się, że to nie ja odprowadzam Koko do przedszkola, bo nie chciałabym butami w aucie dostać:)) jak tata Ł dziś rano:)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wesoła jazda bez trzymanki! Widzę, że nuda u Was nie gości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I oby kolejny dzień był lepszy od poprzedniego.;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń