środa, 20 kwietnia 2016

jak nie wychować księżniczki

właściwie to nie wiem. Choć może wiedzieć powinnam, wszak od zawsze zainteresowana byłam i jestem teorią feminizmu, gender- płcią kulturową, silnymi kobietami, pełnoprawnymi i nie poddającymi się rolom, które im nie odpowiadają. Co więcej pisałam pracę magisterską z tej dziedziny, prawie że doktorat, ukończyłam studia podyplomowe  z teorii gender. Kiedy przyszło jednak do praktyki nic szczególnego nie robiłam. I może właśnie to "nic" okazało się znaczące, jeżeli chodzi o wychowanie mojej jedynej córki, która sama świadomie definiuje siebie jako "gwiazdę rocka". Z ojcem rozkładamy ręce, zwłaszcza w sytuacjach towarzyskich tudzież w miejscach publicznych, i nieraz zdarza się nam rzec z błaganiem w głosie, "ty nie zachowujesz się jak księżniczka", na co córka z typową dla siebie nonszalancją odpowiada " ale ja nie chcę być księżniczką! tylko gwiazdą rocka!".I tu się wszystko zgadza: mlaszcze, siorpie, wyciera nos w rękaw, a na przerwach w szkole tańczy! Pytam:  a to  z kim tańczysz? Pada odpowiedź: no sama!!! No tak przecież to takie oczywiste, czemu nie przyszło mi to do głowy, że gwiazdy rocka raczej tańczą same, a księżniczki  w kółeczkach.
Nie mam księżniczki, właściwie to nigdy nie miałam. I nie jest mi z  tym źle. Tak naprawdę to nie wyobrażam sobie nas z księżniczką. W sumie to się cieszę, że mam gwiazdę rocka i to do tego tak asertywną, że stać ją na tańczenie na przerwie na szkolnym korytarzu, gdy wokół jest 300 innych dzieci. Ja bym chyba nie zatańczyła, a ojciec gwiazdy to już w ogóle wyskoczyłby prędzej przez okno. Są jednak pewne minusy tego "rockowego gwiazdorzenia. W miejscach publicznych.często weszlibyśmy pod stół, schowali się za paprotką (jeżeli jest), udawali, że ta "gwiazda" tylko się do nas dosiadła, a tak naprawdę my w życiu nie wychowalibyśmy takiego "wulca". Ale cóż bycie rodzicem "gwiazdy" nie jest łatwe. Do tego te zabawy: zamiast herbatki u królowej jest albo koncert, rockowy oczywiście, czyli głośny z gitarą, śpiewem i koniecznie układem choreograficznym, albo stadnina. bo wiadomo, że prawdziwie gwiazdy rocka są kowbojkami i dżokejkami. A córka jedyna udająca konia, to znaczy jego odgłos paszczą w trakcie galopu, to jest widok i doznanie dźwiękowe bezcenne. Prawdziwe araby przy niej to pikuś. Ponieważ zazwyczaj są to konie galopujące lub skaczące przez przeszkody to dochodzi do tego jeszcze tupanie. No i koniecznie walizki na kółkach- bo gwiazdy rocka są w ciągłej podróży, nigdzie nie zagrzewają kąta długo, wolne ptaki.
Jak ja to zrobiłam? Nie wiem. Najgorsze jest chyba jednak to, że księżniczki nie wychowuję, czego nie można powiedzieć o księciu;-)) Ale o nim będzie inna bajka.

2 komentarze:

  1. A ja wiem , my od małego mówimy na naszą princess i tak już jej zostało ! Hahaha

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie da się ukryć gwiazda rocka i jak to się pięknie z tym czarującym podrywem łączy:)! A o księciu koniecznie musisz coś skrobnąć;)!

    OdpowiedzUsuń