wtorek, 2 sierpnia 2016

Buon Giorno

tegoroczne wakacje, a właściwie pierwsza ich część, były jak, wejście "jedną nogą" do wakacji typu all inclusive, na których nota bene nigdy nie byliśmy, ale według moich wyobrażeń o tego typu wypoczynku tak właśnie się czułam. No prawie tak. Po pierwsze miejscowość, którą wybraliśmy ze względów sentymentalnych ojca dzieci, trudno nazwać urokliwą w sensie włoskim. I wszyscy Wy, którzy mówiliście mi  "o jedziesz na pamiętniki z wakacji", mieliście rację. Przez cały czas w pocie czoła szukałam jakiś oznak mieszkańców-tubylców tego miejsca i ich nie znalazłam. Cała ta miejscowość została stworzona dla turystów i przez turystów. Same hotele, domki do wynajęcia, pola namiotowe. Deptak długości 10 kilometrów z tandetą za kosmiczne euro. Błyskające lampki i życie zaczynające się o 21.
Po drugie, mieliśmy mieszkanie, swoją droga bardzo przyzwoite, w kompleksie domów wypoczynkowych, których było chyba z 15.Wszystkie wyglądały tak samo, więc trudno mówić o jakiejś intymności czy uroku. Wokół nas włoscy, niemieccy i skandynawscy turyści. I cały czas krążąca po głowie piosenka "Mięsny Jeż",bo taki to był mniej więcej poziom.
Ale na szczęście nie były to wakacje typu all inclusive i miałam miotłę, która pozwalała mi się relaksować, zamiatając 5 razy na dzień w ramach ćwiczeń, żeby robić coś innego niż tylko leżeć w basenie. Ponadto nie było stołówki i posiłków, na których pewnie musiałabym oglądać "Mięsne Jeże" jedzące w strojach kąpielowych i sama kulałam nudle na obiady, nawet ojciec dzieci ugotował dwa razy, żeby odreagować ciągłe leżenie( wyobrażacie to sobie!) i boskie "studenckie"kanapki na śniadania ze specjalną dedykacją dla ojca dzieci;-)). No i najważniejsze jechaliśmy własnym samochodem, a nie lecieliśmy czarterowym samolotem, więc jak już nas całkiem zmierziło to "pamiętnikowe" odpoczywanie to wsiadaliśmy i ot tak jechaliśmy 200 km na kawę do Werony (ojciec dzieci ewidentnie miał dość "odpoczywania", ja miałam miotłę, on kluczyki). I właśnie tam w nieodległej Wenecji, Weronie czy Padwie czuliśmy się po swojemu, latając, oglądając, ciorając naszymi dziećmi przez 8 godzin na Biennale w Wenecji. To jest nasz typ. Jedno jest pewne jeszcze nie dorośliśmy do wakacji all inclusive, na pewno.
A tak na serio to miejscowość Bibione, bo to ona była naszym celem wypoczynku, jest godna polecenia zwłaszcza dla rodzin z dziećmi, bo rzeczywiście dla nich jest tam masa atrakcji, trzeba tylko dysponować dużą ilością gotówki, ewentualnie pełną kartą. Dobrze jest mieć własne auto, bo zawsze można dla "relaksu" odjechać gdzieś, gdzie mieszkają Włosi i gdzie oprócz kompleksów hotelowych są też kamienice, tudzież jakieś zabytki i oprócz pistoletów na wodę i naszyjników z plastikowymi muszlami można kupić coś trwalszego. Nasze włoskie wakacje pomimo "pamiętnikowej" atmosfery były udane, bo każdy miał coś dla siebie ja miotłę, ojciec auto, a dzieci A. i Z. baseny pod oknem, na których spędzały każdy dzień od rana do nocy, rozpaczając, że jest coś takiego jak sjesta i basen przez dwie godziny jest zamknięty. I postanowiliśmy, że chyba do "Mięsnych Jeży" wrócimy za około 4 lata, żeby kolejne ( i to jest news między wierszami dla spostrzegawczych) dziecko miało równe szanse i też mogło pozjeżdżać z tych wspaniałych ślizgawek w "aquafreshu"( jak mawiał Antek). Tak więc gorące: Ciao!!!( I miałam okazję odświeżyć swój włoski i muszę przyznać, że czas wrócić do nauki, żeby następnym razem budować zdania,  a nie rozpoznawać pojedyncze słowa).

7 komentarzy:

  1. Wakacje ful wypas! Gratulacje jeśli chodzi o nowine między wierszami ;) Się nie spodziewałam, teraz to dopiero będzie stadko kurczaków ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwy kurnik, jeszcze pół drogi przede mną i wszystko od nowa, ale teraz już ostatni raz!

      Usuń
    2. Hehe ciekawe ! Gratulacje raz jeszcze !
      Ps. Ja jednak pozostaje przy 2+2 ;)

      Usuń
  2. Teraz dla ochlody szkockie klimaty was czekaja na łonie natury :) do jutra!!

    OdpowiedzUsuń