środa, 10 kwietnia 2013

koryto

cierpię na brak weny.W związku z powyższym płynę z prądem i dołączam się do częstych ostatnimi czasy wpisów o misie. Bo to tu to tam zauważam, że temat koryta pojawia się ostatnio często i gęsto. Jakoś nasz naród polubił na nowo nowobogackie żarło. Nie mówię, że to źle, nawet jestem skłonna delikatnie powiedzieć, że się wpisuję w te nowe świeckie tradycje. Od czasu do czasu lubię poeksperymentować, pościągać przepisy. No i jeszcze hołduję zasadzie, że za każdym razem jak zapraszam gości to robię coś nowego, co często bywa dość ryzykowne, ale tak już mam. Zazwyczaj goście kurtuazyjnie mówią, że im smakowało. Czy kłamią? Czasami myślę, że trochę, ale na plus zapisuję sobie to, że jeszcze nikt się nie potruł. Moje kulinarne myśli są nawet tak dalekie, że jednym zmoich marzeń jest prowadzenie swojego czegoś, gdzie można by "żreć".
A teraz będzie o korycie dzieci, bo w  blogowej sferze, którą ogarniam temat jest z tych hot. Nie jestem ekspertką, bo nawet więcej nie znam się na karmieniu dzieci! Zu, jako pierwsza, była karmiona najpierw butlą, niestety cyc się zestresował, a potem słoiczkami, które kupowałam zgodnie z informacją na nich, czyli od 4 miesiąca, od 6 i tak dalej. Na początku byłam tak rygorystyczna, że nie dałam słoiczka od 5 miesiąca wcześniej niż Zu rzeczywiście skończyła 5 miesięcy, co z dzisiejszej perspektywy wydaje mi  się idiotyzmem, ale cóż, człowiek rodzi się głupi....Mój rygor został też wyśmiany przez moją mamę w związku z czym kolejne słoiczki zostały wprowadzane bez dokładności co do dnia. Równocześnie ze słoiczkami Zu dostawała różne rzeczy do podgryzienia, najbardziej lubiła ogórki kiszone. Nie zabraniałam tez podawania jej czekoladek w rozsądnych ilościach, co zaskutkowało tym, że na dzień dzisiejszy mogą przed nią stać słodycze zje jeden, dwa cukierki i wystarczy bez strofowania i chowania przed nią cukrów. Piła zawsze wodę i herbaty ziołowe, czasami soki. I tak też jej zostało, lubi pić wodę, soki okazjonalnie są ,ale nie upomina się o nie. Oczywiście był okres jedzeniowego buntu, nie jadała owoców, warzywa je tylko w zupach, ale żyje , nie choruje, więc wnoszę, że nie jest źle.
Anti, jako drugi była karmiony cycem, a od 6 miesiąca dostawał to, co my. Słoiczków nie było w ogóle, początkowo przez miesiąc gotowałam oddzielne zupki tylko dla Antka, ale potem ze względu na dość dużą żarłoczność młodego, dostał kluskę, przeżył, więc stwierdziłam, że może jeść i będzie żył. I zaczął jeść to , co my, tylko zbindowane w związku z brakiem zębów do tej pory. I że jeść lubi, do niejadków nie należy, musi spróbować wszystkiego tego, co my mamy na talerzu. Pije niedużo, ale jak juz to tylko wodę, soki jakoś mu nie podchodzą.
Tak więc śmiem twierdzić, że moja "intuicyjna dieta korytowa młodych" jakoś funkcjonuje i mogę być z siebie dumna.
enjoy!

7 komentarzy:

  1. Filmik jest prześmieszny. trzeci raz go oglądam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. DEAR KATE U CIEBIE ZAWSZE SMAKUJE!!!Moze inni kłamia,moze nie...Nie wiem...:/?
    My nie narzekamy;)
    Daj wkoncu jakis opis o tym super lanserskim spotkaniu matek-blogerek,bo juz doczekać sie nie moge...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis będzie tylko czekam na foty bo swojego aparatu nie wzięłam i muszę czekać na oficjalnego fotografa;;-)

      Usuń
  3. Film rewelacyjny. Kangur mnie rozwalił :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Flaming był najlepszy haha :-) A my z uwagi na alergię jeść wielu produktów nie możemy... ale mam ogromną nadzieję, że Amelia z tego wyrośnie i wreszcie będzie mogła zasmakować czekolady :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem jak mi to się udało ale u nas Pyza je wszystko , ewentualnie posmakuje i jak jej nie smakuje to nie je. Co zdaża się rzadko ;) Nie to co nasz kapryśny dada , który tylko mięsko i frytki ewentualnie mashed potatoes ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. czytając posta,przypomniałam sobie naszą rozmowę :) Masz rację -intuicyjna dieta funkcjonuje najlepiej.

    OdpowiedzUsuń